Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spoiler alert: kobiety

W kwietniu 2017 roku Netflix ogłosił, że całkowita liczba ich subskrybentów przekroczyła sto milionów. Amerykańska platforma internetowa oferuje filmy, seriale i programy telewizyjne praktycznie w każdym kraju na świecie, nie tyle magazynując już istniejące lub powstałe dla innych stacji produkcje telewizyjne, ale sama tworząc oryginalne, autorskie treści. Netflix startował w 2002 roku jako internetowa wypożyczalnia filmów na DVD, dostarczając pod drzwi charakterystyczne, czerwone koperty. Teraz zwrot “weekend z Netfliksem” oznacza ni mniej, ni więcej, ale weekend bezbrzeżnej, samotnej bądź ograniczonej do najbliższej osoby przyjemności obcowania z fabułami. Przed własnym komputerem, na żądanie, z kubkiem lodów lub winem, w piżamie. Platformy oferujące treści fabularne to jeden z symboli pokolenia Y i milenialsów. Seriale nie są już obciachem, są szeroko dyskutowanym tekstem kultury, pretekstem do rozmowy, a nawet wyznacznikiem stylu życia.

Kto ogląda telewizję?

Jeśli chodzi o telewizję tradycyjną, to wciąż kobiety są wierniejszymi widzami, statystycznie poświęcając telewizji do kilkudziesięciu minut więcej niż mężczyźni dziennie. Można to oczywiście tłumaczyć, że to kobiety częściej bywają odpowiedzialne za “prowadzenie domu” i spędzają w nim więcej czasu. Ponadto telewizja jest medium niewymagającym, czyli takim, któremu możemy poświęcić tylko fragment uwagi, zajmując się na przykład przykrymi obowiązkami: składaniem prania, prasowaniem, gotowaniem. Trochę inaczej jest w przypadku kanałów, których treści obecne są “na żądanie”.

Użytkownicy serwisów VOD, takich jak Netflix, Hulu czy obecny od niedawna w Polsce holenderski Showmax, są płciowo podzieleni mniej więcej po równo. W przypadku oglądaczy Netflixa kobiety stanowią 51 proc., mężczyźni - 49 proc. Co ciekawe, Netflix w algorytmie przewidywania zachowań swoich subskrybentów nie bierze pod uwagę danych demograficznych, jedynie zamiłowanie do określonych motywów i fabuł przeliczanych na podstawie już obejrzanych pozycji. Szefowie programowania korporacji adaptują znane od lat w psychologii społecznej i socjologii twierdzenie, że rozpiętość gustu w obrębie danej grupy demograficznej jest znacznie większa niż różnice pomiędzy tymi grupami (uszeregowanymi wiekowo, geograficznie czy w końcu - płciowo). Czy mamy nareszcie do czynienia z prawdziwie demokratycznym medium, które pokazuje, że fabularny gust nie ma płci? W jaki sposób wpływa to na jakość samej treści, na to, co medialni spece nazywają kontentem? Czy również tam oklepane, popkulturowe motywy tracą na znaczeniu?

Fabularny przegląd kobiet

Większość widzów produkcji komercyjnych: tych kinowych i tych telewizyjnych, nie zdaje sobie sprawy, że zarówno motywy fabularne, jak i typy postaci pojawiających się w ich ulubionych filmach i serialach to galeria wciąż tych samych cech i podobnych okoliczności. Korzeni takich kategoryzacji szukać możemy już u Teofrasta z Eresos: jego dzieło “Charaktery” to zbiór literackich archetypów ludzkich przywar i cnót. Tego rodzaju studia wykorzystywane są do tej pory w budowaniu dramatycznych fabuł. Bezpieczne jest to, co znamy, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z rozrywką w postaci produkcji telewizyjnych czy literatury gatunkowej. Jednak seriale - bo to one głównie przyciągają nas przed komputery, do cyfrowych platform wideo, stoją w rozkroku między ambitnym scenopisarstwem, wysokim budżetem i egalitarną masowością. Historie, dla których subskrybujemy internetowe serwisy, muszą być złożone i niebanalne. Muszą sprawiać, że oprócz charakterystycznego “emocjonalnego przywiązania” do bohaterów, zjawiska znanego widzom serialowych tasiemców (jakkolwiek papierowo i mało ambitnie poprowadzone były owe postaci), musimy być nieustannie zaskakiwani. Musimy mieć do czynienia z nieoczywistymi, nieraz wewnętrznie sprzecznymi bohaterami o złożonych motywacjach, bohaterami wykraczającymi poza komiksowe kategorie dobra i zła, piękna i brzydoty. O ile o takie połączenia łatwo w przypadku kreowania postaci męskich (w serialach są to chociażby antypatyczny, acz genialny doktor House, którego kulawe stosunki międzyludzkie są przedmiotem nieustannej trwogi i uciechy widza; stale  balansujący na granicy dobra i zła Walter White), o tyle strong-female-lead wciąż jeszcze jest pewnym novum.

