Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem. Lubię żyć w swojej własnej przestrzeni, a obcy kraj, język i ludzie pozwalają mi na życie, które lubię. Niektórzy mówią, że sielanka niedługo się skończy, bo nie jestem tu wystarczająco długo, by zaczęły przeszkadzać mi przywary mieszkańców. Ciężko mi wytłumaczyć, że lubię te ich bziki!

Są i tacy, którzy mówią, że to źle, że siedzę na japońskiej wsi, że marnuję najlepsze lata swojego życia. A ja cenię sobie spokój, którego wcześniej nie doświadczyłam, i to, że nie zamykam drzwi, kiedy wychodzę z domu. A także to, że w każdej chwili któryś z sąsiadów może wpaść z siatką pełną pomidorów, bo wiedzą, że umiem robić zupę pomidorową. Pamiętam, że w Polsce też tak kiedyś było. Teraz, kiedy przyjeżdżam i nie zamknę drzwi, słyszę, że zaraz nas obrabują. Zastanawiam się, z czego, skoro nic takiego nie mamy. Nasz dom to zwykły polski dom, jakich wiele na południu kraju.

Każdy wyjazd do domu łamie mi serce. Cieszę się i smucę równocześnie. Czasu jest wystarczająco, żebyśmy się sobą nacieszyli, ale za mało, żebym mogła brać udział w polskim życiu. Siedzę i obserwuję wzajemne zależności, przywiązania i bolączki.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Zastanawiam się, kiedy znowu przyjadę, i kiełkuje we mnie od niedawna przeczucie, że chyba nieprędko. Kiedyś ludzie wyjeżdżali na amen: płynęli statkiem trzy tygodnie i zostawali na zawsze w jednym kraju. Nie zastanawiali się, gdzie powinni żyć, kiedy zobaczą bliskich, nie żyli w rozkroku pomiędzy dwoma krajami. Ja też już nie chcę się zastanawiać, gdzie jest mój dom.

Z tej strony świata Polska jawi mi się jako kolorowy ptak. Zawsze, gdy tam jestem, tyle się dzieje: na ulicach, w sklepach, w domach. A to paczki nie przyjmą na poczcie, a to sprzeczka w autobusie. Obserwuję i strasznie mnie to bawi. Wracam do Japonii pełna przeżyć, opowieści i pomysłów. Ci, którzy zostali w Polsce, nie podzielają mojego entuzjazmu względem polskiej codzienności i świetnie ich rozumiem, bo na dłuższą metę to wszystko wcale nie jest takie śmieszne.

Mówią, że trawa zawsze zieleńsza u sąsiada. Trawa może nie, za to jaki spokój.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.