Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Etap pierwszy: Rozpoznanie - cudowni chłopcy

Już na lotnisku Polki, znane w świecie ze swojej urody, czują, że trafiły do raju. Cytat z wypowiedzi świeżo upieczonej żony, przybyłej z mężem na miodowy miesiąc: "O rety, ależ oni przystojni!". A zatem - trafia swój na swego. Kto ma wprawne oko, może Polki rozpoznać z daleka. Ładnie ubrane, ani wyzywająco, ani konserwatywnie. Sympatyczne, miłe, umiejące porozumieć się po angielsku i przede wszystkim - skromne i uśmiechnięte. Trudno się dziwić, że w nieoficjalnych rankingach sytuują się tuż za Rosjankami, a co drugi z moich kolegów miał w swoim życiorysie co najmniej jedną dziewczynę Polkę i zna chociaż kilka polskich słów.

A Turcy? Ci, którzy nie są nowicjuszami w turystyce, wiedzą, jak o siebie zadbać. Nawet jeśli pochodzą z wioski na dalekim wschodzie, wyglądają, jakby całe życie mieszkali w wielkim nowoczesnym mieście.

Czyści, w świeżych i wyprasowanych ubraniach. Włosy modnie przycięte - albo ugładzone, albo nastroszone, ale na ogół wysmarowane żelem, który panowie kładą na głowy garściami. Pachnący. Mówiący językami (lepiej lub gorzej, ale są mistrzami w sprawianiu wrażenia, że znają kilka całkiem nieźle). Pracujący i zarabiający - każdy Turek-singiel jest bardzo zajęty. Ale dla ciebie znajdzie wolny wieczór, a nawet cały dzień. Bo przecież "jesteś tego warta". Zarabiający - a jakże. Ale ile - tego nigdy się nie dowiesz. Na pewno wystarczająco dużo, by stać go było na romantyczną kolację

Rozpoczyna się turnus. Panie przyjeżdżają w najlepszych ciuchach, kupionych specjalnie na wakacje, wychudzone po dietach, specjalnie na wakacje. Niepewne, jak tu w ogóle jest. Bo przecież różnie o tej Turcji się mówi. Po przyjeździe oczom nie wierzą: cudowne widoki, normalni ludzie, przepiękne hotele i błyszczące deptaki handlowe. A szarmancki kelner podsuwa krzesło przy kolacji i pyta, co słychać. Żyć, nie umierać!

Etap drugi: Zapoznanie i zapomnienie

Na to nie sposób się przygotować. Jeśli większość roku spędza się w Europie Środkowej, po przyjeździe w rejon basenu Morza Śródziemnego zawsze doznaje się szoku. No bo jak to?! Ktoś pstryknął palcami i zmienił dekoracje!

Słońce jest inne, niebo jest inne, woda inna i ludzie, i muzyka, po prostu wszystko. Nasycenie kolorem, zapachem i smakiem przekracza dopuszczalne normy. Doznajemy intensywności życia. Bum! - i już chodzimy innym krokiem, patrzymy innym wzrokiem, wybieramy inne kolory ubrań i częściej się uśmiechamy. Promieniejemy.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Drogie Polki bez granic, zbliża się lato: czas wyjazdów, wakacyjnych miłostek, zakochania i... potencjalnego uczuciowego zawodu. Jesteśmy ciekawe, jak wyglądają rozstania, zerwania, złamane serca na obczyźnie. Czy są trudniejsze (bo bez przyjaciół, daleko od rodziny), czy wręcz przeciwnie - odległość sprzyja leczeniu złamanego serca? Jeśli chcecie podzielić się swoją historią, na listy czekamy po adresem: polkibezgranic@agora.pl

W czasie, kiedy my zachwycamy się życiem, druga strona gorączkowo przycina bródki u fryzjera i perfumuje klaty. Niezależnie od tego, czy to kelner, recepcjonista, sprzedawca, instruktor nurkowania czy pilot wycieczek, każdy omiata wyczulonym wzrokiem swój teren, na którym pojawiły się nowe obiekty.

Dzyń! Dzyń! Jest fajna dziewczyna! Wygląda na to, że sama. Albo z mamą. Albo z koleżanką. Szarmancki chłopiec podchodzi nieśmiało i zagaja.

Chłopiec składa propozycje spotkania. Dziewczyna myśli: "Właściwie dlaczego nie? Jestem w końcu na wakacjach, a on wygląda na porządnego faceta".

