Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Skończyłam kulturoznawstwo, jestem - a właściwie byłam, bo rzeczywistość skandynawska zdegradowała moje doświadczenie - nauczycielką języka angielskiego, uwielbiam podróże, z łatwością uczę się języków obcych. "Jak nie Ty, to kto?" mówili. Idealna kandydatka na emigrację, emigrację z wyboru - z miłości. Długo przekonywałam drugą połówkę, że moja ukochana Warszawa to najlepsze miasto na świecie - jednak wygrały względy praktyczne. W końcu mam zawód, który mogę wykonywać na całym świecie. Całym. Poza Skandynawią.

Opuściłam ukochany Żoliborz i zamieszkałam w Kopenhadze. Z łatwością odnalazłam się w nowej rzeczywistości. Wsiadłam na rower, zaczęłam uczyć się języka, poznałam mnóstwo ludzi. Bez problemu przyzwyczajałam się do innych zachowań, nowej kultury, odmiennej rzeczywistości. Co prawda na obiad po raz pierwszy w życiu zrobiłam kopytka, ale nie narzekałam, że chleb i śmietana nie takie jak w Polsce. Zawsze szukałam pozytywów - wieje, ale przynajmniej blisko morza, ciągle pada, ale nie ma mrozów.

W piątym miesiącu ciąży pedałowałam na rowerze do szpitala na USG. Zacinał deszcz ze śniegiem, a ja uśmiechałam się na samą myśl o minie mojej mamy, kiedy tylko jej o tym opowiem. Nie jest gorzej - jest po prostu inaczej.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Dyskryminacja ma to do siebie, że na pierwszy rzut oka jej nie widać. Trzeba czasu, aby zrozumieć, że oto pojawia się magiczna bariera, transparentna ściana, która stoi tuż obok uśmiechów i zapewnień o tolerancji. Nagle okazuje się, że to nie przypadek, że ulotki z ogłoszeniami o pracy fizycznej są tylko po arabsku i po polsku, a na zajęciach duńskiego korzystamy z książek, w których w co drugim rozdziale uczymy się słówek typu: murarz, kelner i sprzątaczka. Że ludzie rzucają słuchawką, kiedy dzwonisz w sprawie wynajmu mieszkania i podajesz swoje nazwisko.

To nie przypadek, że mimo spełniania wszystkich kryteriów wymaganych na konkretnym stanowisku pracy nikt cię na rozmowę nie zaprosi. Okazuje się, że nie jesteś już nauczycielem, lekarzem czy grafikiem komputerowym. Jesteś emigrantem. I jako emigrant możesz wykonywać takie a nie inne zawody. Nie ma znaczenia, że jesteś lepiej wykształcony i masz bogatsze doświadczenie niż reszta. Jesteś z Polski. Masz "złe" nazwisko. Przyzwyczajaj się.

No więc ja nie potrafię się przyzwyczaić. Zawsze była we mnie niezgoda na dyskryminację - jakąkolwiek. Tylko tutaj nie mam prawa narzekać: po pierwsze, narzekanie nie mieści się w ramach kultury duńskiej, po drugie, jestem przecież tylko gościem. Nie ma we mnie też tej pokory, o której czytam w historiach Polek bez granic. Pokory, której uczyć muszą się tylko emigranci ze Wschodu. Nie potrafię spełnić duńskich oczekiwań o Polakach. Może dlatego, że mam wybór - mogę wrócić.

Pobyt tutaj nauczył mnie ogromnego szacunku dla osób, które emigrują, bo muszą. Dla ich codziennej walki i zmagania się z uprzedzeniami. Pokazał mi, jak bardzo bezpardonowy potrafi być Zachód, za którym wielu tak tęskni. Nauczył mnie też, a może przede wszystkim, jak bardzo jestem z Polski. I jak bardzo za nią tęsknię. Dlatego wracamy.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.