Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Żółty pokój przy ulicy Franciszka Holendra od niedawna nazywam "domem". Stara się biedaczek jak może o moje względy, czasem bardzo trudzi i napina mięśnie, a ja ciągle tylko nazywam go domem, nie czując, że nim jest. Czasem udaje mu się wywołać mój uśmiech swoimi białymi drzwiami, ciepłą kołdrą, ramkami ze zdjęciami przyjaciół. Innym razem irytuje hałasem samolotów i krzykami sąsiadów. Nieboraczek, przecież nie wybrał sam tego miejsca.

Żółty pokój mógłby znajdować się wszędzie. Zarówno w Lizbonie, jak i Mikołowie, Nowym Jorku, Tokio i Londynie. Coraz częściej uświadamiam sobie, że ile jest miejsc na świecie tyle żółtych pokojów. Ode mnie zależy które drzwi otworzę, gdzie wejdę, co znajdę i zatrzymam się na dłużej.

Lizbona mnie zatrzymała. Poczciwa Lizbona. Ostatnio starałam się zwizualizować sobie jej twarz. Dla mnie to stara kobieta o smutnym wyrazie twarzy. Piękna w swojej długiej sukni. Uosobienie refleksji nad sensem życia. Lizbona pijana czerwonym winem. Czasem trudna, podkładająca nogę. Plotkara w oknie ze schnącym praniem.

Styczeń w Lizbonie rozczula. Słońce odbija się od czerwonych dachów i ogrzewa policzki. Moje pranie wygrzewa się na tarasie, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby był kwiecień w Polsce. Uśmiecham się, bo połączenie słońca, stycznia i bezchmurnego nieba budzi we mnie wdzięczność za to miejsce, za ten czas.

Przyjechałam tu na studia. Zostałam, bo zauroczyło mnie to miejsce i udało mi się znaleźć pracę. Wróciłam do Polski w 2010 roku. Siedząc w samolocie, zajęłam miejsce przy oknie. Widziałam most Vasco da Gamy i płakałam. Opuszczałam miasto, które dodało mi skrzydeł, pokazało, czym jest życie po swojemu, rzuciło na głęboką wodę. Wracałam do domu. Dwa lata później znów znalazłam się w samolocie, też przy oknie. Uśmiech od ucha do ucha, znowu łzy. Kierunek: moja Lizbona, moje miejsce - moje życie po swojemu.

Czy istnieje czas i miejsce doskonałe? Olgą Tokarczuk napisała:"Wielu ludzi wierzy, że istnieje na układzie współrzędnych świata punkt doskonały, gdzie czas i miejsce dochodzą do porozumienia. Może to dlatego wyruszają z domu, sądząc, że poruszając się, nawet chaotycznie, zwiększą prawdopodobieństwo trafienia do takiego punktu".

Mam szczęście, bo znalazłam swój punkt doskonały.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.