Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam na imię Gabriela i mam 19 lat. Żyję na emigracji w Islandii. Niektórzy mogą myśleć, że dobrze zarabiam, mam piękne widoki i życie jak w bajce - nie! Nigdy tak nie było i nawet się na to nie zapowiada.

W tym roku (2015/16) ukończyłam liceum wojskowe i zdałam maturę. Chciałam iść na studia, ale ponieważ nigdy mi się nie przelewało, zrezygnowałam. Nie chciałam dodatkowo obciążać tym rodziców, zwłaszcza że opiekują się jeszcze moim młodszym bratem. Pierwszy raz wyjechałam w czerwcu 2016 roku do Niemiec.

Moje najdłuższe wakacje poświęciłam pracy niewolniczej. W sumie w każdej pracy sezonowej Polaków traktuje się jak bydło.

Poza tym, że pracowałam po 12-19 godzin dziennie, z jedną półgodzinną przerwą, musiałam słuchać przeróżnych wyzwisk padających w moim kierunku. Niezależnie od pogody wstawałam o 3, czasami 4 nad ranem, żeby zdążyć na autobus, który zawoził mnie na miejsce pracy. W sumie wytrzymałam tam tylko miesiąc, choć byli też tacy, którzy uciekali po kilku dniach. Po powrocie mój chłopak zabrał mnie do siebie, do Islandii. On pracuje tu już cztery i pół roku. Na początku zrobiłam sobie kilka dni wolnego, ale później chciałam pracować. Jego szef zatrudnił mnie w swojej firmie.

I tu zaczęła się następna górka. Pracuję na budowach. Maluję, szpachluję, a przede wszystkim podnoszę te wszystkie ciężary. Jestem niska i drobna, dlatego codziennie rano budzę się z bólem karku i kręgosłupa. Zastanawiam się wtedy, "po co mi to wszystko?!". Przed swoją rodziną udaję, że wszystko jest dobrze. Robię to, aby się nie martwili. Mój chłopak widzi, że się męczę, ale co on może? Pomaga mi, jak potrafi, doceniam to.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Nie dostaję najniższej krajowej tylko dlatego, że jestem kobietą. Zarabiam więcej niż w Polsce, ale życie też jest tu znacznie droższe. Nie byłam w domu od trzech miesięcy, dzięki temu odłożyłam już parę groszy. Teraz już jednak wiem, że pieniądze szczęścia nie dają, a tęsknota za domem jest najgorsza. Zdarza się, że kiedy pracuję, zamyślam się i snuję plany na przyszłość: "Gdy wrócę, to sobie kupię taką sukienkę". Ktoś może pomyśleć, że to głupie, ale wierzcie mi, codziennie po 10-12 godzin pracuję w męskich ciuchach roboczych i zapycham się kanapkami z serkiem i pomidorem. Przytyłam przez to 4 kg, ale od niedawna zaraz po pracy chodzę na siłownię, bo boję się, że do końca się zaniedbam.

Kiedyś nie czytałam książek.

Dzisiaj czytam. Wchodzę na różne strony, gdzie ludzie piszą o swoich problemach. Robię to tylko po to, żeby nie zadręczać się swoimi.

To bardzo wciągające, choć zazwyczaj mam na to czas tylko przed snem, kiedy mój chłopak bierze prysznic. Czytam około 15 minut dziennie, gdy nie ma go obok, bo nie chcę pokazywać, jaka jestem przybita. Pewnie myślicie, że jestem młodą dziewczyną, która nic nie wie o życiu. Może macie rację, a może nie. Nie mnie to oceniać. Zastanawiam się tylko, czy powinnam była najpierw zrobić studia i odwlec to, co mam teraz. Czy też dobrze zrobiłam, zaczynając pracę od razu? Ja już wybrałam. Teraz wiem, jaka jest tego cena. Zwłaszcza że płacę za to także moim zdrowiem psychicznym i fizycznym.

Moje koleżanki żyją studiami i nawet nie mam już z kim rozmawiać. Zresztą na pewno by mnie nie zrozumiały. Jutro biorę wolne tylko po to, żeby w końcu rano się obudzić i nie martwić tym nieznośnym bólem kręgosłupa i mięśni.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.