Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na okładce "Wysokich Obcasów" z 1 kwietnia pojawił się mężczyzna w ciąży, a w środku artykuł o pierwszej na świecie transplantacji macicy do ciała mężczyzny. Primaaprilisowy tekst zakończony był wyjaśnieniem, że w przyszłości jest nadzieja dla kobiet i mężczyzn na przeszczep macic. Uznałeś, że artykuł jest transfobicznym żartem – dlaczego?

CZYTAJ TAKŻE: "Poznajcie pierwszego mężczyznę, który zaszedł w ciążę i urodził dziecko. Koniec nierówności?"

Po pierwsze, nie dziwi mnie tego typu żart. Rozumiem kontekst, w którym feministyczne pismo umieszcza artykuł o cismężczyznach* w ciąży. W kobietach traktowanych przedmiotowo przez polityków i polityczki rośnie frustracja podgrzewana sporem wokół aborcji. Władcy macic to również nasi władcy, czyli kogoś takiego jak ja. Tylko że o nas, osobach transpłciowych, nie mówi się, chyba że w kontekście niezwykłych przypadków czy ciekawostek medycznych. Przechodząc do meritum – artykuł był zapowiadany 31 marca, czyli w Międzynarodowy Dzień Widzialności Osób Transpłciowych. Wiele osób transpłciowych pomyślało sobie: wow, "Wysokie Obcasy" stanęły na wysokości zadania, być może będzie coś o transmężczyznach! Może okaże się, że w autorytarnych czasach, w jakich żyjemy, feministyczny ruch emancypacyjny będzie inkluzywny, poczujemy się w końcu włączeni. Tymczasem na okładce pojawił się tytuł „Pierwszy mężczyzna urodził dziecko”, co oczywiście nie jest prawdą.

O czym Barbara Pietruszczak, autorka tekstu, wiedziała, bo w postscriptum pojawiła się informacja o tym, że Thomas Beatie, ojciec trójki, swoje pierwsze dziecko urodził w 2007 roku.

Od wielu lat przeszkadza mi, że jeśli gdziekolwiek w rozmowach na temat płci pojawia się transpłciowość, to właśnie w postscriptum. Thomas Beatie nie był pierwszym mężczyzną, który urodził dziecko, ale pierwszym, który postanowił opowiedzieć o sobie mediom. W artykule czytamy o wielkim, futurystycznym społeczeństwie, które poddaje się eksperymentom przeprowadzanym – zakładam, że nieprzypadkowo – w Chinach. Oto pojawia się szansa dla mężczyzn, by rodzili dzieci. Rozumiem, że z punktu widzenia osób cispłciowych wszystko brzmi w porządku, może nawet ciekawie. Ten sam tekst ma jeden przekaz dla transpłciowego mężczyzny – nie jesteś mężczyzną.

Wycinasz informację, że to był 1 kwietnia?

Tak, bo ten żart odbiera transmężczyznom męską podmiotowość. Bez względu na to, czy uznamy tekst za żart, czy nie, to mężczyźni w ciążę zachodzili i cały czas zachodzą. Z drugiej strony transmężczyzna opowiadany jest przez biologię. W postscriptum podane są dane Thomasa, żeńskie imię, które nadano mu po urodzeniu. Pokazuje to, że nie jest on przecież prawdziwym mężczyzną, bo tymi są tylko ci, którym można przeszczepić macicę. Taki żart uderza również w transkobiety, które często chciałyby móc rodzić dzieci, i to pod ich kątem prowadzone są badania, ale o tym w primaaprilisowym żarciku czy postscriptum nie ma ani słowa. W artykule wspomniano też o kobietach rodzących się bez macic, ale nie wykorzystano szansy, żeby uświadomić osobom czytającym, czym jest interpłciowość. Cały tekst jest opowieścią o cispłciowym świecie, o lepszym świecie, prawdziwej równości, a gdzieś tam na obrzeżach, marginesie, warto wspomnieć o „wybrykach natury”, transach, o nas.

Jak w Polsce wygląda sytuacja mężczyzn rodzących dzieci?

