Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsza lampka ostrzegawcza zapaliła mi się w głowie, kiedy wypisał jej dedykację w książce, którą kupił jej na urodziny. Ja zawsze dostawałam bez jego podpisu.

Druga - kiedy przestał rozstawać się z komórką, wychodził z nią nawet do toalety. Wcześniej prawie jej nie używał. Kilka razy odważyłam się zapytać, z kim pisze. Za każdym razem odpowiadał, że z Moniką.

Byli na studiach w tej samej grupie. Pojechali na jakiś wyjazd w ramach zajęć. I tam wylądowali w łóżku. Ale przyznał się dopiero po jakimś miesiącu moich podejrzeń i jego zaprzeczeń. Trzy tygodnie przed naszą trzecią rocznicą. Zamierzał mi o tym powiedzieć dopiero po sesji, żebym mogła spokojnie przygotować się do egzaminów... Romans mieli już od kilku miesięcy, ale za każdym razem, kiedy nieśmiało pytałam, czy wszystko OK, wściekał się, że coś sobie uroiłam. Gdy mnie rzucił, pojechał prosto na spotkanie z tamtą dziewczyną, już się spotykali. Ale po trzech tygodniach wrócił z płaczem. Wiedziałam jednak, że nie mogę mu dać do siebie wrócić. Czułam, że zdrada zatruje nam życie i zamieni je w wieczną szarpaninę, a ja nie będę umiała mu już zaufać. Próbował mnie ubłagać, przyszedł z bukietem róż, prosił o rękę, mówił, że chce mieć ze mną dzieci. Byłam nieugięta, choć wszystko we mnie krzyczało, żeby dać mu szansę. Rozsądek jednak zwyciężył, a ja wyjechałam z Polski, bo bałam się, że zmięknę.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Wyjechałam do Niemiec. Pracowałam jako niania w amerykańsko-niemieckiej rodzinie. Przez trzy miesiące nie miałam nawet czasu pomyśleć o byłym chłopaku. Rodzice dziecka dali mi wybór: mogłam być jak członek rodziny, który uczestniczy w ich życiu, jada z nimi posiłki i spędza wspólnie czas, lub pracować od-do i się nie integrować, jeśli nie mam ochoty. Wybrałam pierwszą opcję. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy chcieli organizować mi czas po pracy. Podszlifowałam angielski i nauczyłam się niemieckiego. Do tego zakochało się we mnie dwóch przyjaciół rodziny. Zarobiłam dużo pieniędzy, które musiałam zaszyć w staniku, bo do Polski wracałam autobusem.

Wróciłam silna, niezależna i zadowolona z siebie. Z byłym chłopakiem spotkałam się dopiero po czterech latach. Na jego widok nawet nie zadygotałam. Rozmowę zaczął od... opowiadania o swoim bracie. Dodał też, że po naszym rozstaniu zbierał się dłużej, niż sadził, i że popełnił największy błąd w swoim życiu.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.