Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Byłam w wieku przedszkolnym, kiedy z rodzicami wyjechałam do Niemiec. Chociaż języka nauczyłam się szybko, adaptacja bywała trudna. Kiedy jednak dziś patrzę na Polskę, jestem wdzięczna rodzicom za to, że mieli odwagę wyjechać, nie znając przecież ani języka, ani systemu.

Przed paru laty mieszkałam w Polsce, studiowałam, pracowałam. Przez cały czas miałam jednak ubezpieczenie zdrowotne w Niemczech, które dawało mi bezpieczeństwo i swobodę. Tylko raz chciałam się w Polsce umówić do ginekologa, zresztą na zaniedbywaną w Polsce profilaktykę raka szyjki macicy. Jednak kiedy usłyszałam: „Ale pani doktor antykoncepcji nie przepisuje", zrezygnowałam. Nie słyszałam jeszcze o takim przypadku w Niemczech. Niewykluczone, że lekarz za odmowę przepisania środków antykoncepcyjnych ze względów światopoglądowych straciłby aprobację.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Próbuję sobie wyobrazić, jak musi się czuć przeciętna Polka, która zaszła w niechcianą – obojętnie z jakiego powodu – ciążę. Która nie wie, że np. na Słowacji czy w Niemczech można bezpiecznie, legalnie (i tanio) na życzenie przerwać ciąże (przecież przygraniczne kliniki we wschodnich Niemczech, takie jak klinika w miejscowości Schwedt nad Odrą, od lat zatrudniają polskojęzyczny personel, ponieważ co roku przyjeżdżają do nich setki pacjentek z Polski). Albo która nie ma na to środków. Która znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Bo przecież wieszak wyjściem nie jest, ryzykowanie zdrowia i życia wyjściem nie jest.

Chyba nie potrafię sobie tego wyobrazić. Tak się przyzwyczaiłam do luksusu, jakim są wolność sumienia i słowa i równouprawnienie, że dopiero czytając polską prasę, zdaję sobie sprawę, że nie są one oczywistością. Naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było, gdybym nie mogła sama decydować o swoim życiu, swoim ciele. Nie potrafię sobie wyobrazić takiej zupełnej bezsilności i takiego zupełnego ubezwłasnowolnienia. Patrzę na Polskę i Polaków i wydaję mi się, że patrzę na Marsjan. Niby sąsiad, ale jednak dzieli nas otchłań. Nie rozumiem ludzi. Skąd w nich tyle nienawiści, żądzy władzy, zakłamania.

Jestem osobą niewierzącą, ale czy w Biblii nie napisano: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?". Dlaczego Polacy tak zawzięcie sprowadzają nieszczęścia na siebie wzajemnie?

Dajcie ludziom żyć zgodnie ze swoim sumieniem, nie oglądajcie się na innych, nie bójcie się odmienności. Szanujcie podmiotowość każdego człowieka i zrozumcie, że światopogląd odbiegający od waszego nie musi być dla was zagrożeniem.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.