Niektórzy robią to przed, niektórzy po zmianie dokumentów. Tak jak w przypadku słynnej sprawy zgwałconego mężczyzny, który zdecydował się urodzić dziecko. W tym czasie jako osoba prezesująca fundacji Trans-Fuzja współpracowałem z Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich, które włączyło się do postępowania. Jego sprawa toczy się od lat, nie mógł być uznany za ojca dziecka, chociaż je urodził, bo prawo polskie nie przewiduje takiej sytuacji. W końcu się udało, ale jak tylko dowiedziała się o tym prokuratura, postanowiono decyzję zaskarżyć. Linia obrony, czy raczej ataku prokuratora, brzmi mniej więcej tak: skoro zgodził się urodzić dziecko z gwałtu, to znaczy, że obudził się w nim instynkt macierzyński, a to znaczy, że jest kobietą. Czy to nie nieprawdopodobnie cyniczne i obrzydliwe wykorzystanie zarówno samego faktu gwałtu, jak i późniejszych decyzji zgwałconego? Chcą temu panu zmienić jego dane osobowe z powrotem na kobiece. Zresztą dramat tego mężczyzny opisywała przecież również "Wyborcza". I nagle pojawia się żart "Wysokich Obcasów", który być może w latach 90. mógłby nie wzbudzić takiego oburzenia. Zresztą jeden ze śródtytułów tego artykułu brzmiał „Matrix”, czyli rok 1999. A to było niemal dwie dekady temu...

Żart o przeszczepie macic do męskiego ciała.

Gdyby tak było, to nie ma problemu, piszmy żartem lub poważnie o przeszczepie macic  osobom, które ich nie posiadają. Ale tekst zachęca swoim tytułem: „Poznajcie pierwszego mężczyznę, który zaszedł w ciążę i urodził dziecko”. No i powiedz mi, jak ma się czuć pierwszy mężczyzna, który zaszedł w ciążę i urodził dziecko? Czy nie jest słuszne moje oburzenie, że to żart z niego i jemu podobnych? Nie uznaję tego tekstu za primaaprilisowy żart, bo pod płaszczykiem sensacji opowiada o czymś, co nie jest żartem, ale rzeczywistością i czasami okrutnym, bolesnym dramatem transpłciowych mężczyzn w ciąży. To może być satyra dla kogoś, kto nie wie, że my istniejmy. Rozumiem, że sporo osób nie ma świadomości, nie wie i nie rozumie, czym jest transpłciowość, ale ja przynajmniej nie muszę udawać, że to mnie bawi. Nie rozumiem za to, dlaczego żarty uderzające w mniejszość mają być sankcjonowane.

Jak się czułeś podczas wystąpienia na demonstracji „Odzyskać wybór”, gdy powiedziałeś, że problem aborcji dotyczy ciebie bezpośrednio, bo możesz zajść w ciążę?

To są zawsze trudne momenty. Ta przestrzeń zarezerwowana jest głównie dla ciskobiet. Drugi raz występowałem publicznie na Manifie, gdy mówiłem o płodzących matkach i rodzących ojcach, i tym, że to najwyższy czas, by społeczeństwo i polityka się z tym oswoiły. Były brawa, sporo komentarzy w internecie, pozytywnych i negatywnych. Zarzucano mi kłamstwo i że robię pośmiewisko z ruchu na rzecz kobiet. W Polsce cały czas odmawia się nam doświadczeń spoza binarności płciowej.

Często stosuje się podział na mężczyzn, kobiety i osoby trans.

No właśnie, czyli wyrzuca się nas z płci. Transkobiety są kobietami, a transmężczyźni są mężczyznami. Pewnie stąd we mnie gniew na artykuł, o którym rozmawiamy, ale pod nim tak naprawdę jest wielki smutek.

Skąd ten smutek?

