Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad 20 lat temu, jeszcze jako studentka wyższej uczelni w Warszawie, wyjechałam do Niemiec, żeby przez wakacje pracować w restauracji. Tu poznałam mojego męża, Niemca. Zakochałam się w nim na amen. Miłość sprawiła, że rok później mimo bardzo poważnych problemów ze zdrowiem postawiłam wszystko na jedną kartę i wyjechałam na dłużej do Niemiec. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to będzie na stałe i że na uczelnię w Warszawie już nie wrócę.

Długie lata walczyłam o zdrowie, a lekarze i system zdrowotny w Niemczech pomagali mi w tym. Z powodów organizacyjnych, zdrowotnych i finansowych nie mogłam podjąć studiów w Niemczech, ale niezłą alternatywą okazała się szkoła hotelarska, podobno najlepsza w kraju.

Niemieckiego uczyłam się w liceum, ale na maturze wybrałam rosyjski, ponieważ wtedy wydawało mi się, że niemiecki jest dla mnie zbyt trudny, i byłam przekonana, że ten język na pewno nie będzie mi potrzebny w życiu. Dopiero Niemcy uświadomili mi, że jest inaczej. Szkołę hotelarską skończyłam przed terminem i z pochwałą za wyniki. Od 20 lat pracuję w wyuczonym zawodzie w jednej z najlepszych restauracji z hotelem w okolicy. Mam męża i dwie córki. Jestem szczęśliwa.

A co z Polską?

Na początku mojej emigracji myślałam, że oczywista tęsknota za rodziną, przyjaciółmi, kulturą, krajobrazami, językiem z czasem będzie coraz mniejsza. Jest dokładnie odwrotnie. Z biegiem czasu ta tęsknota się pogłębia. To dobrze. Dzięki wielu wspaniałym ludziom i szczęśliwym okolicznościom nauczyłam się przekuwać tę tęsknotę w działanie. Moja emigracja do Niemiec sprawiła, że polubiłam historię, której w szkole nigdy nie lubiłam, mój niemiecki jest taki, że sami Niemcy często myślą, że ja też jestem Niemką (mam podwójne obywatelstwo, które posiadam tylko ze względu na to, że mam tu męża i dzieci).

Kiedy ktoś pyta mnie o pochodzenie, zawsze podnoszę głowę do góry i proszę, żeby zgadł. Najczęściej jednak muszę wyjaśniać, skąd jestem, bo tubylców zbija z tropu mój niemiecki. Emigracja nie tylko przywróciła mi po latach zdrowie, ale także zmusiła mnie do myślenia i do działania. Odwiedzam Polskę kilka razy w roku, pokazuję ją mężowi, dzieciom i sama się zachwycam, wymagam (nareszcie) od dzieci konwersacji ze mną w języku polskim. Tłumaczę im, że ich serca i korzenie są polsko-niemieckie.

Tu znajdziesz wszystkie materiały z akcji "Polki bez granic"

Pracuję z ludźmi i często rozmawiam z nimi celowo, ale także mimochodem o trudnej polsko-niemieckiej historii. Z podniesioną głową opowiadam o tym, co czują Polacy (jeśli tylko mogę to w jakiś sposób wyrazić), szczególnie pokolenie, które przeżyło wojnę, obozy, zagładę. Opowiadam o Gdańsku, Krakowie, Warszawie i powstaniu warszawskim, o Auschwitz. A oni patrzą mi prosto w oczy i mając często łzy w oczach, przyznają mi rację, przepraszają. Jeden pan, wykładowca na wyższej uczelni pedagogicznej, opowiadał mi o tym, jak od lat jeździ ze studentami na warsztaty do Auschwitz.

Coraz częściej słyszę, jak Niemcy, Francuzi, Amerykanie, Anglicy itd. podziwiają Polaków za to, co udało nam się osiągnąć mimo tak trudnej historii. Cieszy mnie, kiedy słyszę o polskiej inteligencji, wytrwałości, otwartości, spontaniczności. Nauczyłam się też otwarcie i zdecydowanie reagować na opowieści o Polakach złodziejach, pijakach, oszustach, leniach. Jest jeszcze wiele do zrobienia w Polsce, ale nie pozwolę obrażać mojej ojczyzny.

Kiedy żyłam w Polsce, bycie Polką było dla mnie oczywiste

Teraz moja polskość jest dla mnie skarbem i bronię jej jak twierdzy. Dbam o nią, jak tylko mogę. Rodzina, przyjaciele, książki, muzyka, internet, Skype, Facebook, TV i radio pomagają mi w tym każdego dnia.

Obecnie bardzo fascynuje mnie Francja, tam czuję się trochę jak w domu w Polsce. Kiedy już będę dobrze władać językiem francuskim, to razem z polskim, angielskim i rosyjskim będę mogła porozumiewać się ze światem w pięciu językach. To też zawdzięczam emigracji. Ona otworzyła mnie na ludzi, na świat i na siebie samą. Teraz jestem Polką żyjącą w Niemczech. Gdzie będę mieszkała za 20 lat, nie wiem. Jednak w sercu zawsze byłam, jestem i będę Polką. Świat jest taki duży i piękny, ale ojczyzna jest jedna. Polska.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.