Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam na imię Elwira, 31 lat i od prawie roku przebywam na emigracji. Brzmi jak wyznanie jednego z członków klubu AA. Tak trochę jest. Nas, przebywających na emigracji, też coś łączy. Na pierwszy rzut oka chociażby to, że opuściliśmy swój kraj, że jesteśmy Polakami, a nie mieszkamy w Polsce. Jednak gdy poznajemy się bliżej, my, emigranci, to okazuje się, że jeszcze więcej mamy wspólnego. Autorka listu do

" target="_blank">"Wysokich Obcasów" pisze, że tęskni, ale tylko bardzo, a nie bardzo, bardzo. Ja tęsknię bardzo, bardzo, bardzo, a znam ludzi, którzy w ogóle nie tęsknią. Mnie też to kiedyś obiecywali, a jednak jest inaczej.

Pamiętam pierwsze dwa tygodnie, zachłyśnięcie wszystkim, co nowe, wiara, że będzie dobrze, i nadzieja na normalne życie. I wydawać by się mogło, że swój plan realizuję, to jednak coś poszło nie tak. Ciągle czuję się tutaj taka niedopasowana.

- Uczysz się? Ale po co? Przecież pojechałaś tam zarabiać kasę!

- Nie, chcę też nauczyć się języka, to dla mnie ważne.

- Przestań, w pracy się nauczysz, olej szkołę! Ile pieniędzy odłożyłaś?

- Praktycznie nic...

- Jak to nic?! To po co tam pojechałaś? Dużo masz znajomych?

- Nie za bardzo. Jakoś ciężko mi tu nawiązywać kontakty, ale tych, co mam, są w porządku, czasem gdzieś wychodzimy.

- Znajomości to podstawa, nie rozumiesz?!

A ja chcę być inna, ja chcę żyć! Po przyjeździe do Wielkiej Brytanii zaczęłam pisać bloga. Czytam, ćwiczę, biegam, fotografuję, gotuję, zwiedzam, uczę się angielskiego, chodzę na zakupy i... tęsknię za Polską.

Każdy mi się dziwi, kiedy znajduję na to czas, a mnie bez dzieci i rodziny tego czasu nie brakuje.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Poza tym pracuję i uczę się w college'u. Czasem jest mi naprawdę ciężko.

Rozmawiam z mamą na Skypie i widzę zachód słońca z mojego podwórka, taki, jaki pamiętam, gdy tam jeszcze byłam. Albo przechodzę ulicą i widzę bez, myślę, że w Polsce zawsze kwitł na moje urodziny. Innym razem widzę jarzębinę i mam przed oczyma polską złotą jesień. Wchodzę do jakiegoś pomieszczenia, czuję zapach i myślę, że tak zawsze pachnie u babci. Jestem uczestnikiem śmiesznej sytuacji albo czegoś, co mnie zachwyciło, i już najchętniej opowiedziałabym o tym przyjaciółce. Ale to nie jest takie proste. Brak na to czasu i tej bliskości, która towarzyszy nam, gdy siedzimy przy jednym stole, pijemy herbatę i rozmawiamy. Szukamy zamienników tej sytuacji, ale to ciągle nie jest takie, jak być powinno. Żyję od - do: od urlopu w Polsce, do świąt w Polsce itd...

Owszem, mogłabym już wrócić, mogłabym się nie męczyć z tą tęsknotą, ale nie taką decyzję podjęłam. Za dużo spraw zostało tam zamkniętych, za dużo na ten wyjazd postawiłam. Wiem, że przyjdzie dzień, w którym się spakuję i powiem dość, ale wtedy już będę pewna tego na 100 procent. A teraz jestem tu i żyję tym, co mam.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.