Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Gazeta Wyborcza" i "Wysokie Obcasy" wspierają #czarnyprotest, dlatego ten artykuł jest dostępny za darmo dla wszystkich.

W piątek 23 marca odbędzie się w Warszawie ogólnonarodowy protest przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. Rezygnujecie z lokalnych demonstracji, tego dnia chcecie stworzyć jeden wielki ośrodek protestów i ściągnąć ludzi z całej Polski do stolicy.

Na protesty lokalne przyjdzie jeszcze czas, jeśli Sejm przegłosuje ustawę „Zatrzymaj aborcję”. Wtedy będzie moment na to, żeby cała Polska stała się czarna od protestów.

Rzeczywiście Ogólnopolski Strajk Kobiet protestuje u siebie, każda i każdy na swoim terenie, na swoich zasadach. To nas zbudowało na początku, to wygrało z PiS w 2016 r., zmuszając ich do wycofania się z projektu zakazu aborcji po naszych protestach 3 października, i to nas niesie – jesteśmy wszędzie, jesteśmy u siebie. Słynę z tego, że potrafię kolejnego dziennikarza zdziwionego, że nie będę na proteście w Warszawie, zapytać złośliwie, czy wie o tym, że poza Warszawą istnieje życie. Ale nie tym razem. Teraz ja, pani od „każdy protestuje u siebie” mówię – na Warszawę. Do źródła tego obłędu, na Nowogrodzką.

Wasza praca polega teraz na tym, by pomóc ludziom z całej Polski dotrzeć w piątek do Warszawy.

Dziewczyny w terenie dokonują rzeczy czasoprzestrzennie niemożliwych – jednocześnie organizują transport, odpowiadają na miliony pytań, cały czas uczestniczą w naszych naradach i podejmowaniu decyzji w grupie koordynatorek lokalnych, sygnalizują, co się dzieje i co warto zrobić. Co najważniejsze – przekonują tych, którzy się wahają – takich osób jest zawsze dużo. Trzeba z nimi rozmawiać, powiedzieć - weź dzień wolnego, pomożemy ci dotrzeć na miejsce, to jest ważne. Dziewczyny lokalnie wykonują niesamowitą pracę, bo to na nie spada w dużej części tłumaczenie, dlaczego tym razem robimy to w ten sposób.

Dla mnie ten tydzień to spinanie tysięcy wątków na poziomie ogólnopolskim, rozmowy z kilkudziesięcioma osobami na dobę, grzejący się telefon i powiadomienia z FB przechodzące w jeden łączny dźwięk. Brak snu i jedzenie z pudełka. I tak będzie aż do po proteście, kiedy to dowiem się z telewizji od jakiejś nienagannie wyglądającej, wyspanej politycznej celebrytki, że „my protestujemy” i dlaczego. Oraz od jakiegoś „sojusznika”, że przesadzamy i nie mamy dystansu. Ale taka jest kolej rzeczy – w końcu i to się zmieni.

Na ten moment mamy 100 tys. na zrzutce, zamówione autokary z wszystkich województw, infografiki, akcje na Twitterze i Facebooku, listę koordynatorek, które w poszczególnych województwach odpowiadają za przyjazd do Warszawy. Do tego plakaty, ulotki i cała logistyka przedsięwzięcia w Warszawie, gdzie góry organizacyjne przenoszą dziewczyny z Warszawskiego Strajku Kobiet. Nie zazdroszczę im tego wyzwania.

WESPRZYJ ORGANIZACJĘ CZARNEGO PIĄTKU NA zrzutka.pl

A jak mogą pomóc ci, którzy nie są z Warszawy, nie mogą tego dnia przyjechać, ale bardzo chcą się przydać i być częścią tego strajku?

Powinni zgłosić się do lokalnych struktur Strajku Kobiet - mogą w swoich miejscowościach wieszać plakaty i rozdawać ulotki. Mogą też namawiać ludzi do przyjazdu oraz pomóc w zorganizowaniu transportu dla tych, którzy mogą przyjechać. Prawdopodobnie w wielu miejscach w Polsce pojawi się też jakaś spontaniczna reakcja na to, co się będzie działo teraz w Sejmie. Ale chcę jeszcze raz podkreślić, że jedziemy na Warszawę. To tam się spotykamy.

