Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam 25 lat. Za granicą przebywam od dziewięciu miesięcy. Strasznie długich miesięcy. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam wyjechać za granicę. Skończyłam studia, ale byłam typową Polką, która albo nie miała pracy, albo za mało jej płacili, albo jej nie doceniali. Jestem jeszcze młoda. Jednak żałuję, że nie wyjechałam wcześniej. Dlaczego? Bo mogłabym już dawno wrócić do ukochanej Polski, po prostu miałabym z czym. Podjęcie decyzji o wyjeździe do Wielkiej Brytanii przyszło mnie i mojemu narzeczonemu dość łatwo. Zawsze marzyliśmy o ślubie i hucznym weselu, ale nie mogliśmy sobie na nie pozwolić. Dopiero dzięki tej decyzji możemy spełnić nasze marzenia. Ślub za rok.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Wielka Brytania bardzo mnie rozczarowała. Może nie sam kraj, ale przede wszystkim ludzie. Rozczarowali mnie moi rodacy, którzy otwarcie przyznawali, że nie obchodzi ich Polska i że nigdy do niej nie wrócą. Ci ludzie bardzo na mnie wpłynęli, zmieniłam się, odkąd tu mieszkam. Kiedyś kochałam mieć wokół siebie pełno ludzi, byłam towarzyska, spędzałam mnóstwo czasu z rodziną i przyjaciółmi. Teraz jesteśmy z narzeczonym sami. Bez znajomych, bez rodziny, bez przyjaciół. Nie ufamy ludziom. Nie ufamy Polakom, który poznaliśmy w Anglii.

My, jako Polacy, jesteśmy z natury bardzo pracowici. Anglicy jednak nie traktują tego jako atut, wręcz przeciwnie. Wcale nie są takim tolerancyjnym narodem, jak przedstawiają ich media. Nie tylko nie doceniają naszej pracowitości i dokładności, ale wręcz przez nią nami pogardzają. Nieraz płakałam przez zachowanie mojego przełożonego, który mnie nie szanuje, tylko ze względu na moje pochodzenie. „To wy jesteście u nas, a nie my u was. To wy macie się dostosować, a nie my. Jeżeli nie odpowiadają wam warunki, w jakich pracujecie, to nie pracujcie” – usłyszałam od jednego Anglika.

Ja wrócę, na pewno wrócę do Polski. Tylko z narzeczonym mamy pewne plany, które bardzo chcemy zrealizować i to one nas tu trzymają. W Anglii czuję się jak w więzieniu, w Polsce - jak na urlopie, zupełnie jakbym była na przepustce. Wiem, że to smutne, ale taka właśnie jest moja codzienność. Wyjazd szybko uświadomił mi, że pieniądze szczęścia nie dają.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.