Spotykają się kilka razy, w restauracjach i dyskotekach. Przekomarzanki, śmieszne rozmowy, uczenie go polskiego (który tak słodko brzmi w jego ustach), spacery po plaży Pełna przywiezionych z kraju uprzedzeń Polka czuje się absolutnie zaskoczona wrażliwością Turka (nie ma w sobie nic ze stereotypu macho).

A po dwóch tygodniach koniec turnusu. Dziewczyna wpada po uszy, chłopak bowiem okazał się zaskakująco inteligentny, rozmawiało się z nim wspaniale. Lubią podobną muzykę, dogadują sie bez problemów, no i całuje tak, jak nikt nigdy przedtem jej nie całował.

Co dalej? Co dalej? Chłopak odprowadza dziewczynę niemal do drzwi autobusu wiozącego na lotnisko. Daje jej jakiś drobny (albo nie drobny) prezent. Wymieniają sie adresami e-mail. Obiecują, kombinują, wymyślają, jak tu się znów spotkać. Dziewczyna odjeżdża.

Agaty są autorkami książki TURCJA.PÓŁPRZEWODNIK OBYCZAJOWY . Serdecznie polecamy!

Etap trzeci: Coś na otrzeźwienie

Tydzień. Czy w tydzień można naprawdę kogoś poznać? Oczywiście nie. Wszystko jest ułudą i bajką, jest dla nas nowe, kolorowe, niezwykłe, więc łapiemy to garściami, kosztujemy, opychamy się bez opamiętania, zapominając o tym, że każda atrakcja z czasem powszednieje i staje się podobna do naszego codziennego życia.

Turcja jest dla nas piękna, bo tego od niej oczekujemy. Ma być - w końcu jesteśmy tu na wakacjach.

Tak samo jest z poznanym w pięknej Turcji pięknym mężczyzną - przymykamy oko na jego wady (językową nieporadność, byle jaką pracę, brak wykształcenia), skupiając się na tym, że jest fotogeniczny, ma zgrabną figurę, patrzy na nas zakochanym wzrokiem, a język turecki w jego ustach brzmi jak poezja. I jak on o nas dba! Jak o królewnę.

Etap czwarty: Ruch zimowy

Każda niemalże osoba płci żeńskiej, która była kiedyś w tureckim kurorcie, utrzymuje kontakt z tutejszymi adoratorami, nazywanymi dla niepoznaki "kolegami" lub "przyjaciółmi" (uważa się powszechnie, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń damsko-męska). Głównymi kanałami kontaktu są przykładowo Skype czy Facebook.

Realne znajomości zawarte w lecie, zimą przeradzają się w coś w rodzaju stałego związku monogamicznego (w interpretacji pań) lub poligamicznego (w niczyjej interpretacji, żaden turystyczny Turek nawet pod groźbą śmierci nie przyzna się, że kręci jednocześnie z kilkoma dziewczynami). I życie toczy się dalej, w rytmie tygodniowych turnusów.

Owszem, zdarza się, że znajomość wieńczy mutlu son, czyli happy end - zaręczyny, ślub, ciąża, wieczna miłość i tak dalej (czytelniczkom i czytelnikom, których to spotkało, gratulujemy bycia wyjątkiem od reguły).

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Częściej jednak kończy się jak zwykle, czyli rozpadem związku (z powodów "różnic kulturowych", jest to argument nie do podważenia, więc najłatwiej nim się wykręcić). Dziewczyny ocierają łzy i idą dalej w świat, mając w pamięci obraz romantycznego, noszącego na rękach i spełniającego każdą zachciankę przystojniaka.

Etap piąty: Jak się ma chłopaka Turka

Pytanie o tureckiego towarzysza życia zadają mi wszyscy od początku mojej pracy w Turcji. Czy jest? A jeśli nie ma, to dlaczego? (Pewnie dlatego, że biją kobiety i są zazdrośni). A jeśli jest, to dlaczego? (Czyżby byli lepsi niż Polacy? - tu znaczące chrząknięcie). A czy planujemy się pobrać? A czy się nie boję? Czasem pytania podszyte są głęboko ukrytymi emocjami. Czyżby pytająca kobieta również miała w zanadrzu turecki romans? A może nadzieję na taki? A może przeciwnie - negatywne doświadczenia?

Związki Polek z Turkami można podzielić na kilka kategorii.

Najmniej jest krótkotrwałych i ulotnych wakacyjnych przygód, bo, jak zauważył kiedyś znajomy Turek: "Polki nadzwyczaj szybko się zakochują". I jest w tym sporo prawdy. Jak dowodzą obserwacje w terenie, wiele naszych dziewczyn gotowych jest zmienić swoje życie w tempie zaiste ekspresowym, rzucić stałą pracę w Polsce, ba, czasem nawet "nudnego" narzeczonego, aby tylko znaleźć się bliżej egzotycznego księcia z Krainy Orientu.