CZYTAJ TAKŻE: Joanna Scheuring-Wielgus: "Wzywam wszystkie kobiety do pełnej mobilizacji"

Zaraz po zakończeniu poniedziałkowych obrad sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka na fanpage’u Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w jednym z waszych postów pojawiło się retoryczne pytanie: „Nadal uważacie, że tego nie zrobią?”. Rzeczywiście wiele osób w to nie wierzyło. A pani?

Myślę, że sprawa wymknęła się rządzącym spod kontroli i Episkopat zapędził ich w kozi róg. Ja osobiście przewidywałam, że spełni się najbardziej czarny scenariusz z tzw. Trybunałem Konstytucyjnym. Tamten scenariusz byłby dla nas rozwiązaniem dużo gorszym, bo bez względu na to, jak bardzo nielegalny jest w tym momencie Trybunał, bardzo trudno będzie usunąć z obrotu prawnego coś, co pewnie nazywałoby się „wyrokiem w sprawie wniosku posła Wróblewskiego”. W tej sytuacji, z którą mamy do czynienia teraz, mówimy „tylko” o ustawie, którą, jeśli zostanie uchwalona, na szczęście będzie można zmienić. W tym całym obłędzie to dla nas lepiej.

Myśli pani, że zostanie uchwalona?

Wszystkiego można się spodziewać. Przed chwilą przyszła informacja, że posiedzenie sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny zostało odwołane. Nie wyklucza to jednak nocnej wrzutki i dziesięciu innych scenariuszy. Powiem tak - PiS grzebie w porządku obrad i myśli, że będziemy tak kicać w zależności od tego, co oni zrobią. Na razie to oni kicają – a to pod Episkopat, a to pod nas. Niech dorosną. W piątek jedziemy na Warszawę z postulatem wyrzucenia tego nieludzkiego projektu do kosza. 

Duża część środowiska zaangażowanego w organizację "czarnego piątku" to osoby, które jeszcze chwilę temu walczyły o liberalizację prawa antyaborcyjnego. Tymczasem głównym hasłem strajku jest obrona status quo, czyli tego, co w zależności od poglądów dla jednych jest kompromisem aborcyjnym, a dla innych zakazem aborcji.

Sondaże pokazują, że większość Polaków jest za liberalizacją prawa antyaborcyjnego. Takie stanowisko jest powszechne zwłaszcza wśród osób, które stąpają twardo po ziemi i oceniają świat realnie, a nie tylko przez swój pryzmat. Efekt obojętności i braku przekonania, że liberalizacja jest ważna i potrzebna, dotyczy często osób zamożnych, wykonujących dobre zawody, które, jak przyjdzie co do czego, stać na bezpieczny zabieg w podziemiu lub za granicą. Ale myślę, że w "czarnym piątku" tłumnie wezmą udział również ci, które w odniesieniu do tego, co jest teraz, używają przerażającego mnie osobiście słowa „kompromis” . I chcę, by tak się stało.

To jest walka o życie, nie traćmy z oczu celu. W piątek na pewno nie będziemy rozmawiać o tym, co nas dzieli. Nie ma mowy, żebyśmy tego dnia kogokolwiek zmuszały do mówienia czegokolwiek, z czym się nie zgadza
Nie chodzi o to, że my się cofamy, że zmieniłyśmy poglądy, chodzi o to, że to musi być dzień zgody narodowej

Tego samego oczekujemy od tych, którzy nie zgadzają się z nami w sprawie liberalizacji – delikatnie ich ostrzegamy, by nie korzystali z tej okazji, żeby nas pouczać w tej sprawie. Apel o takiej treści wystosowałam do wszystkich organizacji, wszystkich partii i wszystkich ludzi, którzy wsparli nas wtedy, w 2016 r., gdy wspólnie protestowaliśmy przeciwko projektowi Ordo Iuris.

Czyli "czarny piątek" jest wymierzony w jednym konkretnym kierunku, w kierunku projektu „Zatrzymaj aborcję”?

Tak, musimy zrobić wszystko, by ten projekt zatrzymać. Z danych z 2016 roku wynika, że z 1098 legalnych aborcji przeprowadzonych w Polsce 821 przypadków dotyczyło wad letalnych. 821 przypadków, kiedy kobieta, zdaniem prawicowych fanatyków, musi pozostać w ciąży,  myśląc w każdej minucie o tym, że zamiast życiem ta ciąża skończy się śmiercią, i to w męczarniach, bez środków przeciwbólowych dla dziecka urodzonego po to, żeby umrzeć. Nie myślmy o tym, że to jest 821 obcych kobiet. To możemy być my i nasze siostry, koleżanki, przyjaciółki.

