Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Neon Moon to brytyjska marka bieliźniarska. Jej twórcy hołdują zasadzie "body positive", czyli zasadzie akceptacji kobiecego ciała takim, jakim jest. Odżegnują się od Photoshopa, seksizmu, uprzedmiotawiania oraz wyzysku pracowników, słowem - od wszystkiego, co wpisane jest w ten - i nie tylko ten - segment przemysłu odzieżowego.

"Każde ciało to dobre ciało. Nie retuszujemy cellulitu, wałeczków ani owłosienia, bo nie akceptujemy pojęcia "wada".

"Kobieta jest seksowna, jeśli zdecyduje, że taka chce być. Ale nie musi robić nic, by to udowadniać".

To tylko kilka z punktów zawartych w filozofii marki. Kolejny kryje się w rozmiarówce.  Wychodząc z przekonania, że rozmiar często jest dla kobiety źródłem kompleksów i przyczynkiem do bolesnych porównań z innymi, firma zrezygnowała z tradycyjnych rozmiarów i wprowadziła własne. Standardowy 34-36 to w Neon Moon "śliczny, 38-40 - "wspaniały", 42-44 - "piękny", 46-48 - "fantastyczny", a 50-52 - "oszałamiający". Za tym pomysłem kryje się idea, by kobiety przestały przykładać do siebie miarę narzuconą przez przemysł modowy i by spojrzały na siebie życzliwiej. Firma zachęca też klientki, by przysyłały selfie w bieliźnie, bo każda kobieta o każdym typie sylwetki jest wystarczająco piękna, by prezentować produkty Neon Moon.

Kilka miesięcy temu, jak tylko pomysł wcielono w życie, kobiety zauważyły pewien zgrzyt. "Jak firma może określać się mianem przyjaznej kobietom i feministycznej, kiedy jej rozmiarówka kończy się na 16?" (chodziło o brytyjską szesnastkę, która odpowiada europejskiej czterdziestce czwórce) - zapytała użytkowniczka Tweetera.  Krytycznych komentarzy było więcej. Firma zareagowała i poszerzyła asortyment o kolejne cztery rozmiary (do 52).

Nawet jeśli nazwy rozmiarówki wymyślone przez dział marketingu firmy nie mają w sobie wielkiego polotu (a może z założenia miały być proste i nie warto się czepiać), nawet jeśli droga do samoakceptacji to dla ogromnej większości kobiet droga pod górę i pod wiatr, pomysł jest fajny. Bo fajne jest wszystko to, co staje w kontrze do obowiązującego kanonu piękna i mówi, że owszem, superszczupła sylwetka jest "śliczna", ale ta bardziej krągła jest "oszałamiająca".

Źródło: Independent

***

Jak czujecie się w swoim ciele? Co w sobie lubicie, a czego nie? Czekamy na listy pod adresem wysokieobcasy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.