Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Gazeta Wyborcza" i "Wysokie Obcasy" wspierają #czarnyprotest, dlatego ten artykuł jest dostępny za darmo dla wszystkich.

Jeszcze kilka miesięcy temu wspierała pani projekt komitetu Ratujmy Kobiety liberalizujący prawo antyaborcyjne, dziś namawia do udziału w proteście przeciwko zaostrzeniu prawa. Znów się cofamy.

Tak, niestety. I to w chwili, kiedy wydawało się, że jest szansa na poważną publiczną dyskusję dotyczącą poszerzania praw kobiet, równouprawnienia. Znowu jesteśmy w punkcie, w którym byliśmy w 2016 r., znowu musimy walczyć z projektem jeszcze bardziej zaostrzającym i tak bardzo restrykcyjne w naszym kraju prawo antyaborcyjne.

Całkowity zakaz aborcji jest łamaniem praw człowieka, prostą drogą do zniewolenia kobiet, zastraszenia ich.

Nazwijmy rzeczy po imieniu - zmuszanie kobiet do rodzenia, gdy płód jest bezczaszkowcem, gdy ma organy na wierzchu i gdy wiadomo, że dziecko umrze w cierpieniu zaraz po urodzeniu, to jest znęcanie się nad kobietami. Tak patologiczna ciąża i poród zawsze są zagrożeniem zdrowia i życia kobiety. W wielu takich wypadkach dochodzi do samoistnego poronienia. Sztuczne podtrzymywanie takich ciąż to torturowanie fizyczne i psychiczne. Taka sytuacja może wywołać depresję, stany psychotyczne. Mam gęsią skórkę na samą myśl.

Do czego może doprowadzić zakaz usuwania ciąży w przypadku wad genetycznych?

To oczywiste - kobiety będą bały się zachodzić w ciążę.

Ale też poronienie stanie się większą traumą. Przy tak ostrym prawie kobiety, które poroniły, mogą być stygmatyzowane, oskarżane o nielegalną aborcję.

Przypomina mi się moja druga ciąża, która była zagrożona. Przez pół roku leżałam, walczyliśmy o każdy dzień. To był dramatyczny moment. Bardzo trudny psychicznie. W moim i mojej córeczki przypadku wszystko dobrze się skończyło, ale kiedy pomyślę, że jakaś kobieta w podobnej sytuacji roni i że do tego jej cierpienia dokładane jest jeszcze oskarżanie, przesłuchiwanie, dodatkowe badania, upokorzenie zamiast wsparcia i zrozumienia, nie ma we mnie na to zgody.

CZYTAJ TAKŻE: Marta Lempart o "czarnym piątku": Władza cały czas próbuje pójść o krok dalej i tylko patrzy, czy napotyka opór. No to tym razem napotka

Wezmę udział w "czarnym piątku", bo mam synów i nie chcę, by żyli w państwie, które traktuje kobiety przedmiotowo, tym samym ucząc tego swoich męskich obywateli. A jaki jest pani osobisty powód?

Ja mam 8-letnią córkę i 10-letniego syna, zrobię to dla nich obojga. Kiedy myślę o mojej córce w kontekście tego, co się dziś dzieje, słabo mi się robi.

Bo w tej chwili chce się nas pozbawić prawa do usunięcia ciąży przy nieodwracalnych zmianach płodów, ale wiadomo, że to krok w kierunku całkowitego zakazu aborcji. Za chwilę będzie mowa o zakazie usuwania ciąży powstałej w wyniku gwałtu. Również na nieletnich. Zagrożenia życia.

Pójdę dla córeczki. Pójdę dla wszystkich dziewczynek, kobiet, chłopców i mężczyzn. To sprawa nas wszystkich.

Wszyscy zastanawiają się, czy to, co stanie się w "czarny piątek", będzie powtórką „czarnego protestu” z 2016 r. Czy znów połączymy się ponad podziałami. 

W 2016 r. byłyśmy solidarne mimo różniących nas poglądów. Mam nadzieję, że teraz stanie się podobnie. Namawiam wszystkich, którzy nie chcą zaostrzenia prawa, by byli z nami. 

