Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po publikacji listu: Każdego dnia walczę ze sobą, by moje dziecko nie odczuło, że żałuję, że je urodziłam [LIST]:

1. Ten list jest bezcenny. Takie wyznania powinny być ostatecznym argumentem dla wszystkich mówiących: "Jak urodzisz, to pokochasz". bo nie pokocham. Zmuszanie kobiet, które nie chcą być matkami, do macierzyństwa to robienie wielkiej krzywdy na całe życie im i ich dzieciom. Taką samą krzywdą jest postrzeganie matki wyłącznie przez pryzmat dziecka i odwrotnie, bo mimo że w większości przypadków te dwie osoby są dla siebie szalenie ważne i silnie ze sobą związane, to jednak nie są jednością. Dlaczego wciąż się myśli, że "każda kobieta musi"? Tak jak napisała czytelniczka poniżej - gdyby nie ten stereotyp, byłoby mniej dzieci w beczkach.

2. Ona nigdzie nie napisała, że nie kocha dziecka! Kocha je na 100 proc. i partnera również, dlatego nie odchodzi. Tęskni za wolnością i samorealizacją, to ważny list. Wychowanie dziecka to kompromisy bez końca!

3. Sorry, ale trochę to majaczenie. Podjęła świadomie decyzją, jak się okazało - złą. Antykoncepcja nie zadziałała, potem urodziła itp. Teraz ma żal do całego świata, że nie może dbać o swoje ciało i intelekt (dla mnie trochę dziwne, przy jednym, i to już czteroletnim dziecku, ale niech będzie). Niestety, ale życie tak działa, że trzeba się liczyć z konsekwencjami swoich decyzji. Nie rozumiem, do kogo Pani ma żal. To chyba taki typ osoby, niezdecydowany i nieprzekonany do tego, co robi.

4. Jest to zdecydowanie temat tabu, przynajmniej w moim otoczeniu. Dzieci mieć trzeba. I już. A nikomu nie przyjdzie do głowy, dlaczego mogę ich nie chcieć mieć. A powodów jest tyle, ile kobiet/par, które na potomstwo się nie zdecydowały.

5. Argument główny: jak nie urodzisz, to potem będziesz żałować, a będzie wtedy za późno; obudzi się w tobie instynkt macierzyński, jak już nie będziesz zdolna rodzić.

6. Szczerze mówiąc, to nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, by żałować, że się to dziecko urodziło. Zapewne maksymalnie egoistycznym i wpatrzonym w siebie. Rozumiem: nie chcieć i nie urodzić/nie zdecydować się na dziecko, ale skoro już jest ono na świecie, to naturalnym odruchem jest darzenie uczuciem tego małego człowieka. Nie mówię o jakiejś wielkiej miłości, ale by żałować? Ciekawa jestem, jak bardzo będzie zabiegała o miłość dziecka, gdy będzie ono miało ze 20-30 lat, bo nie wierzę, że dojrzewając, nie wyczuje fałszu w matce:/

7. Nie ma czegoś takiego jak obowiązkowa miłość do dziecka. Czasem się to po prostu nie pojawia. Czasem nawet jak się kocha dziecko, to człowiek jednak się dusi i nie odnajduje w macierzyństwie. Wmawianie kobietom, że jak się urodzi, to pokochasz, albo że każda ma instynkt macierzyński, jest powodem, dla którego takie listy są pisane.

8. Ja też żałuje, że pewne rzeczy już są za mną. Ale dla mnie bycie mamą było marzeniem, więc to tylko takie marudzenie, że fajnie by było, gdyby się dało wszystko ze sobą pogodzić. Ale dla kogoś, kto nie chciał teraz dziecka, może nie chciał nigdy i teraz przez to dziecko rezygnuje z siebie, z tego kim był, jak żył. To nie jest egoizm. Egoizmem byłoby olać dziecko i żyć, jakby tego dziecka nie było. Ta kobieta poświęciła swoje życie, to, jakie chciała mieć, na rzecz życia, jakiego potrzebuje jej dziecko. To cholernie trudna decyzja. I nie ma co się dziwić, że można jej żałować. Choć można nie rozumieć.

9. Nic nie poradzę na to, że żal mi tego dziecka, a nie tej kobiety. Ona sobie poradzi i pewnie zacznie się realizować intelektualnie i mieć cudna sylwetkę ( choć nie rozumiem, jak to dziecko teraz jej to ogranicza). Ale prawda jest taka, że w przyszłości to ta dziewczynka być może będzie mieć problemy emocjonalne, a nie ta matka. Bo przecież nie wiemy, czy z czasem, może w kłótni, nie powie córce, że żałuje. A to oznaczałoby już dramat.