Ze stosowanego przez polityków, społeczeństwo, ale też media, pomijania mnie jako osoby. Na najnowszej okładce "Wysokich Obcasów" jest lesbijka Ellen DeGeneres, i świetnie. Hetero tak, geje tak, lesbijki tak, ale oni wszyscy są cis. Dlaczego nie może się pojawić transgej ze swoim partnerem, z którym ma biologiczne dziecko? I to nie jako zjawisko, ciekawostka medyczna, ale reportaż, historia o życiu. Przecież istniejemy, zakładamy rodziny, pracujemy, żyjemy jako single, mamy różne pasje, zawody. Większość z nas nie zajmuje się aktywizmem, działalnością polityczną, tylko prowadzi albo stara się prowadzić zwyczajne życie. Transrodzice czasami czekają, aż ich dziecko skończy 18 lat, by zająć się sobą i swoją tranzycją, bo obawiają się o to, że ktoś mógłby im odebrać prawa rodzicielskie. I niech pojawia się satyra, tylko poprzedzona wnikliwą analizą tematu. Fundacja Trans-Fuzja badała transrodziny, na dniach ukaże się raport na ten temat, a do wywiadów, raportów, książek i innych źródeł można szybko dotrzeć. Pod kanwą żartu ukryte są setki i tysiące historii o wyrzuceniu z domu, samobójstwie, bólu, poczuciu odrzucenia, morderstwach na osobach trans i permanentnym lęku przed chodzeniem ulicami.

Boisz się?

Czasami się boję, to również jeden z powodów, dla których jutro wyprowadzam się z Polski. Chciałbym kiedyś urodzić swoje dziecko, ale boję się, że państwo polskie zmieni mi dane osobowe albo odbierze dziecko, twierdząc, że jestem zboczeńcem.

Jakiś czas temu napisałeś na Facebooku: „Opowiem wam historię ciała. Uznano je za żeńskie, przedefiniowano na męskie. To ciało było molestowane, atakowane, gnębione i opluwane. To inni oznaczyli moje ciało za mnie i nadal to robią. Każdego dnia. To ciało może istnieć na tym świecie. Wytwarza zarost. Menstruuje. I jest moje”. Opowiesz mi, jak to jest być tobą?

Opowiem. Co chcesz wiedzieć?

Zacznijmy od teraźniejszości. Dokąd się wyprowadzasz?

Do Stanów Zjednoczonych, oczywiście prezydentem jest tam Donald Trump, ale zamieszkam w Nowym Jorku, mieście enklawie, gdzie z pewnością znajdę więcej osób podobnych do mnie. Od wielu lat dusiłem się w Polsce. Znalazłem tam pracę i wyjeżdżam. Nie łudzę się, że ominie mnie mowa nienawiści, ale zakładam, że jej skala będzie mniejsza.

Kto uznał twoje ciało za żeńskie, a później przedefiniował na męskie?

System, za którym stoją jednak konkretni ludzie. Najpierw lekarz nadaje mi płeć, patrząc na moje genitalia, potem urzędnik zapisuje ją w papierach.

Patrzę na ciebie i widzę mężczyznę. Kim jesteś?

Osobą niebinarną. Nie uważam się za mężczyznę. Faktem jest, że używam męskiego rodzaju i przeszedłem proces zmiany dokumentów na męskie, bo to bardziej odpowiada temu, jak chcę być widziany w społeczeństwie. Publicznie często korzystam z męskiej stylizacji – wynika to z pragnienia przeżycia, czy bardziej przetrwania w społeczeństwie, które nie akceptuje osób niebinarnych. 

A prywatnie?

Czasami farbuję brodę, zakładam ubrania kobiece albo takie, które nie są typowo męskie. Pasującym tu słowem jest androginiczne. Mówiąc szczerze – nie mam tyle odwagi, by na co dzień przejawiać ekspresję będącą w pełnej zgodzie ze mną.

Mówimy o ekspresji płciowej. Czym innym jest tożsamość płciowa i cechy płciowe, wiele osób to myli lub łączy w jedno.

Cechy płciowe, czyli jak i w co wyposażone jest nasze ciało. To może być sylwetka, zarost lub jego brak na twarzy, gonady, genitalia, niektórzy mówią też o męskich lub kobiecych dłoniach, nogach. Po porodzie dokonuje się oględzin i ustala płeć, chyba że ktoś rodzi się z genitaliami, których nie da się określić jako męskie lub żeńskie. Wtedy mamy do czynienia z interpłciowością. Czym innym jest tożsamość płciowa, czyli moje przekonanie, poczucie tego, kim jestem – dziewczynką, chłopcem lub kimś spoza tych dwóch kategorii.

Jeśli na podstawie cech płciowych uznano by mnie za kobietę, ale moja tożsamość byłaby męska, to byłbym osobą transseksualną czy transpłciową? Jaka jest różnica?

