Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pisałyśmy już o tym, że są miejsca na świecie, gdzie miesiączka uważana jest za coś nieczystego, a menstruująca dziewczynka postrzegana jest jako narzędzie w rękach złych sił. W takich społecznościach często praktykuje się zwyczaj wykluczania dziewczyny na czas krwawienia ze wspólnoty i wysłania jej w odosobnienie, np. do szałasu położonego w lesie. Ona najczęściej znosi to z pokorą, podobnie jak kiedyś znosiły jej matka i babcia. Tak skutecznie wmawia się kobietom, że w „tych dniach” są nieczyste, że same - by nie ściągnąć na swoich bliskich nieszczęścia - wolą usunąć się w cień. W najbardziej upalne lato i w najbardziej srogą zimę znikają w głuszy na kilka dni.

Jednym z krajów, w których wciąż żywe i silne są podobne zabobony, jest Nepal. Co prawda zwyczaj zwany chaupadi został tam zdelegalizowany w 2005 roku przez sąd najwyższy, ale w wielu nepalskich wioskach wierzenia ludzi stoją w tej kwestii ponad prawem.

CZYTAJ TAKŻE: Krwawa sprawa

Dziewczynki płacą za to wysoką cenę. Oficjalne dane mówią, że z powodu menstruacji 30 proc. tamtejszych dziewczynek nie chodzi do szkoły. Ale bywa też, że za przywiązanie swojej rodziny i społeczności do tradycji przypłacają życiem. Tak stało się w przypadku 18-letniej Shahi, która zmarła w ubiegłym tygodniu od ukąszenia jadowitego węża. Wąż ukąsił ją, gdy przebywała w „odosobnieniu” w leśnym szałasie swojego wuja, czyli kiedy była w trakcie miesiączki. Próbę uratowania córki podjęła matka. Pierwsze kroki skierowała do szamana, który jednak nie potrafił pomóc, wtedy kobieta udała się do przychodni zdrowia. Tam, jak twierdzi, nie udzielono nastolatce właściwej pomocy. Powód? Dziewczyna miała okres. Personel medyczny uznał, że powinni strzec się jej jak zarazy.

„Gdyby zastosowano właściwe leczenie, można było ją uratować. Zmarła z powodu zabobonu” - mówi matka.

Podobna historia miała miejsce sześć tygodni wcześniej, gdy w identycznych okolicznościach zmarła inna dziewczynka. Tymczasem w grudniu lokalne media pisały o 15-latce, która zmarła na skutek zatrucia dymem - ona również przebywała w leśnej chacie na odosobnieniu. Był środek zimy i rozpaliła ognisko, by się ogrzać.

Jak podaje „New York Times”, tradycji chaupadi "poddaje się" obecnie 19 proc. Nepalek, ale są miejsca w kraju, gdzie dotyczy to aż połowy kobiet. Jak mówi Radha Paudel, nepalska aktywista działająca na rzecz kobiet, walka z chaupadi powinna być walką u podstaw - edukowaniem i uświadamianiem ludzi na temat niebezpieczeństw, jakie kryją się za takimi praktykami.

„Na czele naszego kraju stoi kobieta, przewodniczącą parlamentu jest kobieta, w przeszłości kobieta była przewodniczącą sądu najwyższego. A dziewczynki wciąż umierają w szopach, muszą żyć jak zwierzęta. To zawstydzające” - mówi z goryczą Paudel.

Źródło: "The New York Times"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.