Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyjechałam, bo miałam wszystko. Naprawdę fajną pracę, prawie skończone i podobno prestiżowe studia, stałe grono znajomych, cudowne - choć wynajmowane - mieszkanie w centrum Warszawy. A do tego jeszcze całodobowe poczucie, że marnuję swoje życie, że nie na to się pisałam, że albo rzucę to wszystko, albo swoje ciało pod tramwaj 17, którym sunęłam co rano w stronę Mordoru.

Pewnego wyjątkowo paskudnego dnia w październiku 2013 r. mruknęłam do lustra: "Zrób coś!". Chyba każda z nas tak czasem na siebie warczy, ale tym razem rąbnęłam pięścią w umywalkę i wiedziałam, że to na poważnie.

Dziś mieszkam w Nowym Jorku

Nie jest to łatwe miejsce do życia, ale jakkolwiek banalnie to zabrzmi, każdego dnia zasypiam z poczuciem, że nie marnuję daru, jakim jest życie. Czasem obserwuję moich znajomych tkwiących w biurach, których nie lubią, wśród ludzi, których najchętniej wypchnęliby przez okno, i zastanawiam się, jakim cudem w naszym katolickim kraju tyle osób wierzy w reinkarnację? Bo tylko tak da się wytłumaczyć marnowanie czasu na marzenia o tym, by być gdzieś indziej.

Teraz każdy mój dzień jest inny, co powoduje cholerną niepewność i jednocześnie dodaje skrzydeł. Za jakiś czas będę musiała opuścić to miejsce i przynajmniej na chwilę wrócić do Polski, by potem przyjechać tu znowu albo ruszyć dalej, byle przed siebie.

Napisano wiele o ludziach, którzy rzucili wszystko i wyemigrowali

Na setkach blogów przeczytamy: mieszkam teraz w Paryżu, przyjechałam po roku spędzonym w Londynie, a za chwilę przenoszę się do Bangkoku.

Mało pisze się o tym, ile kosztują takie ciągłe przeprowadzki. Jak ciężko jest zostawić swoje nowe życie. Faceta. Przyjaciół i znajomych. Pracę. Miejsca, które dopiero co pokochałaś. Obcą walutę w portfelu i stopnie Fahrenheita w prognozie pogody.

W każdym miejscu, w którym kiedykolwiek mieszkałaś, zostawiasz na zawsze cząstkę siebie. Dalej przemieszczasz się już bez niej, okaleczona.

Podróż jest twardym narkotykiem. Kiedy raz uwolnisz się od rzeczy, z którymi podobno byłaś "nierozerwalnie" związana, wiedz, że już po tobie. Jesteś stracona dla kraju, rodziny i znajomych. Ale reszta świata zyskała ciebie.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.