Najważniejsze byłoby uznanie ciebie za mężczyznę. Termin "transpłciowość" odnosi się do wszystkich osób, które nie identyfikują się z płcią oznaczoną po urodzeniu. Transseksualność jest węższą kategorią, medycznym terminem, mówiącym o osobach, które mają ściśle określoną tożsamość jako męską lub kobiecą. Najczęściej jednak zdarza się, że ktoś na podstawie cech płciowych zostaje uznany za mężczyznę i jego tożsamość jest męska, wtedy mówimy o cispłciowym mężczyźnie. Skoro wymyślono słowo "transpłciowość", pojawiła się również przeciwwaga, czyli słowo "cispłciowość". "Trans" znaczy przechodzący, a "cis" - pozostający w miejscu. Wcześniej mówiono o osobach transpłciowych versus normalnych, to krzywdzące.

Analogicznie do słowa "heteroseksualizm", które pojawiło się w opozycji do "homoseksualizmu".

I co istotne, "heteroseksualizm" został wymyślony po "homoseksualizmie". "Cispłciowość" dopiero przebija się do powszechnego użycia. Rozmawiamy o kategoriach, sztywnych podziałach, etykietkach. Żyjemy w czasach i kulturze, które coraz częściej zwalniają nas z obowiązku bycia męskimi lub kobiecymi, coraz więcej osób określa siebie jako niebinarne, zawieszone pomiędzy czy też poza płciami. Dochodzimy do ekspresji płciowej, stroju, akcesoriów, które nosimy, gestów, słów, tonu. Można mieć męskie cechy płciowe, męską tożsamość i kobiecą ekspresję.

Dlaczego nie należy tranzycji nazywać zmianą, ale korektą płci?

Ci, którzy dokonują tranzycji, najczęściej od bardzo dawna są mężczyznami lub kobietami, ich tożsamość się nie zmienia. Przechodzą zabiegi, operacje będące zmianą na poziomie ciała, nie płci.

Wiele osób wciąż uważa, że operacja genitaliów albo same genitalia czynią z ciebie mężczyznę lub kobietę. Nie liczy się twoje serce i umysł, twoje poglądy, tożsamość, zachowanie, ale właśnie genitalia. To frustrujące. Tranzycja to długi proces, również godzenia się z byciem trans, zwłaszcza w świecie, który mówi ci, że nie powinieneś istnieć. Co ciekawe, to głównie osoby cispłciowe uważają, że genitalia decydują o płci. Osoby transpłciowe nie przykładają do nich aż takiej wagi.

Wiele osób cispłciowych dziwi się, że osoba transpłciowa może być heteroseksualna.

Niektórych to nawet szokuje, faktycznie brak wiedzy i ilość stosowanych uproszczeń są zdumiewające. Są tacy, którzy dziwią się, że osoba transpłciowa może być homoseksualna. Niektórzy lekarze nie chcą dopuścić do tranzycji osób homoseksualnych. W wielu głowach funkcjonuje normatywne przekonanie, że jeśli masz być trans, dokonujesz korekty płci, to stań się produktywną i heteronormatywną częścią społeczeństwa, kobietą lub mężczyzną, normalną. Faktycznie sporo osób trans tak robi, rzeźbią swoje ciało, by wpisywało się w obecne kryteria męskości lub kobiecości, znikają w społeczeństwie, zakładają rodziny, spełniają oczekiwania systemu. Nic w tym złego, jeśli pozostaje to w zgodzie z sobą.

Idąc ulicą, dzielimy mijanych ludzi na mężczyzn i kobiety na podstawie twarzy, stroju, ekspresji. Gdy nie możemy dokonać tego podziału, pojawia się niepokój, czasami agresja albo pełna przemocy ciekawość, którą np. wzbudzała Conchita Wurst. Wiele osób, również publicznych, dawało sobie prawo do snucia aluzji i pytań na temat tego, co w majtkach ma Anna Grodzka, nie uznając tej ciekawości za zasadną wobec tego, co ukrywają majtki Beaty Szydło.

