Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poznałam Turka. Muzułmanina. Jak na dziewczynę pochodzącą z małej, konserwatywnej wsi na podkarpaciu przystało, w pierwszej kolejności chciałam uciec. Ale w drugiej dałam sobie szansę na szczęście mimo stereotypów. Intuicja mnie nie zawiodła.

Poznaliśmy się na imprezie kubańskiej. Tańczyłam na scenie i kątem oka widziałam, jak mnie obserwuje. Nie ukrywam, ogromnie mi to schlebiało. W końcu podszedł, bez słowa wziął mnie za rękę i do rana tańczyliśmy już nierozłącznie.

Dwa dni później miał operację i przez trzy tygodnie nasza znajomość opierała się wyłącznie na wymianie SMS-ów. Ciepłych, zabawnych i błyskotliwych. Długich jak eseje w liceum, o wszystkim i o niczym. Nie pozwolił odwiedzić się w szpitalu - to nie miejsce na pierwszą randkę. Poza tym, że fantastycznie tańczy i tak jak ja jest zakochany w kulturze bałkańskiej, nic o nim naprawdę nie wiedziałam.

Tak wyszło, że zostałam zaproszona na wesele do rodziny. W tym konserwatywnym środowisku dziewczyna, która przychodzi na wesele sama, jest obgadana nie gorzej niż nowinki z domu Kardashianów. Nie przyszło mi do głowy, że przyjście z Turkiem wcale sprawy nie polepsza. Po dwóch lampkach wina wysłałam mu wiadomość z zaproszeniem. Zgodził się od razu.

Spotkaliśmy się dwa dni przed weselem, żeby omówić szczegóły wyjazdu do mojego domu rodzinnego. Zaufaliśmy sobie - ja zabrałam do domu obcego mężczyznę, on wyjechał z nieznajomą na trzy dni do wioski odciętej od świata. Zarówno jego, jak i moi znajomi uznali nas za wariatów.

Od tego pierwszego spotkania zostaliśmy też oficjalnie parą. Bo on nie bawi się w żadne gierki i podchody. Bo chce mnie poznawać jako mój facet. Jest szczery, nie testuje niczego i nie gra kosztem kobiet.

Polki bez granic najpierw włączyły się w naszą akcję #JakZyc i nadesłały listy opisujące międzynarodowe rozstania. Teraz opisują swoje związki na obczyźnie. Jak buduje się szczęśliwy związek poza granicami kraju? Jak żyje z obcokrajowcem albo z rodakiem, ale na obczyźnie? Dziękujemy za wszystkie nadesłane odpowiedzi i zachęcamy do wysyłania listów o waszych emigracyjnych perypetiach. Nasz adres: polkibezgranic@agora.pl

Zjadłam już zęby na Europejczykach - niestety moje dotychczasowe bogate doświadczenia nie były pozytywne. Pewnie gdzieś w mojej podświadomości leżała przyczyna, dla której wybierałam dorosłych chłopców o męskim wyglądzie i zachowaniu gimnazjalisty. A jednak wyrobiłam sobie przekonanie, że są oni niedojrzali, tylko bawią się kobietami. Trudno mi tak nie myśleć, zwłaszcza gdy na drugiej szalce postawiłam swojego obecnego faceta. Wygrał w przedbiegach.

A różnice kulturowe? Jesteśmy ze sobą kilka miesięcy i jest cudownie. Nie, nie kontroluje mnie na każdym kroku. Mogę wychodzić sama ze znajomymi i nawet mnie do tego zachęca. Nie ogranicza mnie, cieszy się z moich pasji i wspiera na każdym kroku. No i wiem, na czym stoję. Jestem jego dziewczyną, taką prawdziwą, a nie zabawką na chwilę. Rozmawiamy dużo o przyszłości, ślubie, a nawet o dzieciach. Różnice kulturowe dają nam za to spore pole do dyskusji, eksperymentowania i odkrywania swoich ojczyzn nawzajem, co dostarcza nam niesamowitej frajdy. I pierwszy raz czuję się przez mężczyznę szanowana i doceniania.

Bo mój facet jest mężczyzną. Takim z prawdziwego zdarzenia. Silnym, pewnym siebie, stanowczym, ale też wrażliwym. No i cholernie przystojnym. Jego "staromodne" spojrzenie na świat dodaje mu tylko seksapilu. A ja? Wiem, że mogę na nim polegać. Jest mi przy nim bezpiecznie. I czuję się prawdziwą kobietą.

Kiedy ktoś pyta, czy nie boję się, że porwie mi dziecko albo wysadzi dom, odwracam się i po prostu odchodzę. Nie mam czasu walczyć ze stereotypami i głupimi przekonaniami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.