Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Moja przygoda z Afryką zaczęła się w Londynie, gdzie poznałam swojego męża. W innym przypadku nie byłoby mnie tu pod koniec upalnego stycznia i w wieku 29 lat nie zaczynałabym swojej pierwszej książki.

Tu znajdziesz wszystkie materiały z akcji "Polki bez granic"

Uwielbiam podróże, ale żyć zawsze chciałam w kraju. Po co miałabym emigrować? Miałam fajną szkołę; kabaret, w którym się udzielałam; potem studia politologiczno-dziennikarskie, wreszcie kiełkującą karierę w mediach i świecie kulturalnym. W Polsce byli moi przyjaciele i przyroda, którą kocham. Byłam szczęśliwa.

Do Londynu pojechałam na trzy miesiące za namową przyjaciółki. Trzy miesiące zamieniły się w kilka lat, a kiedy wreszcie opuściłam wyspę, nie skierowałam się w stronę ojczyzny, lecz oddaliłam od niej jeszcze bardziej. Zamiast wracać do swojego domu, podążyłam za narzeczonym w jego rodzinne strony. One-way ticket. Kierunek: Kapsztad, RPA.

Afrykańska codzienność

Zaczęła się tęsknota, łzy i nieprzespane noce. W Afryce wszystko jest inne. Od klimatu i zwierząt, przez mentalność ludzi, ich potrzeby i zwyczaje, po choroby czy jedzenie. Mogłabym wymieniać do jutra.

Zapomnij o punktualności. Doświadczenia urzędowe przywodzą na myśl PRL. "Publiczne" to słowo, na które każdy się krzywi, bo w publicznym szpitalu rękę ci utną zamiast wyleczyć, a w publicznej szkole dziecko niczego się nie nauczy i jeszcze je okradną.

Nie ma mowy o transporcie publicznym, jeśli jest się białym, więc bez samochodu, ewentualnie motocykla, nigdzie się nie ruszysz. Na piechotę? Wybij to sobie z głowy. Tak można się poruszać tylko w nielicznych obszarach tego wielkiego kraju. Powoli przestaję się dziwić, że dziś nie ma prądu, a wczoraj stacja benzynowa nie miała paliwa.

"Nie wrócę do Polski. Chyba, że amerykańska armia zdecyduje inaczej" - Joanna o życiu w bazie wojskowej

W Europie boimy się mówić o kolorze skóry. Tu rasizm występuje nie tylko na linii czarni - biali, ale także pomiędzy plemionami. Jest wpisany w ten krajobraz od wieków. Taka osoba jak ja jest podwójnie obca- nie dość, że biała, to jeszcze imigrantka.

Od ponad czterech lat nadal nie mam pozwolenia na pracę. Kiedy już je uzyskam, to ciężko będzie mi znaleźć coś w zawodzie. Mój dyplom płowieje.

Polska utopia

Nikt nie rozumie tu słodko-gorzkiej melancholii słowiańskiej duszy. Ale też nie ma co idealizować Polaków - często zawodzę się w kontakcie z nimi w RPA. Irracjonalnie oczekuję że będą mieli podobne do mnie poczucie humoru i wrażliwość. Zapominam, że nie z każdym rodakiem w kraju mogłabym konie kraść, że nie wszystko w Polsce jest najlepsze, bo polskie i że to, do czego tęsknię, nigdy nie będzie już takie, jak zapamiętałam.

"Duszę się w raju" - Czy zostać na emigracji dla dziecka?

Na wakacjach w kraju łapię kumpli ze studiów i planuję wielkie debaty o literaturze, sztuce, polityce... Kończy się zazwyczaj na hektolitrach piwa i narzekaniu na niesprawiedliwość losu.

Powoli zapominam własnego języka - używam go tylko na Skypie z rodziną. Te rozmowy są rzadkie, bo internet jest tutaj drogi i zawodny. Jedyne sklepy, gdzie mogę znaleźć jedzenie, które smakuje jak 'dom' to delikatesy niemieckie.

I tak żyję usiłując wycisnąć jak najwięcej dobrego z każdego dnia. Dryfuję w nadziei, że za rok wrócimy do Europy. Postanawiamy tak co roku...

Azyl na sawannie

Codzienna huśtawka nastrojów ustaje, kiedy ruszamy w Afrykę. Przez busz i sawannę, w pyle i słońcu. Czasem kierujemy się na huczące wodospady Victoria Falls, kiedy indziej w stronę czerwonych piasków Kalahari. Wypatrujemy lwów, słoni i karakali. Nocą leżymy na matach i patrzymy w Oriona, słuchając szakali i wdychając zapachy buszu. Uczymy się nowych gatunków ptaków i roślin. Zapomnimy o sklepach, transporcie i niekompetencji. Naszym samochodem terenowym przenosimy się tam, gdzie jesteśmy tylko my i niezliczone cuda natury. Gdzie Bóg maluje najpiękniejsze zachody słońca.

Jeśli będziemy robić to wystarczająco często, to może przetrwam kolejny rok. Marzę, że potem znajdziemy mały kawałek Europy, który nazwiemy 'prawdziwym domem' i tam się zestarzejemy.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.