Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie jestem jeszcze prawdziwą emigrantką, ale zastawiam się, czy wkrótce nią nie będę. Do tej pory byłam "emigrantką sezonową". Do Norwegii pojechałam już siedem razy, w sumie na 286 dni. Ani razu nie widziałam fiordów, za to tysiąc razy - pola z rzepą, nazwaną przez mojego szefa "pomarańczą północy". Po pierwszym i trzecim sezonie powiedziałam: nigdy więcej; po piątym - że jeszcze raz; po siódmym - że ósmy będzie ostatni. Za każdym razem powtarzałam, że nie mogłabym tam żyć na stałe.

Dziś zaczynam zmieniać zdanie. Piszę pracę magisterską o emigracji rodaków do Norwegii i stereotypie Polaków w kraju fiordów. Im bliżej byłam Norwegii i czułam jej ziemię pod stopami, tym bardziej chciałam być w domu. Im dalej jestem teraz, tym bliższy stał mi się ten kraj poprzez codzienne czytanie i pisanie o nim. Dopiero niedawno doznałam olśnienia, że chciałabym tam wyjechać, na dłużej, na znacznie dłużej. Ja, która panicznie boję się zimna i nie umiem żyć powoli i spokojnie, chcę wyjechać do kraju długiej zimy i małomównych ludzi. Po pieniądze? - pytam samą siebie. Po lepsze życie - odpowiadam również sobie.

Wiedzę o tym kraju zdobywałam na małej farmie 100 km od Oslo

Tam jako osiemnastolatka pierwszy raz "wpadłam" w grządkę z rzepą. Gołymi rękami musiałam ją wyrwać i ukręciwszy uprzednio mokre i zabłocone liście, wrzucać do 400-kilogramowej skrzynki. Gdy pracowaliśmy we czwórkę, średnia dnia wynosiła około 40 takich skrzynek. Skłon-wyrwanie-oczyszczenie-wrzucenie-skłon i od nowa, 2-4 kg rzepy w ręce, około 600 razy na dzień. Jeśli jesteś kobietą, to masz być jak mężczyzna. Dopuszczalna jest trochę wolniejsza praca niż u kolegów, ale lepiej wyrabiać normę przy tętnie 130. Okres nie istnieje, złe samopoczucie nim spowodowane - tym bardziej.

Tu znajdziesz wszystkie materiały z akcji "Polki bez granic"

Doświadczenie zdobywałam każdego września i października lat 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013 i 2014. Pogoda była raczej deszczowa, choć szef nie widział, że padało - wg niego padało może trochę, gdy my już nie widzieliśmy siebie nawzajem przez deszcz. Szef ma żonę i dzieci, siostry, szwagrów i przyjaciół. I wszyscy byli nas ciekawi. Na początku pytali, czy mamy w Polsce samochody i supermarkety, potem - czy piłam kiedyś kakao. Poinstruowali nas, czym jest pilot do telewizora, i pokazali, jak działa. Kiedy już dowiedzieli się, że w Polsce są samochody i od dawna nie kupuje się jedzenia na kartki, pytali, czy mamy jabłka, tęczę (!), gdzie robimy zakupy i czy ciasto smakuje tak samo.

Z roku na rok pracowaliśmy w coraz bardziej zmodernizowanych warunkach

Gdy maszyna zastąpiła ręczne wyrywanie warzywa, czuliśmy, że skończyło się Średniowiecze i nastał Renesans. Ale wciąż nienawidziliśmy rzepy. Zwłaszcza, kiedy już we wrześniu pola pokrywał śnieg. Zaciśnij zęby i pracuj. "Nie jest zimno, są tylko nieodpowiednie ubrania" - mawiają Norwegowie.

Nie umiesz utrzymać kubka z herbatą, bo bolą cię ręce? Ból przeszywa cię od nadgarstków po zęby, a maści i tabletki przeciwbólowe nie pomagają? Not fine. To niedobrze dla farmy. Któregoś razu w 2012 roku czułam taki ból, że obudziłam się o 2 w nocy i przypomniałam sobie, że okłady z octu mogą mi pomóc. Ale skąd miałam wziąć ocet? Olśnienie - z wody z marynowanych ogórków i papryki, które przywieźliśmy z Polski! Dzięki tym paprykom i ogórkom mogłam pracować do końca sezonu, bo co noc robiłam okład i bandażowałam sobie ręce, zapach ignorując totalnie.

Na pytanie, czy jesteś zmęczony, najlepiej odpowiedzieć: "Nie, jestem z Polski". Pozwalałam na negatywne skojarzenia. My jesteśmy "super", bo możemy pracować od 10 do 12 godzin dziennie - codziennie. Oni są "super" bo są Norwegami. Mają "super" wodę, "super" rzepę - pełną witamin, jak twierdził mój szef (zwykł też mawiać: "I am full of shit" co oznaczało w jego wydaniu, że się ubrudził). W Norwegii nawet myszy na polach są "super".

I wiecie co? Chyba jednak faktycznie jest tam super

Czy to w małej wsi 100 km od Oslo, czy w samej stolicy, Norwegowie żyją sobie spokojnie. Dziwią się, że w Polsce młodzi nie mogą sobie pozwolić na kupno własnego mieszkania; że jak jest ograniczenie do 50 km/godz. to jedziemy 60; że na wizytę do lekarza specjalisty czasem czeka się nawet rok, że mamy firanki w oknach i zamykamy drzwi na klucz.

Wiele zawdzięczam tym wyjazdom. To była prawdziwa szkoła dojrzewania, walka ze słabościami, lekcje zaciskania zębów. Nie jeździłam tam, żeby babrać się w błocie, rwać rzepę i przebierać ziemniaki, bo to lubię, ale, żeby zarobić na utrzymanie i studia w Polsce. Dzięki tym pieniądzom mogłam też zrealizować swoje marzenia o podróżach.

Ale stopniowo zaczęłam nabierać przekonania, że nie chcę, by moim jedynym doświadczeniem życia poza Polską było to, które zdobyłam na farmie, gdzie pasza dla kur była droższa od miesięcznej pensji dla naszej czteroosobowej ekipy. Chcę spróbować i wyjechać, ale nie jestem sama. Do tej pory tylko ja podjęłam tę decyzję i teraz czekam, co on na to powie.

Jaką byłabym emigrantką? Trzyletnią? Bo mniej więcej tyle czasu potrzeba, aby zaoszczędzić na mieszkanie. Pięcioletnią? Bo to taki jasny i klarowny odcinek czasu? Dziesięcioletnią? Bo po tylu latach można wrócić ze sporym zapleczem finansowym i spróbować żyć znowu w Polsce. Czy czeka mnie romantyczne zauroczenie krajem czy wewnętrzna walka? Wiem, że nie jestem pierwszą oświeconą. Przede mną było 100 tys. innych Polaków.

 

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracji (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.