Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Godzina 5:30 rano. Otwieram oczy i słyszę setki głosów muezinów śpiewających adhan, czyli wezwanie do modlitwy. Głosy przeplatają się tworząc surrealistyczny klimat. Z mojego balkonu widzę wschód słońca i wysokie wieże meczetów.

W Arabii Saudyjskiej mieszkam i pracuję od siedmiu miesięcy. Jestem lektorką języka angielskiego na jednym z tutejszych uniwersytetów. Decyzja o wyjeździe do Arabii przyszła mi łatwo. Jako doświadczona podróżniczka chciałam spróbować czegoś zupełnie innego, więc wiadomość o pozytywnym rozpatrzeniu mojego podania przyjęłam z radością.

Tu znajdziesz wszystkie materiały z akcji "Polki bez granic"

Jak przystało na kolebkę islamu, życie publiczne podporządkowane jest tu religii. Wszystkie prawa mają swoje korzenie w Koranie. Modlitwy odbywają się pięć razy dziennie, a podczas nich wszystkie instytucje i sklepy są zamykane, na co najmniej godzinę. W przestrzeni publicznej obowiązuje segregacja płci. Są miejsca, do których nieżonaci mężczyźni nie mają wstępu. Wszystkie restauracje mają osobne sekcje: dla mężczyzn i dla rodzin.

Kobiecość nabiera tu zupełnie nowego znaczenia. Skrawek jasnej karnacji czy blond włosa przyciąga nienaturalnie dużo uwagi. Przed wyjściem z domu obowiązkowo zakładam abaję. Niemalże wszystkie Saudyjki noszą też hidżab (czyli nakrycie na włosy, które nie jest obowiązkowe dla cudzoziemek), a duża ich część nosi dodatkowo nikab (czyli materiał zasłaniający twarz). Wariacji na temat abai i hidżabu jest wiele, jednak dominuje tradycyjny czarny kolor.

Ponieważ obowiązuje zakaz prowadzenia samochodów przez kobiety, jedynym środkiem transportu są taksówki. Zazwyczaj tutejsze kobiety maja prywatnych kierowców, którzy są na każde ich zawołanie. Złapanie taksówki na ulicy jest prostą sprawą, bo taksówek jest tu w bród. Każda przejażdżka zaczyna się od targowania się, więc przydaje się asertywność i język arabski

Olga należy do trzeciego pokolenia na emigracji. Dlaczego mimo to wróciła do Polski?

Miasto, w którym mieszkam - Dżudda - zaczyna tętnić życiem wieczorami. Sklepikarze na targach otwierają swoje budki z kolorowymi materiałami, aromatycznymi przyprawami, kawą i bakaliami. Z małych restauracyjek unoszą się obłędne zapachy potraw z niemalże każdego zakątka świata. Jest to prawdziwy tygiel kulturowy. Mieszkają tu imigranci z Indii, Pakistanu, Filipin, krajów Afrykańskich, ale też z USA czy Europy. Większość przybywa tutaj w celach zarobkowych, ale nierzadkie są historie miłosne.

Przed przyjazdem tutaj, wydawało mi się, że Bliski Wschód to inna planeta i że trudno mi będzie się zaadaptować, jednak szok kulturowy był minimalny.

Doświadczenie Arabii nauczyło mnie, że ludzie na całym świecie są fundamentalnie tacy sami, bez względu na narodowość czy religię. Każdy stara się żyć najlepiej jak umie, według zasad, które mu wpojono i wędruje w stronę szczęścia własną ścieżką. Jestem wdzięczna za to, że mogę być kim chcę i gdzie chcę oraz za to, że mam dom, za którym tęsknie i do którego mogę wrócić. Przekonałam się też, że niemożliwe nie istnieje.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.