Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odkąd nie mieszkam w Polsce, przeszłam już chyba wszystkie możliwe stany i emocje i cały czas je przechodzę. To nie etapy, te uczucia wracały, wracają i wracać pewnie będą.

Uczucie nr 1 - Ja, imigrantka

Nie byłam materiałem na imigrantkę. Nigdy tak o sobie nie myślałam, nie myślę i chyba już nie pomyślę. Nie wyjechałam za pracą. Wybrałam kierunek, który nie gwarantuje kokosów. Poza tym zawsze uwielbiałam Polskę i moją Warszawę. Nie byłam z tych, którzy narzekają na straszną Polskę i gloryfikują wszystko, co na Zachodzie. Wyjechałam, bo tak. Bo tak się ułożyło, bo chciałam spróbować. Bez wielkich planów. Czasem słyszę w wiadomościach informację na temat sytuacji imigrantów i dopiero po chwili do mnie dociera, że właściwie ja też należę do tej kategorii. To jedyny moment, kiedy pojawia się to uczucie.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jeśli ktoś ośmielił się przekroczyć 48 godzin, od razu był "wanted by the police"

Uczucie nr 2 – Ja w rozkroku

Stało się, przyjechałam. Początki jak to początki - euforia, ekscytacja, wieczne wakacje. Dopiero po dwóch miesiącach poczułam, że chciałabym się tu jakoś zadomowić i że powinnam myśleć o nowym miejscu zamieszkania jak o domu. Mój charakter nie pozwalał mi żyć w rozkroku między Polską a Hiszpanią. Gdybym nie pracowała nad zmianą myślenia, to prędzej czy później w panice wróciłabym do kraju. Starałam się więc skoncentrować na życiu tu i teraz. Ale nawet dzisiaj każda ważniejsza decyzja związana z nowym krajem wywołuje u mnie przebłysk myśli: „A może robię źle, może za jakiś czas sytuacja zmusi mnie do powrotu”. Bo jednak gdzieś bardzo, bardzo głęboko nadal mam zakodowane, że Dom to Polska.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Uczucie nr 3 – Ja w strachu przed ostatecznością

Sama przeprowadzka nie jest trudna, najtrudniejsze są małe rzeczy dnia codziennego, na przykład nowe oprogramowanie na komputerze, w którym trzeba podać kraj zamieszkania. Zastanawiałam się jak głupia przez pół dnia, czy kliknąć PL czy ES, bo może później okazałoby się, że nie będę mogła wrócić do wersji PL. Przelanie oszczędności na nowe konto zajęło mi kilka miesięcy. Nie chciałam. Bałam się, że każda kolejna rzecz zamyka mi drogę powrotu.

Uczucie nr 4 – Ja i moja satysfakcja zawodowa

Jednocześnie żyło i żyje mi się w nowym miejscu rewelacyjnie. Odkryłam nową pasję, która w dodatku jest moją pracą, daje satysfakcję, ale ze względu na jej charakter nie miałabym możliwości robienia tego w Polsce. Organizuję wakacje dla Polaków w najbardziej słonecznym regionie Europy. Nie mogłabym tego robić z sukcesami, gdybym sama nie była zafascynowana tym miejscem.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Przyzwyczaiłam się do luksusu, jakim są wolność sumienia, słowa i równouprawnienie

Uczucie nr 5 – Ja i moja tęsknota

Wielu imigrantów często mówi o tęsknocie. Ja myślę, że to kwestia charakteru. Jestem introwertykiem, nie potrzebuję ludzi do tego, by czuć się szczęśliwą, dobrze mi ze spotkaniami na Skypie i wizytą w kraju dwa razy w roku. Niektórych rzeczy tu nie robię. Nie chodzę na kawę z przyjaciółką, wspólne zakupy nie wchodzą w grę, plotkarski wieczór przy winie też odpada. Fajnie byłoby to robić, ale nie nazwę tego tęsknotą, bo mogę tu robić dużo innych rzeczy, które dają mi mnóstwo radości. Nie tęsknię. Czasem tylko żałuję, że nie można być w dwóch miejscach jednocześnie. Chociażby wtedy, gdy siostra oznajmia, że się zaręczyła, a ciebie nie może być przy niej, podczas przygotowań, ominie cię wybieranie sukienki i miejsca na wesele. Albo gdy Polskie kobiety strajkują na placu Zamkowym w Warszawie, a ty, czytając jedynie wpisy na Facebooku, nie możesz poczuć na własnej skórze tej atmosfery solidarności.

Uczucie nr 6 – Ja i moje szczęście

Mimo wszystko jestem tu szczęśliwym człowiekiem, ale nie dlatego, że wyjechałam z kraju, tylko dlatego, że znalazłam swoje miejsce. Warto dawać sobie szansę, by je znaleźć, bo nigdy nie wiadomo, gdzie się je spotka. 

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.