Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Emigracja wzbogaca, ale jednocześnie weryfikuje przyjaźnie. U mnie zweryfikowała je dość boleśnie.

Przyjaciel to taka osoba, która nie musi stać zawsze koło ciebie, ale wiesz, że w biedzie możesz zawsze na nią liczyć. Sądzę, że są możliwe przyjaźnie damsko-męskie i śmiem twierdzić, że paru męskich przyjaciół mam.

Natomiast jeśli chodzi o przyjaciółki, to z tym na emigracji jest problem. Jest problem, żeby zaprzyjaźnić się z dziewczyną, kobietą innej narodowości. Bo co oznacza przyjaciółka? To taka osoba, przed którą nie wstydzisz się przyznać do swoich największych słabości i najgłupszych postępków, a ona cię nie skrytykuje, tylko wysłucha, kiedy trzeba.

I możesz z nią rozmawiać najpospolitszymi słowami, używając skrótów myślowych i kodów, tylko wam zrozumiałych.

No właśnie. Nie da się nigdy, przenigdy wejść na taki stopień zrozumienia z Rosjanką, jak jest to możliwe z rodaczką. Mimo osławionej duszy słowiańskiej, wielu wspólnych momentów historycznych czy elementów kulturowych. Mówimy w innym języku i choćby człowiek nie wiem, jak był biegły w rosyjskim, to polegnie na najprostszych bon motach. Z powodu wychowania w szkole i w rodzinie mamy inne podejście do wielu życiowych kwestii. O czym rozmawia się z przyjaciółką w wieku 30-40 lat? O dzieciach, o facetach, o pasjach (Bogu dzięki, jeśli takie są i jesteśmy na podobnym etapie życia), o sukcesach i porażkach w pracy, o modzie (buty!) itp.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Nie próbowałam się przyjaźnić z Rosjankami, ale wiele koleżanek mojego rosyjskiego faceta czyniło takie próby. Byłam dla nich atrakcyjną towarzyszką rozmów (tak, powiem to po raz kolejny, my, Polacy, jesteśmy atrakcyjni i warci poznania dla Rosjan, którzy naprawdę odnoszą się do nas z sympatią).

Tylko ja ich właśnie nie do końca rozumiałam, a one nie rozumiały mnie. Mówiły na przykład: "Ty jesteś zbyt dumna. Z mężczyznami trzeba inaczej" (= ty musisz pozbierać jego przysłowiowe skarpetki, bo inaczej cię opuści dla innej). Albo dawały mi rady, jak się zachowywać, dla nas, Polek, po prostu z księżyca wzięte. Były i są okropnie miłe, tylko problem polega na tym, że mamy ograniczony obszar konwersacji z obu stron. Ze względów wyżej wspomnianych, z powodu kodu kulturowego.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Według mnie przyjaciółkowa przyjaźń Polka - Rosjanka nie istnieje.

Ale wiem, że jak będę w biedzie, to rosyjscy przyjaciele na pewno mi pomogą. Nawet ci w Republice Komi. O teściach nie wspominając. Tyle i bardzo dużo.

Autorka prowadzi bloga Polka za granicą . Zachęcamy do poczytania.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.