Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To jest mój 248. dzień na emigracji. Moje 35 tygodni i 3 dni, a ja nadal nie żałuję swojej decyzji. Oczywiście, że nie! Bo kiedyś tylko dom, praca. I bezpieczne, stabilne, wygodne życie. Nadal jest życie, wygodne, ale mniej bezpieczne i niestabilne.

Zacznijmy od początku. Kilka lat temu ukończyłam studia. Studia zaoczne i praca w tygodniu. Czas, który płynął szybciej i szybciej. I nadal płynie, tylko bardziej świadomie. W kwietniu ponad rok temu zapadła decyzja wyjazdu, który miał być moim osobistym wyzwaniem i spełnieniem. I tak było, a raczej jest. Pół roku szukania, miesiąc przygotowań i kilka godzin pakowania się. Duża walizka, 23 kg ograniczenia, bałagan w głowie nie większy niż w pokoju. Tydzień wypełniony spotkaniami i słowami: "powodzenia", "uważaj na siebie", "zazdroszczę odwagi", "nie jedź". Samolot, kierunek moich marzeń, w którym spędzę swoje lepsze lub gorsze pół roku. Minęło 8 miesięcy i 4 dni, chyba jednak lepszych.

Mam za sobą ćwierćwiecze wypełnione wszystkim, czego potrzebowałam, czyli rodziną, przyjaciółmi, znajomymi i mniej lub bardziej fajnymi doświadczeniami zawodowymi. Mam za czym bardzo, bardzo tęsknić, tylko czy tęsknię bardzo, bardzo? Nie. Dlaczego tak jest? Ja już wiem, a raczej "mgliście, ale przejrzyście" widzę powód mojej mniejszej tęsknoty. Banał goni banał, ale powód jest dla mnie oczywisty. Robię to, co lubię, i żyję, jak mi się podoba. Słucham opinii rodzeństwa, przyjaciół i uprzejmych pań ze spożywczego. Bywa, że wprowadzam je w życie.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Idę, ale powoli. Opuszczam swoją bezpieczną strefę na rzecz codziennych niecodzienności. Cieszę się, bo mam ten komfort emigracji nieprzymusowej. Rozwijam się w wybranym przez siebie kierunku. Nie było jeszcze łez. Dziwne. Nie ma jeszcze stabilności. Też dziwne, ale nie dla mnie, dla innych.

Tęsknię bardzo, ale nie "bardzo, bardzo". I nie uważam, żeby było to złe. Moja rodzina i przyjaciele też tęsknią i też bardzo. To jedno więcej "bardzo" zniknęło gdzieś na rzecz przyzwyczajenia. Bo przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do tęsknoty. Dobrze jest tęsknić bardzo, ale nie za bardzo. Bardzo, bardzo niebezpiecznie zbliża cię do decyzji, której możesz nawet bardziej niż bardzo żałować. Poddania się. Mam to szczęście, że jestem tu, bo chcę, a nie muszę. To inny rodzaj emigracji, przynajmniej dla mnie. Czy zakorzenię się tutaj? Nie wiem. Jestem w Hiszpanii i tęsknię, ale nie za bardzo.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.