Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Droga czytelniczko, drogi czytelniku, który siedzisz teraz przed ekranem swojego nowego komputera, zjadasz chipsy i popijasz zimną colą. Ty, który z pozycji wygodnego fotela budujesz w umyśle wirtualną bazookę z mściwych słów i obelg, i z której nie możesz wystrzelić, bo komentarze akurat zablokowane, posłuchaj mnie uważnie (proszę!), bo chcę Ci coś ważnego powiedzieć. Chcę Ci to powiedzieć, bo tego nie wiesz. Nie możesz tego wiedzieć, strzelając z armaty tymi podłymi słowami.

MUZUŁMANIE TO LUDZIE

Rano budzi mnie krzyk dwójki chłopców, jeden z nich wydziera się okropnie, drugi bawi się plastikowym konikiem. Mały terrorysta! - kpisz tam po drugiej stronie i zapijasz kolejnego chipsa colą. TAK, może zmienić się w terrorystę jak każdy mały człowiek na złym świecie. Ale może też zostać lekarzem albo czyimś narzeczonym. Wyglądam przez balkon. Jest i mama, nie włożyła chusty. Widzę jej długie brązowe włosy. Całkiem ładna. Ktoś ich odwiedza, jakiś blondyn. Ty byś go z miejsca polubił, a może się mylę? Po co tam się pcha? Zaraz go zadźgają!- ripostujesz do mnie z przekornym grymasem, zadziornie! Blondyn jest przyjacielem tej rodziny. Teraz dziadek, dziadek z wyrazem twarzy Marlona Brando schodzi po schodach w brązowych babuszach. To moi sąsiedzi. Najgłośniejsi. Nikt tu tak nie krzyczy jak oni. Czasem chce mi się śmiać, bo słuchając ich kłótni, przypominam sobie dawne czasy, kiedy to i my wydzieraliśmy się na siebie z bratem czy mamą. Dwa lata temu o dziewiątej rano włączyli "swoją muzykę", była bardzo głośna. Całym sercem stałam po stronie mojego francuskiego sąsiada, który zwrócił im uwagę. Muzyka ucichła na stałe.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Kładę się na plaży, wokół mnie kolorowe parasole, koce, wczasowicze i ta para z dzieckiem. Wkurzam się, bo ona siedzi cała ubrana, od stóp do głów. Nie wiem, o co właściwie się wkurzam. Przecież to jej sprawa. Jej mąż kąpie się z synem, ona poci się w tych łachmanach. Nie chcę tak myśleć, chcę szanować jej wybór. To dla mnie trudne!

Siedzę na piwie z I. I. Jest ateistą, ale Marokańczyk. Czy poszłabyś/poszedłbyś z nami na to piwo? Zapraszam! Zakładam, że nie. Mylę się? I. Jest przyjazny, otwarty i lubi się pośmiać. W liceum, kiedy jeszcze mieszkał w Marrakeszu, uwielbiał oglądać z kolegami filmy na Polsacie, to było nawet lepsze od pornoli. Czemu je oglądali? Aktorzy i, co najlepsze, aktorki mówili tym samym męskim głosem jednego faceta - lektora. To ich wtedy bardzo śmieszyło.

Stoję w kościele, gdzieś z tyłu. Nie jestem skupiona, właściwie to chce mi się stąd wyjść, niecierpliwie się, bo ksiądz gardłuje w nieskończoność. I wtedy wchodzą one. Dwie. Staruszka i dziewczyna w hidżabie. Na ten widok przeszywa mnie dreszcz. Od stóp do głów. Nad tymi pierwszymi ledwie panuje, bo chcą uciekać. Zaraz będzie wybuch?! Ta w chuście to sąsiadka starszej pani, odprowadza ją do kościoła, co niedziela.

Pierwsza rocznica ślubu, była dobra oferta wakacyjna. Polecieliśmy do Maroka. Zioła w tamtym małym sklepiku były takie kolorowe, ja byłam taka szczęśliwa. Pocałowałam mojego męża w usta, spontanicznie, bez zastanowienia. Sprzedawca podskoczył i groźnie pouczył. "Nic całuj jej przy mnie, ja przecież mam żonę!". Potem była wspólna herbata (zielona) i opowieści o Polsce.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Czekam na mojego M., on przymierza spodnie. Obok mnie "złote" kobiety z dziećmi, obwieszone, wystrojone, "zakwefione" . Śmieją się. I tym śmiechem mnie irytują. Nie minął nawet tydzień od Nicei. Irytacja jest absurdalna, ale niezależna ode mnie. Mały chłopczyk obok podskakuje. Dziesięciolatka ogląda bajkę na różowym iPhonie. Mój mąż właśnie wychodzi z przebieralni, obok niego śniady mężczyzna. Idziemy do kasy, oni też.

Drogi czytelniku, wiem, że nie zrezygnujesz ze swojej bazooki. Aż tak naiwna nie jestem, już celujesz z niej słowa do mnie. Ale zanim zaczniesz, mam prośbę (drugą). Nie strzelaj (słowami) do chłopca, co się tam bawi konikiem, ten drugi pewnie poszedł do domu, do dziadka, co idzie w dziurawych papciach, do I., co jest na piwie., do tej co się w łachmanach wygrzewa na plaży, do tych ze sklepu odzieżowego, do sprzedawcy ziół i do tej, co babcie prowadzi do kościoła.

Na koniec gwarantuję Ci, że jeśli jednak odłożysz swoją bazookę (choć na chwilę), szybko okaże się, że Twoja frustracja, Twój strach, Twoja miłość do rodziny i kraju, Twoja troska o bezpieczeństwo, tradycję, godność potrafi wyrazić się inaczej niż w oskarżaniu każdego człowieka o ataki popełnione przez nie każdego. Ja też się boję o ten świat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.