10. To są takie matki, które żałują, że mają dzieci? Szczerze? Dziecko to miał być kaprys, a okazało się ciężkim obowiązkiem? Współczuję. Pora dorosnąć.

11. Niejeden facet w takiej sytuacji "bierze dupę w troki" i ucieka. Byle płacił alimenty, nikt nie będzie miał szczególnych pretensji - no bo cóż, nie udało się, związek się rozpadł. A kobieta? Jak odejdzie - wyrodna matka, samolubna suka itp... A może właśnie w tym problem - gdyby więcej kobiet odchodziło od męża i dziecka, taka sytuacja by znormalniała i społeczeństwo uznałoby, że tak też bywa?

12. Brawo za odwagę w wyrażaniu siebie i łamaniu tabu. Znam kilka kobiet, które męczą się w macierzyństwie, ale nigdy nie zdobyłyby się na taką szczerość, bo przecież "co ludzie powiedzą". Im więcej będzie takich głosów, tym mniej kobiet będzie żyło wbrew sobie i tym więcej dzieci otrzyma tyle miłości, ile powinno.

13. Mądra kobieta wie, że nie ma sensu projektować swojej frustracji na dziecko, które nie prosiło się na świat, dlatego jestem za tym, aby kobiety nie musiały rodzić niechcianych dzieci, a nawet jeśli ciążę donoszą, aby nie były zmuszane do wychowywania dzieci.

14. Ja nie żałuję, że nie urodziłam, że matką nie jestem i już nigdy nie będę. Macierzyństwo to nie jest rzecz dla wszystkich. I powinno się to dzisiaj akceptować, jak akceptuje się wegan czy homoseksualistów (z tym ostatnim nie jest łatwo jeszcze w Polsce). Każdy żyje tak, jak mu się podoba, i nie powinno to podlegać jakiejkolwiek kontrowersji. Być innym niż większość to nie dżuma. Nie warto też usiłować z tego ludzi leczyć, nawracać, radzić im, by jednak byli inni. To są rzeczy, których tak naprawdę nie można wybrać. Tak jak nie wybiera się swojej płci. Jest tak, a nie inaczej, i kropka.

15. Sądzę, że wielu komentujących wygodnie ominęło fragmenty o tym, że kobieta stara się, żeby dzieciak nie odczuł jej niechęci. Że się poświęca, dba, chce dać mimo wszystko odczuć dziecku, że jest kochane.
Osobiście uważam, że choć wydanie na świat tego dziecka nie było najbardziej dojrzałą decyzją - to dalsze postępowanie tej kobiety mi imponuje.
Rzeczywiście nieprawdą jest, że każda kobieta cieszy się z macierzyństwa i nie każda się do niego nadaje. Za to na każdym kroku postawionym w morzu mediów można w istocie przeczytać/usłyszeć, że ktoś dziecka nie chciał, a teraz jest ono jego największym skarbem we wszechświecie i nie marzy już o niczym innym.
Z listu wynika, że autorka liczyła, że dozna podobnego "olśnienia" - i tu się niestety pomyliła. Wraz z nadejściem dziecka nie pokochała go nagle, nie stało się ono jedynym sensem jej życia, nie poczuła się spełniona.
Mimo to nie zrzuciła swojej frustracji na dziecko - czego wiele osób nie chce zauważyć.
Sądzę, że takie wyznania są potrzebne, żeby rzucić nieco inne światło na tego typu sytuacje, na rodzicielstwo per se, i nie wprowadzać ludzi w błąd - nie każdy nagle ni z tego, ni z owego stanie się rodzicem roku.

* PS Nieplanowana ciąża może być nie tylko wynikiem braku zabezpieczenia w ogóle - jak niektórzy sugerują - ale również jego wadliwością. Mogła pęknąć prezerwatywa, nie wchłonąć się tabletka. Jest to rzadkie, ale się zdarza.

Po publikacji listu: Chciałabym cofnąć czas i nie dać zmienić swojej decyzji o nieposiadaniu dzieci [LIST]:

1. Nie wiem, czy to dołujące, czy nie, ale nie każdy musi być stworzony do czerpania radości z macierzyństwa. Nasza kultura trochę piętnuje kobiety, które niekoniecznie doznają euforii na widok pierwszego ząbka... warto o tym mówić, nawet jeśli to mało optymistyczne. Ale oczywiście jak już taki mały człowiek pojawia się na świecie, to czasem potrzeba czasu, żeby dostrzec, że koniec końców więcej dostajemy w dłuższej perspektywie, niż dajemy na początku... przede wszystkim miłości, jedynej bezgranicznej i bezinteresownej w obie strony...