Fabularne typy kobiet bohaterek są od lat przedmiotem badań medioznawców, a także inspiracją dla feministycznych teorii filmu. Badacze wyróżniają od kilku do kilkunastu klisz fabularnych kobiecych postaci. W kinie gatunkowym - horrorze - to chociażby “finałowa dziewczyna”, jedna z ekstremalnych odmian szerszego typu “damy w opałach”,  piękna i młoda, która przed przerażającym Złem ucieka na piętro po schodach (dlaczego uciekają do góry?) i ginie jako ostatnia. Innym ciekawym przypadkiem jest “dziwka o złotym sercu” - motyw i typ bohaterki eksploatowany literacko niemal od początków kultury. Najsłynniejsza jest chyba Vivian Ward - prostytutka grana przez Julię Roberts w kasowym hicie “Pretty Woman”. Maria, Mimi i Yvette, barmanki z komediowego “Allo, Allo!”, mają seksapil tancerek burleski i zdarza się im zabawiać okupanta numerem “mokrego selera i latającego hełmu”, co jednak nie przeszkadza im aktywnie działać w ruchu oporu na rzecz wykurzenia nazistów z Francji. Motyw “dobrej prostytutki” może być formą kulturowej racjonalizacji kiepskiego położenia wielu kobiet, które często do pracy seksualnej zmusza sytuacja ekonomiczna, konieczność samodzielnego utrzymania dzieci czy dorastanie w środowisku, gdzie były (i wciąż są) ofiarami nadużyć. Szlachetne i dobre, często matki, wspierają męskich bohaterów w ich dążeniach i przemianach, będąc jednocześnie nośnikiem macierzyńskich tęsknot scenarzystów, wciąż pozostając seksualnie dostępnymi.

Innym, ciekawym typem popkulturowej heroiny jest manic pixie dream girl. Jako pierwszy terminu użył Nathan Robin, krytyk filmowy, w 2007 roku, pod wpływem filmu “Elisabethtown” i bohaterki granej przez Kirsten Dunst. Opisuje on MPDG jako “pełne życia i werwy, ale płytkie, żeńskie stworzenie fabularne, które istnieje jedynie w gorączkowych rojeniach wrażliwych reżyserów i scenarzystów. Postać ta pojawia się w życiu dojrzewającego, uduchowionego młodego mężczyzny, by dać mu lekcję kochania życia, przeżywania przygód i tajemnic. MPDG stworzone są po to, by pomagać swoim mężczyznom, bez nalegania na własne motywacje i dążenie do szczęścia. Nigdy nie dorastają, tak samo jak ich mężczyźni też nie dorastają.” Postaci te to krzyżówki dobrych wróżek, nieszkodliwych ekscentryczek, o cechach nie tyle kobiecych, co wczesnonastoletnich. MPDG to i Zooey Deschanel w “500 days of summer”, ale i Audrey Hepburn w “Śniadaniu u Tiffanny’ego”. Karykaturą MPDG jest niebieskowłosa postać grana przez Kate Winslet, przez którą biedny Jim Carrey decyduje się na wymazanie wspomnień w “Eternal sunshine of the spottless mind”. Z mitem MPDG rozprawia się Dunham w “Dziewczynach” - tutaj bohaterki próbują uzdrowić nie tyle młodego mężczyznę na krawędzi dorosłości, ale same siebie.

