Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Patrycja i #czarnyprotest: Tabletka do połknięcia, szklanka wody do popicia

Mieszkam w Norwegii. Tutaj aborcja to nie temat tabu.

Tutaj dzwoni się do szpitala i umawia na konkretną godzinę. Podczas wizyty dostaje się do wypełnienia anonimową ankietę - dla statystyk. Personel robi szybkie USG, ale monitor jest odwrócony, więc pacjentka nic nie widzi ani nie słyszy. Jeżeli ciąża zostaje potwierdzona, kobiecie podaje się tabletkę do połknięcia i szklankę wody do popicia. Pacjentka dostaje też do ręki kolejną porcję tabletek, w tym leki przeciwbólowe. Następnego dnia tabletki wkłada do pochwy, przeciwbólowe połyka i czeka. Kiedy się zaczyna, nic nie boli, może niewiele więcej niż miesiączka. Partner wspiera i pomaga. Parę godzin później już jest po. Można iść na spacer. Uważam, że ograniczanie praw kobiet nie przyniesie żadnych efektów. Najwyżej będzie coraz więcej nastoletnich ciąż, bo to właśnie nastolatki mają najmniej możliwości wyboru.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Tamara i #czarnyprotest: Dlaczego pozwala się na wmawianie kobietom jakiegoś syndromu poaborcyjnego?

Jestem bardzo ciekawa, jak to się stało, że wszyscy akceptują obecną ustawę antyaborcyjną i organizują "czarne protesty" w jej obronie. Wyjechałam z Polski w 1993 roku i wiem, że wówczas większość ludzi sprzeciwiała się ustawie zwanej dziś kompromisem. Teraz widzę, że przez te wszystkie lata fani "nienarodzonych dzieciątek" jeszcze bardziej umocnili swoje pozycje. Kobiety, które tylko wspomną, że do trzeciego miesiąca ciąży powinny mieć prawo do aborcji, są wyzywane od morderczyń.

Bardzo oburzyła mnie także nagonka na panią Marię Czubaszek. Nie zauważyłam, aby jakiekolwiek organizacje stanęły w jej obronie, gdy swobodnie wypowiadała się na temat usuwania ciąży. W Polsce od dawna kobiety popierające aborcję są poniżane i zastraszane. Nawet środowiska feministyczne zaakceptowały tzw. kompromis aborcyjny, a poseł Niesiołowski protestował, chociaż jest dumny, że doprowadził do wprowadzenia obecnej ustawy.

Razi mnie nazywanie płodów i embrionów "dzieciątkami nienarodzonymi". Nie rozumiem, jak można pozwalać lekarzom na podpisywanie jakiejś klauzuli sumienia. Dlaczego pozwala się "obrońcom życia" na sianie propagandy, skoro wszystko, o czym mówią, dotyczy wyłącznie późnych aborcji? Dlaczego nikt nie pokaże aborcji w 6.-8. tygodniu ciąży? Dlaczego pozwala się na wmawianie kobietom jakiegoś syndromu poaborcyjnego? Dlaczego nikt nie mówi o zagrożeniach dla życia i zdrowia kobiety podczas ciąży i porodu (a takowe istnieją)? Nie wiem, czemu kobiety miałyby narażać swoje życie i zdrowie, żeby urodzić niechciane dziecko i oddać je do adopcji.

Skoro na to, co już obecnie dzieje się w Polsce, jest przyzwolenie, to nie mam nic przeciwko zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych. Może dopiero po wprowadzeniu takich przepisów coś wami wszystkimi potrząśnie i nastąpi powrót do normalności, czyli przepisów sprzed 1993. Wtedy temat aborcji zostanie raz na zawsze zamknięty, a gdy ktoś jeszcze się ośmieli wyzywać kobiety od morderczyń, zostanie surowo ukarany.

Listy pochodzą z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.