Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Monika mieszka w Szkocji, choć uważa, że nie ma to najmniejszego znaczenia i równie dobrze mogłaby mieszkać gdziekolwiek indziej, bo przekaz jej rysunków jest czytelny na całym świecie. Wiadomości od emigrantów, którzy piszą, że byli w podobnych sytuacjach, dostaje bowiem z różnych zakątków - od Włoch po Stany Zjednoczone. Facebookowy profil "Na emigracji" prowadzi anonimowo. Stara się nie udzielać za dużo informacji o sobie. - Nie chcę, żeby ludzie patrzyli na ilustracje przez pryzmat mojej osoby i moich doświadczeń. To, że mieszkam w UK, nie jest ważne, bo - jak się okazuje - emigranci w różnych miejscach mają te same doświadczenia - mówi.

Polub Na emigracji na Facebooku:

Zaczęło się od prostych rysunków na papierze, który Monika akurat miała pod ręką. - Nie mogłam zabrać płócien do bagażu, z domu wzięłam tylko akwarele. Nie myślałam wtedy, że komiks spotka się z takim zainteresowaniem, a ludzie będą do mnie pisać. Robiłam to z potrzeb osobistych, z poczucia absurdalności i śmieszności sytuacji, które mnie spotykały na emigracji - podczas rozmów kwalifikacyjnych czy w sklepach. W ten sposób mierzyłam się też z różnicami, które wyłapywałam. Miałam postanowienie, że będę rysować każdego dnia, żeby narzucić sobie rutynę, mieć coś do roboty i nadać mojemu życiu jakiś rytm. Z wykształcenia jestem artystką (Monika skończyła grafikę projektową na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym), więc może to też z potrzeby ekspresji - wyjaśnia.

Jedna z jej pierwszych ilustracji przedstawia dwie dziewczyny - z różowymi i niebieskimi włosami - które witają się na ulicy. - Czegoś takiego nie widziałam w Polsce, nawet na ASP nie było ludzi z takimi kolorami na głowie. W Szkocji to żaden absurd. Jednak dla mnie była to dość surrealistyczna scenka. Musiałam to namalować. Zresztą ciągle robi na mnie wrażenie widok zielonych czy różowych włosów, zwłaszcza kiedy nikt poza mną nie zwraca na to uwagi.

Inna ulubiona scenka Szydłowskiej przedstawia dwóch mężczyzn wychodzących z Tesco. - Poczułam się szczęściarą, że mogłam usłyszeć ich rozmowę, wydała mi się taka głęboka, choć była to tylko rozmowa ludzi wychodzących ze sklepu z zakupami. Jeden z nich zapytał drugiego: "Wrócisz do Polski i co?". To "i co?" jest straszne, bo na nie nie ma odpowiedzi. Prawdopodobnie ten drugi mężczyzna mógłby odpowiedzieć tylko: "I nic". Jest w tym tragizm, nie trzeba tu nic dopowiadać...

Pytam, co byłoby w stanie sprowadzić Monikę do Polski. Nawet próbowała sobie wyobrazić, że dzwonią do niej z najlepszymi ofertami pracy, ale to nie sprowadza się wyłącznie do tego. - Gdyby chodziło tylko o finanse... Tu jest zupełnie inna mentalność. Ostatnio byłam w Warszawie na święta, mieszkam blisko centrum. Na moim bloku, tuż przy placu zabaw, jest napis "White power". Jakby w Szkocji coś takiego się pojawiło, byłaby wielka afera, a napis momentalnie by zniknął. W Polsce będzie na tym bloku przez następnych 10, 20 lat, dzieci będą na to patrzeć, nikogo to nie obchodzi. Najgorsze jest jednak to, że ludzie przyzwyczajają się do takich widoków. Zresztą ja sama dopiero dzięki mojemu chłopakowi, który jest Szkotem, zaczęłam zwracać na to uwagę.

- W Szkocji pracuję też z ludźmi niepełnosprawnymi, głównie z autyzmem, prowadzę dla nich zajęcia artystyczne. W Polsce nigdy nie miałam do czynienia z ludźmi niepełnosprawnymi, jakby byli gdzieś schowani, a tutaj są wszędzie, mają swoich pomocników (support workers), są częścią życia społecznego. W naszym kraju nie ma edukacji dotyczącej osób niepełnosprawnych, stąd różne wyobrażenia na ich temat. Oczywiście tutaj też nie ma raju, czasami ktoś dziwnie spojrzy, ale tu nie są wyrzucani na margines - podsumowuje.

Rozumiem, że Szkoci pokochaliby Jerzego Owsiaka? - pytam. - Byłby noszony na rękach, otwieraliby tu szkoły jego imienia! - śmieje się. - Ale jeśli już miałabym mieszkać w Polsce, wybrałabym Poznań, który jest bardziej małomiasteczkowy niż Warszawa, z której pochodzę i w której warszawiacy są zakochani, nie widząc poza nią świata - odpowiada. Twojego chłopaka też nic nie byłoby w stanie przekonać? - dopytuję. - Poza przyjaciółmi? Baton bajeczny.

Jak się jej żyje na emigracji? Zobaczcie:

Obejrzyjcie wszystkie ilustracje na Facebooku: facebook.com/Na-emigracji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.