Silna, główna bohaterka

Znana z feministycznego nurtu krytyki filmowej hipoteza “męskiego spojrzenia” (male gaze) zakłada, że kobiecość w tekstach kultury zwykle jest ukazywana z perspektywy męskiej, w taki sposób, że to mężczyzna jest podmiotem, a kobieta - obiektem. Zarówno ze strony reżyserskiej (wciąż większa liczba reżyserów mężczyzn), perspektywy ekranowej - czyli tego, jak do kobiety na ekranie odnoszą się inni, często męscy bohaterowie, a także ze strony widza, definiowanego również męsko.

Kobieta jest obiektem. I to zarówno tym najprostszym, seksualnym - atrakcyjnym, sprawiającym przyjemność, jak i obiektem emocji, motywacją. Wciąż wyjątkiem jest kobieca postać wiodąca - strong female lead, która nie definiuje siebie poprzez relację z mężczyzną.

O ile postać Claire Underwood z bijącego rekordy popularności political fiction “House of Cards” z pewnością można definiować poprzez relację z mężczyzną - Frankiem, o tyle sam Frank również “nie istniałby” bez Claire. Stanowią novum, dwugłową hybrydę ustawiającą się w określonej pozycji do świata, a także przeżywając swoisty “wewnętrzny” konflikt o sprawstwo. Postać Claire to pozornie zimna, opanowana, perfekcyjna kobieta w średnim wieku, dziewczyna z bogatego, ustosunkowanego domu. Razem z grubo ciosanym Frankiem stanowią morderczą kombinację siły, brutalności i żądzy władzy. Akcja serialu zakłada, że para bohaterów ma około pięćdziesiątki. Oczywiście, pani Underwood nie wygląda jak przeciętna kobieta w wieku przedemerytalnym, tylko jak supermodelka. Mimo to pięćdziesięciolatka na ekranie, będąca jednocześnie kobietą, która budzić może w widzach uczucia złożone i niejednoznaczne: zazdrość, podziw, potępienie, zrozumienie, to i tak dużo, dużo dobrego i nowego.

Kobiety odzyskujące kontrolę

Serialowe bohaterki nie dążą już do happy endu, do szczęścia i spełnienia. Te bardziej skomplikowane  dążyć mogą na przykład do zemsty. Zemsta, często na męskim, opresyjnym symbolu lub antagoniście, nie jest jednak mizoandryczną fantazją wściekłych feministek rodem z filmu “Seksmisja”. Serialowa Jessica Jones (koprodukcja Netflixa i Marvela) to superbohaterka  - straceniec, starająca się poskromić demonicznego Killgrave’a, mężczyznę posiadającego supermoc skłaniania innych do poddania się jego woli. Jessica, która spędziła rok pod jego upiornym władztwem, jest “superbohaterką z przeszłością”, jest tym doświadczeniem złamana. Strach Jessiki przed Killgrave’em, a także sposób, w jaki sobie z nim ostatecznie radzi, może być ciekawą metaforą bycia i wychodzenia z uczuciowej relacji opartej na przemocy. Specjalne miejsce w sercu dla przestępców seksualnych i sprawców przemocy wobec kobiet ma detektyw Olivia Benson, główna postać telewizyjnego tasiemca Law and Order - Special Victims Unit. Każdy z odcinków to inna sprawa prowadzona przez wydział “ofiar specjalnych” - mamy więc do czynienia z nadużyciami seksualnymi, przestępstwami na dzieciach, gwałtami, zbrodniami z nienawiści, przemocą domową, seryjnymi morderstwami - wszędzie tam, gdzie sprawcy stawiają się w nadrzędnej pozycji władzy wobec swoich ofiar. To w SVU pada pamiętne zdanie wypowiadane przez ikoniczną Benson (Mariska Hargitay), które gwałt nazywają “przestępstwem z nienawiści”. Motywacją gwałtu nie jest, według Benson, nieposkromiona żądza sprawcy, ale chęć całkowitego podporządkowania sobie ofiary i najpodlejsza forma jej upokorzenia (tak jak w przypadku gwałtów więziennych). Olivia Benson, która sama jest dzieckiem ofiary gwałtu, walczy o sprawiedliwość dla ofiar, o ich pamięć i godność. Produkcja doczekała się siedemnastu sezonów i została obwołana “pierwszym feministycznym serialem w prime timie”.