Trudno się dziwić - magia Turcji robi swoje. Ja sama podczas pierwszego pobytu w tym kraju siadywałam z koleżankami z pracy w kawiarni i pożerałam wzrokiem odzianych w białe koszule kelnerów. Z naszych ust wydobywały się tylko ciche westchnienia i refleksje typu:

- Dlaczego Matka Natura rzuciła tych wszystkich adonisów właśnie tutaj?! - A kiedy adonis przesyłał zaadresowane do którejś z nas głębokie spojrzenie wilgotnych czarnych oczu - byłyśmy ugotowane.

Wraz z kolejnymi randkami przy dźwiękach tureckiej muzyki, flirtami, bukietami kwiatów i spacerami w świetle księżyca świat stawał się jeszcze piękniejszy. Co w pełni zrozumiałe, bo która kobieta nie marzy o odrobinie romantyzmu? Tutaj dostawała go w takich ilościach, jakby wspomniana Matka Natura chciała wynagrodzić jej wszystkie stracone lata.

Z czasem, jeśli weszło się w prawdziwy związek, człowiek zaczynał zauważać kulturowe (i nie tylko) różnice. Wymuskany kelner w białej koszuli okazywał się po pracy chłopakiem noszącym paskudne szorty ze sznureczkiem w pasie, niepasujący do nich kolorystycznie T-shirt i skarpetki do plastikowych klapków.

Romantyczne randki w restauracjach zamieniały się w banalne kolacje w domu, z niezmiennie dużą ilością białego tureckiego chleba (nawet do makaronu), koncentratu pomidorowego i mlaskania.

Niestety, kiedyś wreszcie kończą się tematy z gatunku "kocham cię, kochanie moje" i nagle okazuje się, że nie mamy o czym rozmawiać. A może nawet - że pochodzimy z kompletnie innych światów.

Polsko-turecka przygoda może zakończyć się dużo bardziej dramatycznie, mogą wyjść na jaw kłamstwa, mogą pojawić się inne dziewczyny, ba, oficjalne żony i nie mniej oficjalne dzieci, przemoc, wyciąganie pieniędzy pod pozorem rodzinnych tragedii i tym podobne. A czasem po prostu ciężko sobie wyobrazić życie w takim kraju jak Turcja. Bo o ile można w Anglii, to przecież nie w "dzikiej Azji"

Na szczęście sercowy zawód i negatywne nastawienie do tureckich mężczyzn nie zawsze przenoszą się na spadek zainteresowania samą Turcją. Cóż, tym lepiej, można poznać obyczaje tradycyjnych macho od podszewki, w tym sposoby, jak się maskują - najczęściej udając niezwykle wyedukowanych, światłych i zeuropeizowanych (kiedy w rzeczywistości przeczytali w całym życiu dwie książki i niezliczoną ilość magazynów piłkarskich, a ich opinie to zlepek sądów wygłaszanych przez gwiazdy tureckich mediów).

Oczywiście pomijamy tutaj tych naprawdę wyedukowanych, światłych i zeuropeizowanych, ale ich znaleźć ciężko. Nie wystają na czatach i portalach, zagadując nieznane sobie dziewczyny. Nie pracują przez lata w kurortowych barach jako naganiacze czy kelnerzy. Nie bajerują, że "dzięki nam czują się tak, jak jeszcze nigdy w życiu się nie czuli" i nie zapewniają, że "tu jest pełno podrywaczy, ale ja jestem inny". Znów banał, ale naprawdę porządnym chłopakom takich czarów nie potrzeba.

Jakie jest wobec tego życie z takimi prawdziwymi Turkami? Takimi nie-kurortowymi, nie-chłopcami-z-plaży? Cudownie normalne. Czasem wspaniałe, czasem nudne, a czasem po prostu trudne. Bez zakazów i nakazów, bez napadów zazdrości, z rozmowami o życiu, z dyskusjami o kulturowych różnicach, których na pewno jest sporo i na których akceptację trzeba się będzie przygotować.

Z tolerancją, przyzwoleniem na inność i wolność osobistą drugiej strony. No po prostu jak z prawdziwym mężczyzną. Nawet to, że Turek, jakoś specjalnie nie przeszkadza. Bo przecież mógłby być Polak, jakie to ma znaczenie? Dobry chłop to dobry chłop, niezależnie od narodowości. Czyż nie?

Więcej o autorkach i książce

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.