Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dwa dni temu minął rok. Rok w podróży. Chciałam jakoś świętować. Postanowiłam ściąć włosy - taki symbol zaczynania od nowa. Leżałam na kanapie i zastanawiałam się, co dalej: kim jestem i gdzie jestem? Poszłam na mercado (lokalny targ) i wytargowałam cztery dywany, takie jakich już się nie tka. Ręcznie robione, barwione naturalnie, powstały w wyniku wielu kobiecych spotkań. Tkane przez cholitas (aktualnie używa się tego terminu w stosunku do kobiet ubierających się w określony sposób, tu w Boliwii), które porzuciły swoje dotychczasowe zajęcie, wyemigrowały do miast, by sprzątać cudze mieszkania.

Przeglądam swój plecak, a tam:

- kolekcja kamieni wymienianych z napotkanymi artesanos (rzemieślnicy wyrabiający biżuterię);

- kalosze kupione do dżungli amazońskiej;

- zestaw własnoręcznie skonstruowanych kijów do baniek mydlanych;

- zęby rekinów znalezione w wysuszonym balnearium na plaży w Tanaka w Peru;

- kubek do yerba mate upiłowany z bambusa w ekwadorskiej dżungli;

- cajon peruwiański sprezentowany przez jednego z fabrykantów podczas festiwalu w Limie

- i mnóstwo przypraw, ziaren, ziół etc.

To obecnie jest mój mały kawałek domu.

Czy to zaczęło się w czasie letnich wakacji, kiedy leżałam na materacu i słuchałam opowieści mojej babci o zesłaniu na Syberię? Czy wtedy rosła we mnie chęć podróży? A może po prostu urodziłam się z genem nomada, który rzucał mnie do Szkocji, Hiszpanii czy Norwegii, gdzie żyłam, pracowałam i marzyłam, by jechać dalej.

Pamiętam moment, kiedy autostopowałam w Norwegii i zastanawiałam się, dlaczego zatrzymują się tylko mężczyźni. Chciałam zrobić jakąś akcję, która zachęcałaby kobiety do tego, żeby przestały się bać.

Miałam pieniądze na wyjazd. Zaczęłam robić rozeznanie w internecie, ale większość informacji, jakie znajdowałam, to były wpisy mężczyzn. Brakowało mi wypowiedzi kobiet, takiej zachęty: "Nie bój się, jedź, poznawaj, zwiedzaj!". Znalazłam jedynie kilka rad, czego należy się wystrzegać, gdzie nie chodzić, czego nie robić jako samotna kobieta w podróży.

Ale pojechałam. Pojechałyśmy we dwie.

I w ciągu tego roku spotkałam mnóstwo niesamowitych kobiet: podróżniczek, czarownic, uzdrowicielek. Matek, córek i babć.

W Kolumbii spędziłam tydzień we wspólnocie, do której można dostać się tylko za pomocą moto taxi. Wspólnocie założonej przez Irlandkę, która wyemigrowała do Kolumbii, w buncie przeciwko zachodnioeuropejskiej kulturze.

Spotkałam przyjaciółkę, psycholożkę, która pracuje z kobietami indigena; kobietami, które uciekając od ubóstwa i przemocy domowej, popełniają samobójstwa.

W Ekwadorze mieszkałam trzy tygodnie z rodziną quechua, obserwując tię Leticię, która od kilkunastu lat ciężko pracowała w polu, gotowała na ogniu i jadała skromnie.

Amazońska dżungla przysłała mi moją indiańską babcię Corinę, która w nocy opowiadała mi legendy o gwiazdach. A o 5 nad ranem przy gorącej guayusie tłumaczyła nam sny.

Na targu w Cuzco prowadziłam rozmowy o zmieniającym się świecie, o dawnym Cuzco, z Timoteą, która całe życie tkała.

Maszerując na wyspę Sunata położoną na jeziorze Titicaca, widziałam Boliwijki, które bosymi stopami czyściły chuno (mrożony, wysuszony ziemniak).

I podczas całego mojego pobytu się nie bałam.

Bo dla mnie Ameryka Południowa to ulice kobiet sprzedających - można by powiedzieć -wszystko - od kart SIM po produkty spożywcze.

To targi kobiet, które wśród warzyw, mięs, ręcznie wyciskanych soków, z uwiązanymi, schowanymi w chustach dziećmi zarabiają na swoje rodziny.

To siedzące na każdym rogu, zapełniające chodniki kobiety, w małych blaszanych budkach, żywiące społeczeństwo i uśmiechające się swoimi złotymi zębami do ciebie.

I to właśnie te kobiety obalają mi Ameryki Południowej jako kontynentu macho.

Ale jestem także zmęczona.

Zmęczona odpowiadaniem na prywatne pytania dotyczące mojego osobistego życia. Odpowiadaniem i jednocześnie mierzeniem się z krytyką o nieposiadaniu rodziny. Odpowiadaniem na zaczepki, cmoknięcia, spojrzenia - ze strony nieznanych, obcych mi mężczyzn.

Piszę o tym, bo dla mnie jako kobiety ta podróż jest ważnym doświadczeniem. I chciałabym, byśmy wszystkie w podróżach dalekich czy bliskich nie musiały się nieustannie bać i mogły smakować życia w pełni.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.