Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Osiem lat temu świat, w którym pokładałam tak wielkie nadzieje, nagle runął w gruzach. I nie chodziło wcale o człowieka, z którym się wtedy rozstałam. W tamtym czasie właśnie skończyłam studia i lada moment miałam wkroczyć w dorosłe życie. Wszystko, co było mi znane, miało się za chwilę zmienić, a ja nie byłam na to jeszcze gotowa. Zawsze marzyłam o wielkich podróżach i chciałam studiować za granicą. Zapewne dlatego zaaplikowałam na studia w Szkocji. Myślałam, że w ten sposób zrealizuję swoje marzenia, a dodatkowo zyskam trochę czasu na uporanie się z własnymi myślami. Poza tym zdobędę jeszcze jeden wartościowy papierek. Miałam wyjechać na rok, ale z roku zrobiły się dwa lata, a z dwóch siedem.

Pierwszy rok był dla mnie bardzo ekscytujący, nowi ludzie, całonocne imprezy i ta wolność wyboru, bo ze studenckiej wypłaty było mnie stać na wszystko, czego potrzebowałam.

Studiowałam, uczyłam się dodatkowych przedmiotów w college’u, udzielałam się jako wolontariuszka i pracowałam 21 godzin tygodniowo. Dziwnym trafem starczało mi na to wszystko czasu. Jeździłam do Polski, bo strasznie tęskniłam, ale ta tęsknota schodziła na drugi plan, bo moje codzienne życie toczyło się w bardzo szybkim tempie. Uwierzyłam w siebie i zdecydowanie stałam się bardziej zaradna. Wtedy wciąż myślałam, że po skończeniu studiów, to znaczy po dwóch latach, wrócę do domu.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Jednak życie pisze swoje własne scenariusze. Po studiach dostałam świetną pracę w firmie olejowej. Codziennie uczyłam się czegoś nowego. Byłam przekonana, że złapałam szczęście za ogon. Miałam wszystko, brakowało mi tylko „tego kogoś” przy boku. Ale kto by się wtedy tym przejmował. Myślałam, że z czasem poznam jakiegoś Polaka, że będę miała całe lata na poukładanie swojego życia prywatnego.

Dlaczego o tym piszę? Trzeba pamiętać o tym, że za krajem się tęskni, ale być może wcale nie chce się do niego wracać.

Mentalności natomiast się nie wybiera, można ją trochę zmienić, nagiąć, naciągnąć – tak jak ja to zrobiłam, będąc w Szkocji. Można pokochać obcy kraj, ale nigdy nie będziemy się w nim czuć jak u siebie.

Doszłam do takiego momentu w życiu, że powinnam wkrótce zdecydować, czy chcę tutaj zostać. Jestem w związku ze Szkotem i lada moment będę musiała oswoić się z myślą, że moje dziecko być może będzie dorastać w obcym kraju. Kocham tego człowieka, ale może wolałabym, aby był w stanie porozmawiać z moimi rodzicami. Zastanawiam się, czy będę w stanie pogodzić jego mentalność z moją, budując przy tym wspólną mentalność naszego dziecka.

Od roku biję się z myślami o powrocie, miałabym do czego wracać. Zapewne jakoś ułożyłabym sobie życie. Obruszam się, gdy mój brat, bez nawet cienia wątpliwości, mówi mi, że na pewno zostanę. Ostatnio ciągle w głowie odtwarzam sobie moją ostatnią rozmowę z mamą: „Bo wiesz, Aniu, ty nigdy nie będziesz Brytyjką, ale Polką też już nie jesteś. Zawsze ci będzie brakowało albo jednego, albo drugiego”.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.