Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ostatnie nasze spotkanie było wypełnione pustką, choć niby rozmawiałyśmy. Zabrakło mi odwagi, żeby wrócić do przyczyny mojego długiego milczenia i powiedzieć wprost, że w tym okołosylwestrowym zamieszaniu, kiedy nasze plany się rozeszły, poczułam się dla Ciebie mało ważna, a nawet przez chwilę niewygodna. Długo nad tym rozpaczałam w milczeniu i próbowałam sobie wytłumaczyć, że przecież nic takiego się nie stało.

Bardzo chciałam wspólnie spędzić dłuższą chwilę: posiedzieć nad lampką wina, kiedy dzieci już pójdą spać; pośmiać się; dowiedzieć, co tam słychać i usłyszeć coś więcej niż podczas rozmowy na odległość. Pobyć przez chwilę bliżej Ciebie, bo nasze życia na co dzień są bardzo dalekie, a teraz jeszcze dystans zwiększy się o kilka tysięcy kilometrów.

Na wieść o Twojej dalekiej wyprowadzce, wspomnianej zresztą tak od niechcenia, nie zareagowałam z entuzjazmem. Oczywiście rozumiem, że to szansa dla Ciebie i Twojej rodziny na lepsze życie, dobrą edukację dla dzieci, większe perspektywy.

Tylko że jesteś dla mnie jak siostra. Przecież znamy się od przedszkola, a teraz mamy po 35 lat, więc można się było do siebie przyzwyczaić, prawda? Wspólnie dorastałyśmy, przeżywałyśmy młodzieńczy bunt, fascynowała nas ta sama muzyka, no może z małymi wyjątkami - kiedy Ty zaczęłaś słuchać Depeche Mode, a ja tkwiłam jeszcze w New Kids on te Block.

To był dobry czas. Ty - odważna i towarzyska, ja - trochę zamknięta w sobie, ale dzięki Tobie zyskiwałam na śmiałości i chęci zdobywania nowych doświadczeń. Oj, pamiętam ten dreszcz emocji, kiedy pod przykrywką wspólnego nocowania wymykałyśmy się z Twojego pokoju przez domowy ogródek do "miasta". Podczas jednego z takich wypadów poznałam przecież swojego męża.

Potem, na studiach, nasze ścieżki trochę się rozeszły. Twój rozwód był dla mnie zaskoczeniem, nie potrafiłam Cię zrozumieć. Poza tym poczułam się niepotrzebna, bo nic mi wcześniej nie powiedziałaś. Widocznie już wtedy byłam zbyt daleko.

Poza moją rodziną jesteś jedyną osoba, której braku nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Dlatego boję się Twojej emigracji, boję się, że teraz już na zawsze będziemy miały do siebie daleko i nie chodzi tylko o fizyczną odległość. Będziemy żyły w innych światach. No i to ostatnie spotkanie, kiedy do życzeń świątecznych dorzuciłaś: "Obyś była szczęśliwa w życiu". To zabrzmiało jak pożegnanie.

Ten list jest próbą wytłumaczenia nam obu, dlaczego czuję się z tym wszystkim tak źle. Tylko jaki to ma sens, skoro nie potrafię z Tobą porozmawiać twarzą w twarz? Chciałabym przełamać w sobie tę barierę i zwyczajnie zapytać, jak Ty się czujesz ze swoim wyjazdem. I życzyć Ci szczęścia w życiu, nawet tak odległym ode mnie.

Przepraszam.

Z dedykacją dla Magdy,

Kamila

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.