Na przykładzie tej statystyki widać jednocześnie, jak bardzo tzw. obrońcy życia oraz prawicowi fanatycy kłamią, mówiąc o „zabijaniu dzieci z zespołem Downa” jako 90 proc. przypadkach aborcji embriopatologicznej. Ta decyzja dotyczy ok. 20 proc. przypadków. Kłamali, kłamią i będą kłamać. Co innego im pozostało? No, jeszcze jest granie na emocjach, jak w przypadku Kai Godek, która nie widzi w ogóle niestosowności w wykorzystaniu własnego dziecka z zespołem Downa – dziecka, co do którego zdecydowała, samodzielnie, że chce je urodzić. Miała wybór, a teraz używa tego dziecka urodzonego z wyboru, żeby odebrać go wszystkim innym kobietom. To jest dla mnie niepojęte. 

A to, co teraz pani powiedziała, to nie jest granie na emocjach?

My nie gramy. My w odróżnieniu od Kai Godek walczymy o życie przeciwko potężnej machinie, która ma za sobą Kościół i struktury państwowe. Nasze emocje, w odróżnieniu od udawanych emocji wyszkolonych funkcjonariuszy i funkcjonariuszek zamożnych organizacji antykobiecych, są prawdziwe. Czujemy strach i gniew.

Ja podczas ostatniej demonstracji we Wrocławiu - "Słowo na niedzielę" - rozpłakałam się - po raz pierwszy na demonstracji - mówiąc o tym, że mam żal do Kościoła, że ich hierarchia, ich brak miłosierdzia dzieli nasze rodziny. Przecież jesteśmy wierzący i niewierzący. Nie wszyscy dzielimy się opłatkiem, ale dzielimy się chlebem

W mojej rodzinie są osoby bardzo wierzące, prawdziwi chrześcijanie, którzy miłują mnie - bliźnią, a ja kocham ich całym sercem. To nie jest gra na emocjach, to jest to, jak się teraz czuję. Pani Godek beznamiętnie prowadzi projekt polityczny z użyciem populistycznych kłamstw i własnego niepełnosprawnego dziecka. Jak nisko trzeba upaść?

Jak strajkujemy i gdzie?

Strajkujemy ubrane na czarno. Zaczynamy od Sejmu o 16, a potem idziemy na Nowogrodzką, bo to jest prawdziwy ośrodek władzy. Już widać, że ten ośrodek władzy spodziewa się naszej wizyty.  W piątek chcemy być dotkliwe i zrobimy wszystko, by Warszawa na długo ten dzień zapamiętała.

Co dalej - jeśli projekt przejdzie?

Między nami już krąży nazwa, którą wspomniałam na początku - „mapa czarna od protestów”. Koncentrujemy się na piątku, ale nie tracimy z pola widzenia tego, co po piątku. Jeśli ustawa trafi do Senatu, nastawiamy się na protest pod Senatem. Nie złożymy parasolek.

Dlaczego teraz sprawy zaszły tak daleko, dalej niż w 2016 r.?

Władza posuwa się coraz dalej i nie napotyka oporu, który uznałaby za znaczący. Już zapomniała, jak było poprzednim razem, o sile tamtych protestów. To było widać po zachowaniu posłów na poniedziałkowym posiedzeniu komisji. Proszę sobie przypomnieć, jak to wyglądało w 2016 r. - też działy się okropne rzeczy, posłowie też zachowywali się strasznie, ale to nie był tak agresywny poziom dyskusji i języka jak teraz. Nie było takiego chamstwa w nieprzestrzeganiu regulaminu, wyłączania mikrofonu. To, co działo się w poniedziałek, było hańbą polskiego parlamentaryzmu. Widzimy, jak ten poziom arogancji, ignorancji, lekceważenia dla tzw. suwerena wzrasta wśród parlamentarzystów PiS-u. Skokowo. Władza cały czas próbuje pójść o krok dalej i tylko patrzy, czy napotyka opór. No to tym razem napotka.

***

Lokalne działaczki Strajku Kobiet, które koordynują wyjazdy do Warszawy na "czarny piątek"

---
Czekamy na Wasze opinie, historie. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.