Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przebywając ostatnio w moim rodzinnym Poznaniu, byłam na każdym kroku pytana, czy widać u "nas" - czyli w Schwarzwaldzie (Niemcy), gdzie od wielu lat mieszkam - masy zalewających nas uchodźców. Po udzieleniu odpowiedzi, że nie widać, bo najwięcej uchodźców przebywa w miastach, następowała dyskusja o konieczności Asymilacji Obcych. Większość moich rozmówców z góry wiedziała, że owi uchodźcy nie chcą / nie mogą się "zasymilować", więc może najlepiej od razu się ich pozbyć.

I tutaj dotykamy tematu emigracyjnego, a mianowicie: jaka jest motywacja osoby wyjeżdżającej za granicę? Czy ta asymilacja jest w ogóle możliwa? Moim zdaniem coś takiego jak asymilacja nie istnieje. Postaram się to przedstawić na podstawie doświadczeń własnych i zaobserwowanych.

Po pierwsze , osoba wyjeżdżająca za granicę pragnie przede wszystkim zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe, jakimi są znalezienie mieszkania i pracy. Nie znam nikogo (włącznie ze mną), kto w momencie wyjazdu powiedział, że chce przede wszystkim zostać Niemcem/Anglikiem czy też członkiem innej grupy narodowościowej. A przecież większość z nas wyjechała w warunkach pokojowych, proszę sobie wyobrazić los uchodźca uciekającego przed wojną! Ostatnią rzeczą, o której taka osoba myśli, są problemy szeroko pojętej asymilacji. Ludzie chcą po prostu przeżyć.

Po drugie , jak można ową asymilację zmierzyć? Znajomością języka?

Osoby dorosłe nie są w stanie przyswoić języka obcego na poziomie native speakera. Niemiecki "perfekt" to mit, który można włożyć między bajki. Znam osoby przebywające od 10 lat w Niemczech, które mają tak okropny akcent, że ledwo można je zrozumieć.

Dla każdego Niemca jest jasne, że ta osoba nie jest "stąd". A przecież ów Polak lub Polka mogli chcieć się "zasymilować" Podejrzewam, że w innych krajach jest dokładnie tak samo.

Po trzecie , istnieje realna możliwość, że społeczeństwo nas przyjmujące wcale nie chce, żebyśmy się stali jednymi z nich. I co wtedy? Jak można się asymilować, będąc niechcianym?

Każdy emigrant doświadczył jakieś formy dyskryminacji ze względu na swoje pochodzenie. W Niemczech są to denerwujące kawały o kradnących Polakach (jeśli usłyszy się ich setkę, to odbieramy to jako dyskryminację) lub wręcz wizja Polski jako kraju Trzeciego Świata, gdzie cywilizacja zachodnia dopiero do nas dociera.

W starszym pokoleniu pokutuje mit o "cywilizacyjnej roli" Niemiec w historii Polski. I wcale nie dotyczy to osób z niskim wykształceniem! W takich sytuacjach każdy człowiek reaguje inaczej, jeden się z tego pośmieje, a drugi potraktuje to poważnie i zamknie się w polskim getcie, żeby nie narażać się na konfrontację z nieprzyjemnymi uwagami.

A trzeba powiedzieć, że każdy emigrant jest za granicą ambasadorem własnego kraju, i krytyka, czy wręcz naśmiewanie się z naszej ojczyzny boli za granicą dużo bardziej niż w ojczyźnie!

Dlatego śmieszne jest dla mnie postulowanie asymilacji przez ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli emigracji i którzy żyjąc w tak homogennym jak polskie społeczeństwie, nie mają nawet możliwości spotkania obcokrajowców. Drodzy Polacy, wyjedźcie na rok za granicę i spróbujcie się tam "zasymilować", wtedy sami zobaczycie, czy to takie proste.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.