Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Miałam wszystko, czego człowiek oczekuje w pewnym momencie swojego życia. I tak od końca: 3. Niezła praca w międzynarodowej korporacji na ciekawym stanowisku z zacnym wynagrodzeniem. 2. Cudne autko, nie formuła, ale absolutnie zaspokajające moje potrzeby. Rozrywki, przyjemności, podróże. Kwitnące życie kulturalno-rozrywkowe. Mój styl życia bardzo mi odpowiadał. Nie miałam powodów do marudzenia. Nie miałam męża ani partnera, ani nawet perspektywy na związek. 1. Przyjaciele i rodzina. Z rodziną mam problem - rodziców straciłam już sporo lat temu, a krewni, nawet najukochańsi, tej luki wypełnić nie mogą... W życiu mam za to szalone szczęście do cudownych ludzi, których spotykam na swojej drodze. To moja rodzina z wyboru. Moi przyjaciele. I ich też (nie wszystkich) zostawiłam w Polsce.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Wyjechałam, bo chciałam. Wyjechałam z kilkoma złotymi w kieszeni i ogromnym przekonaniem o słuszności tej decyzji. Decyzji, którą podjęłam dla samej siebie. Nie czekał na mnie mężczyzna, za to cudowni przyjaciele, którzy zaoferowali pomoc. Nie czekała na mnie praca - musiałam ją znaleźć, a przy tym zaprzyjaźnić się z pokorą, gdyż historię zawodową budowałam od zera. Nie wiedziałam, co mnie czeka, i przerażał mnie ten brak przerażenia! Czułam wszechogarniający spokój (tak się chyba dzieje, gdy podejmujemy słuszne decyzje. Cały wszechświat nam wtedy sprzyja!). Wiedziałam, że czeka mnie coś dobrego.

Otaczają mnie cudowni ludzie, zawarłam nowe wspaniale przyjaźnie. Okazuje się, ze wśród emigrantów potrafi panować życzliwość i emigracja nie musi być trudna. Nie tęsknię. Uczę się relacji międzyludzkich, zarówno w domu, jak i w pracy. Każdy dzień w biurze to wyzwanie, ale lubię to, co robię. Spełniam się zawodowo. Mam więcej wiary w siebie I pewności siebie. Zaczęłam siebie słuchać. Ponownie ufam swoim przeczuciom. Polubiłam siebie. Spotkałam swoją bratnią duszę. Niesamowite, gdy trafiają na siebie ludzie o podobnej energii i się nią ze sobą dzielą. Jest to relacja nie do opisania.

I tak jestem tu. Dokładnie w tym miejscu. Nie gonię. Nie oglądam się za siebie. Liczy się tu i teraz. Jestem spokojna. Jestem szczęśliwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.