2. Jeżeli ktoś NIE CHCE dziecka, to do tego właśnie tęskni - do sytuacji, kiedy NIE MA dziecka. Tak po prostu - ono nie istnieje. Do tego tęskni taka osoba.
I ilość pomocy czy ułatwień tego nie zmieni.

Kobieta tęskni do poprzedniego życia, kiedy jej dziecko nie istniało, bo zwyczajnie nie chciała mieć dziecka, tylko dała się namówić. Znam wiele takich dziewczyn, kobiet, starszych pań. Wszystkie bardzo żałują. Jednej syn nawet już nie żyje [umarł na zawał], a ona i tak nadal żałuje, że w ogóle się urodził...

3. Czytam i dostrzegam tylko jedno - brak rodzin wielopokoleniowych i nałożenie na kobiety wielu obowiązków, którymi muszą sprostać i być przy tym piękne i mądre, doprowadza je do takich myśli. Nie każdego stać na opiekunkę - a niezatracenie siebie jest ważne w świecie wyłącznych wymagań. Otóż to nie jest już kwestia dzieci czy nie, ale brak pomocy, i nie ze strony partnera, ale ogromne cargo, jakie sobie same zgotowaliśmy, nie daje nam nawet oddechu! Serie artykułów dla młodych mam: nie bój się poprosić o pomoc - co za bzdura, tak naprawdę możesz krzyczeć, a twój głos utknie w spiżarni. Jedno jest pewne: nie żałuję - mam wspaniałe dzieci i kocham je nad życie. Czy jest mi ciężko? Tak - bardzo czasami. Też mam dni tęsknoty za swobodą... ale jest to spowodowane brakiem czasu dla siebie i relaksu, a nie faktem posiadania czy nie dzieci.

4. Od pewnego czasu nie da się Was czytać. Na podstawie artykułów można wywnioskować, że nic bardziej kobiety nie unieszczęśliwi jak dziecko. O tej tęsknocie za utraconym życiem - czyli kinem, winem itd. - lub strachu przed jego utratą, serio? Przecież nic nie trwa wiecznie, dzieci nie są cały czas małe, potrzebujące mamy non stop, to mija i przestrzeni dla siebie jest coraz więcej, również na rozrywki. Na podstawie Waszych artykułów można uznać, że większość kobiet została na siłę zmuszona do roli matki, uwięziona w sytuacji, której żałuje. Statystyki mówią jednak coś innego, większość kobiet mimo wszystko planuje potomstwo. Tych, które nie mają, nie planują i nie chcą, jest niewielki procent i OK. Jeśli to ich decyzja, to w porządku. Jednak z komentarzy można wysnuć wnioski raczej o lęku przed obowiązkiem, lęku przed utraconą niezależnością, depresją poporodową, brakiem wsparcia. Ale temu wszystkiemu nie jest winne dziecko, te problemy można rozwiązać. Dziecko to drugi człowiek, ma swój temperament, potrzeby, odczuwa, kocha, nie jest ani laleczką do przebierania i wrzucania fotek na Instagram, ani przeszkodą i kulą u nogi. To kolejny członek naszej rodziny, taki jak my, tylko mający mniej doświadczeń, mamy zaszczyt towarzyszyć mu w rozwoju, to nie zabawka i te wszystkie komentarze o tym "chcę - nie chcę ", gdy on już jest, są niesmaczne. Tak bardzo skupiamy się na sobie, zmęczeniu, tęsknocie za rozrywką, potrzebami, które często nie są najważniejsze. Btw. Mimo że nie cierpię tego argumentu, to jednak w wypadku dziecka jest bardzo prawdziwy: "Nie masz, nie oceniaj". Podejrzewam, że większość komentujących piszących o unieszczęśliwiających dzieciach, utraconej młodości jest bezdzietna.

5. Ja to rozumiem. Presja dla wszystkich kobiet, aby posiadały dzieci, jest ogromna. Współczucie wkoło, że pewnie nie może, i często wstyd jest się przyznać, że po prostu się nie chce... Najgorsze w tym wszystkim jest wchodzenie w związek, rodzinę itd z osobą, która chce mieć dzieci, wtedy ktoś zawsze będzie nieszczęśliwy.
Każda z nas ma tylko jedno życie. I ma prawo do przeżycia go po swojemu...
Ja nie wyobrażam sobie życia bez naszego syna, ale też nie mogłabym się odnaleźć jako matka wielu dzieci, może to wygoda lub po prostu wybór, myślę, że nikogo tym nie krzywdzimy, bo stwierdzenie o niezapewnieniu dziecku rodzeństwa zupełnie do mnie nie przemawia. Najlepsze, co możemy dać dziecku, to szczęśliwa rodzina dająca poczucie bezpieczeństwa i wsparcie. I wtedy już nie jest bardzo ważne, ilu ma członków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.