Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od wielu lat obchodzę święta Bożego Narodzenia w mojej drugiej ojczyźnie, czyli w Szwarcwaldzie, w południowych Niemczech. Zmusza mnie do tego moja skomplikowana sytuacja rodzinna. Na początku było mi bardzo ciężko, bo święta na obczyźnie to chyba dla każdego emigranta niemal najgorsza katastrofa. Co roku staram się jednak jak najbardziej umilić sobie ten czas. Za każdym razem gotuję inne potrawy. Korzystam z przepisów, które znam z domu i które są w mojej rodzinie przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Niestety, napotykam spory opór niemieckiej części mojej rodziny. Mieszkańcy Szwarcwaldu są przede wszystkim mięsożercami, dlatego ciężko jest im wyobrazić sobie posiłek składający się z dań rybnych i jarskich. Ponoć tradycyjną potrawą wigilijną była tu swego czasu kiełbasa – czyli słynna Bratwurst – i sałatka ziemniaczana. Dzisiaj na wigilię w południowych Niemczech kupuje się po prostu dobre mięso. Nie ma tradycyjnych, stałych potraw tak jak w Polsce. Zresztą tradycja jedzenia wyłącznie ryb na wigilię jest chyba kultywowana wyłącznie w Polsce, więc smażonego karpia jemy tylko ja i moja teściowa, mężczyźni jedzą wtedy stek. Od czasu przyjazdu mojego brata do Niemiec spędzamy święta w moim domu – wreszcie mam dla kogo gotować!

CZYTAJ RÓWNIEŻ: "Boxing Day" to dla Brytyjczyków prawdziwy powód do świętowania

Moja rodzina ma też wspaniały zwyczaj organizowania tradycyjnej, polsko-emigranckiej Wigilii. Spotykamy się już od kilku lat, zawsze na początku grudnia. W niesamowitej, międzynarodowej atmosferze przygotowujemy i zjadamy potrawy z różnych zakątków świata, dzielimy się opłatkiem, śpiewamy kolędy.

Różnice w obchodzeniu świąt Bożego Narodzenia w Niemczech widać nie tylko na przykładzie Wigilii. Tutaj przywiązuje się więcej wagi do adwentu, a święta są tylko jego ukoronowaniem. Być może to moje osobiste odczucia, ponieważ jak większość mojej polskiej rodziny jestem osobą niewierzącą. W Niemczech nikt też nie dzieli się opłatkiem, nie ma pustego talerza dla potrzebującego, nie słyszałam o pasterce ani o wyglądaniu pierwszej gwiazdki, zanim zacznie się kolacja wigilijna.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

W Niemczech najhuczniej świętuje się urodziny. Mam wrażenie, że Polacy do końca tego nie rozumieją, tak jak Niemcy dziwią się naszemu szaleństwu na punkcie świąt Bożego Narodzenie. Niemcy świętują więc bardziej to, co dotyczy ich osobiście, a nie przykładają tak wielkiej uwagi do ogólnonarodowego, wspólnego świętowania. Nie mogę jednak potwierdzić powszechnego w Polsce stereotypu o Niemcach, którzy są nierodzinni. W Niemczech, przynajmniej w Szwarcwaldzie, rodzina jest bardzo ważna, a liczbaodwiedzin i wspólnego biesiadowania znacznie przewyższa to, czego osobiście doświadczyłam w Polsce.

Tym, co łączy Polaków i Niemców, są z pewnością prezenty. Niemcy chętnie obdarowują się upominkami, a szczególnie chętnie kupują prezenty dla najmłodszych członków rodziny. Muszę przyznać, że polubiłam moje polsko-niemieckie święta. Przede wszystkim ze względu na luźniejszą atmosferę niż ta, która panowała w moim domu rodzinnym w Polsce. W tym roku pierwsze swoje święta będzie obchodzić moja córeczka, a ja mam nadzieję, że kiedyś to ona będzie gotować moje potrawy swoim dzieciom.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.