Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Włóczę się po świecie, odkąd skończyłam dwadzieścia lat. Wieczna emigracja. Włochy, Hiszpania, Kolumbia, Szkocja, Niemcy... Zatrzymałam się dopiero w miasteczku na południu Anglii. Właśnie tam po raz pierwszy w życiu poczułam się sobą. Miałam u boku męża, o którym myślałam, że jest mężczyzną mojego życia. Miałam stabilną pracę. Wiodłam poukładane życie. Było mi dobrze.

Gdy planowałam trzymiesięczną podróż na Madagaskar, myślałam, że będzie to tylko krótka odskocznia. Mąż wspierał ten pomysł - podarował mi nawet laptopa, małego i poręcznego, idealnego na międzykontynentalne wojaże. "Tak dobrze mnie rozumie" - wzdychałam...

Podróż, która miała być przygodą, nieoczekiwanie stała się terapią. Prezentem od losu, jaki dostałam na największym zakręcie życia...

Dwa tygodnie przed planowanym wylotem dowiedziałam się, że mężczyzna, którego kocham ze wszystkich sił i o którym myślałam, że tak dobrze mnie rozumie, przez cztery lata manipulował mną i mnie oszukiwał. Bo oprócz mnie były w jego życiu jeszcze co najmniej dwie realne kobiety oraz liczne wirtualne piękne nieznajome. Zostałam pogrzebana żywcem.

Planowana podróż mogła stać się wybawieniem, ale była też wyzwaniem - z najbardziej dramatycznym wydarzeniem w moim życiu musiałam uporać się w samotności na odległej, także mentalnie, wyspie.

Madagaskar przywitał mnie piękny i dziki. Ale minęło kilka tygodni, zanim nauczyłam się tym zachwycać. Choć mój czas był wypełniony - jako wolontariuszka uczyłam angielskiego w lokalnym biurze turystycznym, a sama uczyłam się francuskiego na indywidualnych lekcjach - wciąż zostawało dużo czasu na myślenie.

Pierwszy miesiąc był jak męczący sen, z którego nie mogłam się całkowicie wybudzić.

Chodziłam ulicami bez chodników i jak w majakach obserwowałam tamtejszą rzeczywistość, która dobijała mnie jeszcze bardziej: ludzie mieszkający w ekstremalnych warunkach, w postkolonialnych ruinach, niejedzący przez wiele dni, bez szans na poprawę losu. W kawiarniach i restauracjach widywałam klasyczne madagaskarskie pary - ona młoda i czarna, on biały w wieku emerytalnym. Znaleźć się w relacji z takim facetem to spełnienie marzeń dorastających lokalnych dziewcząt. Nawet matki pchają córki w te podejrzane ramiona, widząc w nich szansę na lepszą przyszłość całej rodziny. Na początku byłam oburzona. Po pewnym czasie ocenę zastąpiło współczucie. W końcu zrozumiałam.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Mahadżanga - miasto, w którym się zatrzymałam, nazywane jest "Miastem Uzdrowienia". Kojący nadmorski klimat, nieskazitelnie błękitne niebo, egzotyczne owoce i warzywa oraz cotygodniowe masaże za bezcen powoli zaczęły uzdrawiać także mnie. W połowie mojego pobytu zaczęłam się odradzać.

Madagaskar jest wyspą bez wątpienia magiczną. Aura tego dziewiczego miejsca zachwyca. Zaczęłam otwierać się na ludzi - na mojego madagaskarskiego profesora od francuskiego, który okazał się także doktorem filozofii i posiadaczem czarnego pasa w aikido. W ostatnim miesiącu mojego pobytu trenowaliśmy wspólnie sztukę samoobrony. Przyjeżdżałam do jego domu skoro świt i ćwiczyliśmy w jego skromnej kuchni. Dobiegało nas pianie kogutów uwięzionych w klatkach tuż obok domu. Koguty miały skończyć w rosole gotowanym przez żonę i siostry profesora, Mesieur Rason. Zaprzyjaźniłam się z piękną czarnoskórą Aidą oraz młodym, przystojnym gejem Franklinem, który nie potrafił pisać ani czytać. Mieszkał w blaszanym domku w slamsach Mahadżangi z mamą i ojczymem. Poznałam także Europejczyków, którzy podobnie jak ja przyjechali na wolontariat. Madagaskar nie jest miejscem na typowe turystyczne wakacje, trzeba mieć wyraźny powód, by wybrać ten kierunek.

Ci ludzie, ta wyspa byli mi potrzebni. Uzdrowili mnie. Przez najgorętszy ogień życia przeszłam na wyspie o kolorze... ognia. On mnie rozświetlił i dał mi siłę, by szukać miejsca na kolejny rozdział życia.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.