Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyjechaliśmy zaraz po studiach w latach 90. do Londynu. Pracowaliśmy poniżej swoich kwalifikacji, uczyliśmy się języka w codziennym życiu i w szkołach, wyrobiliśmy sobie angielskie prawo jazdy, uzyskaliśmy kredyt na zakup mieszkania w dobrej dzielnicy i żyliśmy. Patrzyłam na świat poukładany, wygodny i po prawie 10 latach postanowiłam, że wracamy do Polski; bo ta emigracja popieprzyła mi w głowie i zamuliła obraz Polski oraz sprawiła, że prawie zapomniałam, od czego uciekliśmy. A że tęskniliśmy za byciem „u siebie”, to odważyliśmy się wrócić. 

Z ogromną ilością energii i pomysłów zaczęliśmy nasze życie w kraju. Znowu szkoły i szkolenia (szkoda nawet bawić się w ich wymienianie), dotacje i własne firmy, praca na etacie i budowa własnego domu, aż odkryliśmy, że nie ma i nigdy nie było dla nas miejsca w Polsce, nie damy tutaj rady żyć i zarabiać na życie. Że straciliśmy 6 lat życia, które zapamiętamy jako walkę z wiatrakami.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Znowu wyjeżdżamy i nigdy tu nie wrócimy; tu nie ma miejsca dla ludzi (w większości) niepracujących w korporacjach, niemających „pleców' i wtyczek”, które pozwolą znaleźć pracę po znajomości; nie ma miejsca dla ludzi, którzy nie odziedziczą biznesu po rodzicach i muszą sami zbudować swoje pozycje. Polska nas przygarbiła i postarzała zupełnie nieadekwatnie do upływu tych kilku lat. W sytuacji gdy o tą pracę jest bardzo ciężko, skala nepotyzmu i bezczelności, kumoterstwa i bezsensu podczas rekrutacji jest ogromna – pracowałam kilka lat w administracji publicznej i mogłabym napisać sporo na ten temat. 

Zabieramy ze sobą dzieci, fantastycznych małych ludzi, zdolnych i ciekawych świata. Mamy sporo znajomych za granicą i myślę o tym, że to cholerna szkoda, że tak dużo świetnych ludzi i ich rodzin buduje swoje życie gdzieś w świecie. Chciałabym krzyknąć na otuchę tym wszystkim zmęczonym polskim życiem, szukającym pracy czy pracującym za tysiąc złotych na miesiąc – stwórzcie plan, spakujcie się i wyjedźcie! Świat jest ogromny i otwarty. Dacie radę! Znam przynajmniej cztery rodziny, które wróciły do Polski tak jak my, w tym czasie gdy premier Tusk opowiadał bajki o zielonej wyspie; prawie wszyscy już opuścili Polskę.

I znowu z ogromem energii i siły jedziemy, tym razem już wiem w jakim kierunku i po co. I nie powiem „do widzenia”.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.