Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkam w Indonezji od ponad 10 lat. Prowadzę własną działalność turystyczną we wschodniej części kraju - na wyspie Flores. W pracy muszę nieustannie wychwalać miejsce, w którym żyję, dlatego swoje frustracje wylewam na blogu, w nadziei, że potencjalni klienci do niego nie dotrą.

Jest mi tu trudno, choć wydaje mi się, że i tak nieźle sobie poradziłam. Dziś ta przestrzeń jest oswojona, ale na początku nie miałam na jej temat żadnej wiedzy poza podręcznikową. I mimo że nie znałam języka ani kultury pracy, od razu rzuciłam się na głęboką wodę. Po wielu ciężkich chwilach osiągnęłam stabilizację materialną.

Nie lubię słowa emigracja, wolę mówić, że parę zbiegów okoliczności sprawiło, że mieszkam tu, gdzie mieszkam. Mój wyjazd jest inny od większości. Opuściłam bogatszy, bezpieczniejszy i bardziej demokratyczny kraj, dla tego w teorii jest w każdym z tych aspektów "gorszy". Wielu emigrantów pisze, że dopiero wyjazd pozwolił im doświadczyć: opieki socjalnej z prawdziwego zdarzenia, uprzejmości urzędników czy logicznego i przejrzystego prawa. Ja znalazłam się w państwie, który nic nie gwarantuje. Polska to przy nim oaza praworządności i rozsądku. Indonezyjska biurokracja jest skorumpowana i nastawiona na utrudnianie życia immigrantom.

Dlatego - co może wydać się niesłychane dla Polaków w Polsce -doceniam nasze państwo. Na widok policjanta czy urzędnika serce nie bije mi tam szybciej, jak tutaj. Polska jest dla mnie idealnym środkiem między chaosem Indonezji a uporządkowaniem np. Szwajcarii. Często odwiedzam dom, bo bardzo za Polską tęsknię. Tak ją chwalę, że kiedy po raz pierwszy zabrałam ze sobą mojego indonezyjskiego partnera, zaczęłam bać się, czy nie zanadto koloryzowałam i czy nie będzie rozczarowany. Nic z tych rzeczy. Zachwycał się pięknymi miastami i uprzejmymi kierowcami (nie przesłyszeliście się - wszystko jest kwestią punktu odniesienia, a w porównaniu do indonezyjskich kierowców, Polacy są potulni i uczynni). Doceniał ład i porządek. Nasz syn mówi po polsku tak, że nie słychać różnicy między nim a dziećmi wychowanymi w Polsce.

Tęsknię za Polskim krajobrazem i klimatem. Za starymi miastami, górami, pustkowiami... Czasem zdjęcie polnej drogi i oszronionych drzew potrafi rozbić mnie na pół dnia. Nienawidzę słuchać wiadomości o opadach śniegu, tak mi żal pięknej zimy.

Żałuję, że pobyt tutaj przyprawił mnie o pewnego rodzaju zgorzknienie, ale uczę się traktować wyjazd w kategoriach korzyści, a nie w straty. Wciąż jednak więcej łez wylewam przy wyjeździe z Polski niż w drugą stronę.

Autorka prowadzi bloga ola-liana.blogspot.com

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.