Seriale i test Bechdel

Jednym ze wskaźników tego, czy dana fabuła spełnia kryteria pełnowymiarowej obecności kobiet, jest test Bechdel (zwany także testem Bechdel-Wallace). Jeśli dany obraz przechodzi tę niezwykle ciężką próbę, oznacza to, że a) występują w nim co najmniej dwie kobiety, b) rozmawiające ze sobą, c) o czymś innym niż mężczyzna. Zadziwiające jest, jak wiele fundamentalnych, współczesnych dzieł filmowych nie spełnia tego prostego kryterium! Postaci kobiece zazwyczaj rozmawiają o związkach i uczuciach, czyniąc nawet fizycznie nieobecnych w scenie bohaterów męskich punktami odniesienia. Dużo lepiej z testami Bechdel radzą sobie współczesne seriale.

Weźmy “Gypsy” - dziesięcioodcinkowy dramat psychologiczny z Naomi Watts w roli głównej. Gra ona psychoterapeutkę około czterdziestki, która z sobie tylko znanych powodów zaczyna przekraczać własną, uporządkowaną tożsamość. Zbyt osobiście angażuje się w życie swoich klientów, ryzykownie eksperymentując przekroczenie bariery terapeuta - pacjent, angażuje się w romans z młodszą kobietą czy też w sposób oburzający dla innych, zamożnych matek z przedmieść staje w obronie nieheteronormatywnej, dziewięcioletniej córki. Ze sztywno ubranej, atrakcyjnej i trochę nudnej pani psycholog bohaterka przeobraża się w kobiecą, zmysłową, nieco demoniczną postać. Przemiana bohaterki-kobiety jest początkowo złożona i niewytłumaczalna dla widza. Jeśli jednak spróbujemy wyobrazić sobie wiodącą postać męską przeżywającą podobne problemy, to natychmiast skojarzy się to nam z wielokrotnie portretowanym w kinie kryzysem wieku średniego (chociażby “American Beauty”). Pobudzona seksualność Jean Holloway może też nasuwać skojarzenia z hiperpopularną, wielokrotnie naśladowaną serią o Greyu. Serial nie jest wolny od klisz i kiczu, ale z pewnością stempel Bechdel otrzyma, chociażby przez sam fakt pogłębionego portretu bohaterki i sportretowania jej relacji z innymi kobietami (młoda kochanka, córka, demoniczna matka, pacjentki).

Serialowe wyzwolenie

Modyfikacje w prezentowaniu na ekranie postaci kobiecych mogą dziać się niejako “wstecz” - tak stało się w przypadku serialu “Ania, nie Anna” na podstawie popularnej serii literackiej “Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery. Saga o rudowłosej buntowniczce napisana została na początku XX wieku. Przygody Ani (nie Anny) to jednak nie przeromantyzowana opowieść o egzaltowanej marzycielce, lecz o dziecku, które pod wpływem traumatycznych przeżyć buduje bezpieczny świat, w którym dziewczynki mogą to samo co ich męscy rówieśnicy. Ania głośno domaga się prawa do rozwoju, kwestionuje zastane zasady w hermetycznej, opresyjnej społeczności Avonlea, staje się papierkiem lakmusowym tejże społeczności przywar i zakorzenionej w niej przemocy. Jej zachowania są na pograniczu tego, co dzisiaj zapewne zostałoby zakwalifikowane jako zaburzenia zachowania, ADHD, czy tak zwane trudności społeczne. Serial bywa krytykowany za zbyt natrętne, feministyczne przesłanie, jednak dla wielu, zwłaszcza młodych widzek jest wyzwalającym obrazem kobiecego buntu.

Duże znaczenie w kreowaniu kobiecych, serialowych bohaterek ma większy udział scenarzystek i reżyserek w tworzeniu produkcji, w opozycji do wciąż obecnego, filmowego standardu. Twórczynie filmowe w Hollywood nadal należą do mniejszości: wśród scenarzystów stanowią 11 proc., zaś wśród reżyserów zaledwie 4 proc. Wysokobudżetowe produkcje serialowe mogą zatem “kuchennymi drzwiami” przemycić trochę twórczyń do branży rozrywkowej. Zwłaszcza że większość wspomnianych przeze mnie w artykule produkcji stworzyły kobiety.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.