W „czarnym proteście” wzięły udział i te kobiety, które jak ja są za liberalizacją, i te, które są za utrzymaniem tzw. kompromisu. Mówię tzw. kompromis, bo jak wiadomo, on nie działa. Jego zapisy nie są respektowane. Nie ma rzetelnej edukacji seksualnej, kobietom, którym w zgodzie z obowiązującym prawem przysługuje prawo do aborcji, odmawia się wykonania zabiegu w wielu placówkach medycznych. Są województwa, w których nie ma ani jednego szpitala, w którym można otrzymać pomoc medyczną. Część lekarzy, farmaceutów, zamiast leczyć i sprzedawać leki w zgodzie z wiedzą medyczną, odmawia, zasłaniając się klauzulą sumienia. Państwo nie zachowuje neutralności zapisanej w konstytucji z 1997 r. W  tamten pamiętny "czarny poniedziałek" 2016 r. udało nam się zatrzymać projekt Ordo Iuris, dziś musimy być równie zdeterminowane i stanowcze. Musimy być solidarne.

Może drogą znalezienia prawdziwego kompromisu mogłoby się stać w przyszłości referendum? W Irlandii, która ma w tej chwili najbardziej restrykcyjne prawo antyaborcyjne w Europie, referendum w tej sprawie zaplanowano na maj. Jest wielce prawdopodobne, że Irlandczycy opowiedzą się za liberalizacją, bo już wiedzą, jakie są społeczne koszty zakazu aborcji.

Intuicja mówi mi, że gdyby w Polsce odbyło się referendum w sprawie aborcji, też większość byłaby za liberalizacją. Dużo podróżuję, spotykam ludzi w różnych zakątkach kraju, rozmawiamy. Często słyszę: jestem za liberalizacją. Spotykam też kobiety, które mówią: sama nie zrobiłabym aborcji, ale jestem za prawem wyboru. 

I ja to podkreślam za każdym razem - te prawa, o które walczymy, niczego nie nakazują. Nawet jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu, nawet gdy płód ma poważne wady, liberalne prawo niczego przecież nie nakazuje. Daje prawo wyboru właśnie. Dotyczy to zarówno aborcji, jak i in vitro - przecież jeśli się nie chce, nie trzeba z niego korzystać. Ale jakim prawem broni się innym tej możliwości. Aktywiści anti-choice częstą szafują słowem „cud”. A przecież dla osób, które nie mogą mieć dzieci, in vitro może być swego rodzaju cudem - cudem nauki. Tak jak np. przeszczep serca. 

Wracając do referendum, u nas niestety nie można tematu aborcji oderwać od tego, co się dzieje politycznie. Media publiczne są całkowicie podporządkowane jednej partii, propagandowe. Z nas, kobiet walczących o nasze prawa, robią czarownice. Propaganda anti-choice, z całym wachlarzem przekłamań, jest bardzo silna. To jest mocny zmanipulowany przekaz, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. A nie zapominajmy, że dla wielu osób, szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach, publiczna telewizja i Radio Maryja to podstawowe źródła informacji. Ten przekaz mydli oczy. To wszystko sprawia, że świadomość społeczna jest bardzo niska. 

Rozmawiałam ostatnio z kobietą, której dziecko w szkole publicznej ma wspaniałą nauczycielkę od wychowania do życia w rodzinie. Nauczycielka mądrze opowiada dzieciom o seksualności człowieka, o szacunku dla cielesności, wyznaczaniu granic. Ale mówi do prawie pustej klasy, bo na jej lekcje przychodzi pięcioro uczniów. Rodzice pozostałych nie wyrazili zgody na udział dzieci w zajęciach. A edukacja to podstawa. 

CZYTAJ TAKŻE: Co nas czeka, jeśli władze ustanowią prawo zabraniające aborcji ze względu na wady płodu?

Jest pani bardzo zaangażowaną obywatelką - walczy pani o prawa kobiet, od wielu lat także o prawa zwierząt. To wewnętrzna potrzeba czy obowiązek artysty?

To, co robię, robię z ludzkiej potrzeby. Nie umiem inaczej. Nie łączę tego z zawodem. Choć mój jest szczególny. W naturalny sposób powinien uruchamiać wrażliwość. Myślę też, że artyści i osoby publiczne powinni mieć świadomość, że rozpoznawalność to jest tuba, która pozwala dotrzeć do innych. To prawdziwy dar. Niewykorzystywanie go do edukowania, zarażania ideami to marnowanie potencjału. Dziś namawiam do udziału w strajku. Ja będę. W piątek rano kręcę dwie sceny do serialu „Diagnoza” w Rybniku, a potem wsiadam w pociąg i jadę #nawarszawę. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.