Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy na serio zaczynasz gdzieś żyć? Może wtedy, kiedy dostajesz pierwszą wypłatę w obcej walucie? Albo kiedy kupujesz swoje pierwsze "zagraniczne" ubrania? A może wtedy, kiedy szukając karty SIM do polskiego telefonu, odkrywasz, że zdążyłaś zgromadzić furę drobiazgów?

Obce twarze stają się znajome. Swobodnie wychodzisz na ulicę i rozumiesz kod kulturowy, używasz podobnych gestów. Nawet twoje usta układają się w podobny kształt, kiedy mówisz tak jak "tubylcy". Do pani z drogerii mówisz "sąsiadko". Poznajesz brzydkie słowa, jesz (to co wszyscy), bawisz się (tak jak wszyscy), a z chaosu ukazuje się nowa forma ciebie.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Uważam, że samo mówienie w innym języku pozwala nam poznać siebie od innej strony. I jednocześnie można czuć się ze sobą obco.

Wyjechałam, bo moje życie w Warszawie dobiegło końca.

Musiałam też w końcu dotknąć Jego rąk. Myślałam, że nigdy się nie spotkamy. Usychaliśmy, karmiliśmy się słowami, obrazami. A ja czułam, że kiedyś już się znaliśmy i ktoś okrutnie nas rozdzielił oceanem. W wakacje pokonałam "niemożliwe" i przeleciałam nad Atlantykiem, zwyciężając nad lękiem. Nigdy nie zapomnę spotkania na lotnisku. Ja w białej sukience, on w czerni. Ślub z nowym życiem!

Teraz myślę, że wyjechałam na "drugi koniec świata" chyba po to, żeby przestać jęczeć i tęsknić, a zacząć żyć. Tańczę, uczę się samej siebie, uczę się kochać.

Ponoć to najbardziej pozytywny naród świata. Nie marudzą, nawet jeśli mieszkają w rozpadającej się chałupie. Ten fenomen szczęścia jest dla mnie, pani depresyjnej, szokujący, ale dobry los wcisnął mnie tutaj i jestem szczęśliwa.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Tyle pytań. Że jak to, taki religijny naród, a każdy z każdym? I dlaczego nikt nie mówi po angielsku? Dlaczego w domach nie ma ogrzewania? Wtedy On mi przypomina, że jestem w kraju rozwijającym się, przez wiele lat zamkniętym.

Wyobraź sobie miasteczko, którego rynek potocznie nazywa się "placem pięciu cycków", a z każdego "cycka" wyrasta palma. Góry w tle łaskoczą chmury. Piękni ludzie spacerują, sprzedawcy lodów brzęczą dzwonkami. Lubię przejść przez plac, minąć wylegujące się na nim psy i usiąść "donde siempre". Piję kawę, rozmawiamy albo gapię się na księżyc.

Czasem czuję się samotna. Czasem czuję ogromną obcość. Ale wtedy przypominam sobie, że pod tymi popękanymi chodnikami tkwią indiańskie korzenie, a centrum kulturalne, które często mijam, było kiedyś szkołą, do której popylał młody Gabriel Garcia Marquez. Czasem zazdroszczę samej sobie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.