Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem szczęśliwą matką dwójki zdrowych dzieci. Mieszkamy po drugiej stronie globu.

Wydawałoby się, że temat aborcyjny mnie nie dotyczy. A jednak...

Na widok tego, co się teraz dzieje w Polsce, zalewa mnie krew. Dlaczego? Mimo że Nowa Zelandia jest krajem wspaniałym, to nieraz marzyłam o tym, aby do Polski wrócić. Tęskniłam do rodziny i przyjaciół, ojczystej mowy i kultury. Wzdychałam do idyllicznej wizji mojego polskiego dzieciństwa.

Zachodzące ostatnimi czasy zmiany w Polsce sprawiły, że marzenia o powrocie musiały zmienić status z "w trakcie" na "odroczone na czas nieokreślony".

Mowa tu o ogólnych nastrojach. O rosnącym nacjonalizmie, o nasilającym się rasizmie, o tym, że ruszyło śledztwo, bo w opolskiej szkole ktoś napisał Andrzej Dupa.

Mam córkę i syna. Jeszcze są mali, moja czterolatka dopiero uczy się składać literki. Jednak już teraz chcę mieć pewność, że nie ograniczam ich wyborów. Nie wrócę do Polski, dopóki nie będę mieć pewności, że przeprowadzka nie oznacza zamachu na ich wolność. Bo dwunastolatek ma prawo bazgrać imiona w toalecie, a nastolatka musi wiedzieć, że nie ma sytuacji bez wyjścia - nawet jeśli będzie jej się wydawało, że się w takiej właśnie znalazła.

A ja, dorosła w wieku rozrodczym? Nie wyobrażam sobie, co bym zrobiła, gdyby okazało się, że po raz trzeci zachodzę w ciążę, ale tym razem z zagrożeniem życia mojego lub płodu.

Poród mógłby oznaczać osierocenie dwójki starszych dzieci. Skoro tak dużo się mówi o ochronie życia dziecka poczętego, to może warto zastanowić się trochę dłużej nad traumą starszego rodzeństwa już narodzonego?

Z tematu aborcyjnego się nie wyrasta. Ten temat oddala się od człowieka z wiekiem, ale w przypadku tragedii jest równie bolesny i traumatyczny. A dotyczy to i kobiet, i mężczyzn.

Polko bez granic! (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jak z perspektywy Polki na obczyźnie odnosisz się do pomysłu zaostrzenia ustawy aborcyjnej w Polsce? Jesteśmy ciekawe Twojej opinii. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Nowa Zelandia jest państwem wysoko rozwiniętym. Zajmuje czołowe pozycje w światowych rankingach, których wskaźniki mierzą jakość życia mieszkańców. To tu już w 1893 roku kobietom przyznano prawo głosu w wyborach parlamentarnych. Były pierwsze na świecie. To tu w 2013 roku zalegalizowano małżeństwo osób tej samej płci. To tu, jak się możecie już domyślić, aborcja jest w pełni legalna i darmowa.

Prawo do aborcji do dwudziestego tygodnia ciąży przysługuje w Nowej Zelandii każdej kobiecie, której sytuacja życiowa nie pozwala na urodzenie dziecka. Mowa tu o stanie fizycznym matki oraz (w równym stopniu) jej psychicznym dobrostanie. Każda kobieta niezależnie od wieku ma prawo wyboru, czy chciałaby ciążę przerwać czy donosić. Prawo zakazuje wymuszenie na kobiecie zarówno terminacji ciąży, jak i jej donoszenia.

Autorka listu prowadzi bloga: vathsanclan.com

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.