Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dlaczego nam, Polakom, jest tak ciężko? Ciągle szukam odpowiedzi na to pytanie.

W piątek zrobiła mi niespodziankę koleżanka, z którą nie widziałam się 5 lat. Mieszka w Wielkiej Brytanii i przyjechała na chwilę pozałatwiać urzędowe sprawy. Wieczorem usiadłyśmy sobie przy winku i kolacji na babskie pogaduchy. Ta rozmowa mnie przygnębiła.

B. w Polsce miała pod górkę. Samotna matka, która przez komornika starała się ściągnąć zaległe alimenty. Bez skutku, bo komornik nie ma z tego nic i ma w nosie, że dziecku te pieniądze się należą. Praca przynosiła jej marne dochody, a pracować chciała i potrafiła. Etat jej wymówili, bo ktoś znajomy kierownika potrzebował roboty. Poszła na swoje, ale po 3 latach wykończył ją ZUS. W końcu postawiła wszystko na jedną kartę: zamknęła jednoosobową firmę i wsiadła w samolot. Dzwoniła, pisała. Słyszałam: jestem zajechana, ale w końcu mam za co żyć. Po pół roku ściągnęła córkę.

Od tamtego czasu minęło 7 lat. B. pracuje i to już nie za minimalną stawkę. Choć, jak twierdzi, 6,5 funta na godzinę pozwala na spokojne życie. Na wniosek petenta, urząd dopłaca jakąś kwotę bezzwrotną. Dostała od miasta malutki dom do remontu i zrobiła ten remont. O pracę się nie martwi. W końcu jeśli w jednej pracy cię nie potrzebują, w ciągu kilku dni możesz mieć następną. Ona w tej samej firmie pracuje już 5 lat. W razie przejściowych problemów państwo pomaga, bo docenia tych, którzy chcą pracować, a nie tylko brać zasiłki. Córka kształci się dalej, doskonale mówi po angielsku. Teraz obie przygotowują się do egzaminu, który pozwoli im otrzymać obywatelstwo.

Jak mówi B. szału nie ma, ale jest to, co powinien mieć każdy uczciwie pracujący człowiek. Wystarcza jej na życie, rachunki, na wakacje. Kupiła samochód, umeblowała dom. Czy to jakieś luksusy? Nie. To normalne życie.

Kiedy patrzę przez ten pryzmat na naszą rzeczywistość, jest mi smutno

Ja i moi znajomi szczęśliwie mamy pracę. Hm, dobre określenie - "szczęśliwie". Jedni na etacie, inni na swoim. Nie żyjemy ponad stan. Kupujemy jedzenie, jakiś ciuch na grzbiet, płacimy rachunki. Na niewiele wystarcza. Na wakacje jeździmy co parę lat. Nie wyobrażamy sobie, żeby brać kredyt na wakacje, święta itp. Większe wydatki planujemy, żeby budżet się nie zawalił. Drożeje wszystko, tylko pensje stoją w miejscu.

Zastanawiam się, jak długo nasze społeczeństwo to wytrzyma? Nikt nie ma pewności, że będzie miał pracę. Nikt się ludźmi nie przejmuje, nikt nie widzi żadnego problemu. Ludzie po studiach lądują na infoliniach. Dostają śmieciowe umowy, żeby tylko zarabiać. Nie biorą zwolnień, bo mogą potem wylecieć. Niskie dochody nie zapewniają normalnego życia. GUS może sobie w buty wsadzić swoje statystyki o średnich zarobkach Polaków. Większość zarabia w okolicach 1200-1500 zł. Czy to jest godziwa płaca? Nie sądzę. Trzymają się tej pracy pazurami, bo przecież z czegoś trzeba żyć. A na lepszą często nie ma widoków. Liczą się układy, znajomości - w tej kwestii nic się nie zmieniło.

Choćbym chciała, nie mogę wyjechać. Nie mogę zostawić rodziny, zwierzaków, zobowiązań. Pozostaje mi więc boksować się dalej.

Ale nie dziwię się młodzieży, która swoją drogę zawodową zaczyna na lotnisku. Życzę im szczęścia na obczyźnie, skoro nasze państwo ma im tak niewiele do zaoferowania. Specjalnie pomijam w tym liście "niebieskie ptaki", permanentnych bezrobotnych itp. Nie chcę denerwować i Was i siebie.

A my ile jeszcze wytrzymamy?

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.