Większość nie rozumie, czym jest tożsamość płciowa. Ania mówiła o tym, że od lat, praktycznie od zawsze, wiedziała, że jest kobietą. Tak jak wiele osób trans ukrywała po prostu swoją tożsamość. Dla wielu osób świat dzieli się na kobiety i mężczyzn, nie mają potrzeby głębszego spojrzenia. Z tej perspektywy nie jest sensowne oddzielanie ekspresji płciowej od cech płciowych i tożsamości, bo te są ze sobą spójne. W XVII wieku mężczyźni zakładali pończochy, frywolne kapelusze. Męskość i kobiecość podlega stałej zmianie, której zazwyczaj nie widzimy, zwłaszcza jeśli jesteśmy osobą cispłciową, przed którą nie stoi żaden ustawowy plan korekty ciała. Gdy ktoś widzi mnie na ulicy, nigdy nie pomyśli o tym, że mogę właśnie mieć okres. Od kilku lat nie biorę hormonów.

Kiedy rozpocząłeś proces tranzycji?

Jak miałem dziewiętnaście lat. Wcześniej od wielu lat miałem poczucie, że coś jest ze mną nie tak. Gdy w końcu dowiedziałem się, że istnieje transseksualizm, poczułem ogromną ulgę. Oto okazało się, że nie jestem jedyny, chory, że to się po prostu przydarza niektórym ludziom na całym świecie.

Jak zareagowała rodzina?

Wspierała, od samego początku. Do dzisiaj nie wiem, czy zasłużyłem na takie szczęście. Mama nawet poszła do telewizji śniadaniowej i opowiadała o swoim doświadczeniu. Obydwoje też udzielili wywiadu na ten temat. Gdy dziecko mówi rodzicom, że jest transpłciowe, to znaczy, że ma do nich ogromne zaufanie, warto docenić ten akt odwagi. Oczywiście musiałem pozwać moich rodziców, bo prawo wciąż nakłada ten idiotyczny obowiązek na osoby transpłciowe. To było moje jedyne doświadczenie z sądem. Wszystko trwało nieco ponad pół roku. Skończyło się na dwóch rozprawach.

Jaką drogę musi przejść osoba transpłciowa, by odzyskać swoje ciało?

Zaczyna się od diagnostyki. Lekarz prowadzący, czyli seksuolog, psycholog, psychiatra. Trzeba zdobyć opinie potwierdzające twoją tożsamość płciową i diagnozujące cię jako osobę transseksualną. Nawet przy kompletnej dokumentacji sąd zwykle życzy sobie dodatkowej opinii biegłego, którą prawie zawsze opłaca się samemu. Zazwyczaj kończy się na dwóch sprawach. Jeśli jednak rodzice się sprzeciwiają, to mogą dostarczać kolejnych dowodów i rozprawy ciągną się latami. Gdy pracowałem w fundacji Trans-Fuzja, trafiła do nas ponadczterdziestoletnia beneficjentka, która od wielu lat walczyła w sądzie. Na rozprawy powoływana była również jej siostra, która przyjeżdżała z zagranicy i podkreślała, że ma brata, nie siostrę. Rodzice przytaczali sytuację z jej dzieciństwa, gdy nasza klientka spadła z drzewa i złamała nogę, rodzina twierdziła, że również uderzyła się w głowę – miał to być dowód na jej niepoczytalność. Rodzice raczej nie mają mocy przerwania tego procesu, ale mogą go znacznie utrudnić i wydłużyć.

Co było najtrudniejsze w całym procesie stawania się sobą?

Właśnie diagnostyka. Trafiłem do lekarza, który zbijał poczucie pewności siebie. Pamiętam pierwszą wizytę, szedłem na miękkich nogach. Wyznałem, że czuję się chłopakiem. Lekarz spojrzał na mnie i powiedział: Zobaczymy. Podczas spotkań z psycholożką musiałem opisywać swoje dzieciństwo, doświadczenia, przeszłość, związki, relacje erotyczne, odpowiadać na pytania, czy się masturbuję. To wszystko trafia do kartoteki, staje się aktami sprawy, które otrzymują wszystkie strony uczestniczące w procesie, w tym rodzice. To trudne, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają z ich strony wsparcia.

W niektórych krajach osoby transpłciowe podlegają sterylizacji. Dlaczego?

Nie wiem, myślę, że głównym powodem jest niezrozumienie, ale też strach przed posiadaniem dzieci przez osoby transpłciowe. 6 kwietnia Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że sterylizacja osób transpłciowych jest łamaniem europejskiej konwencji praw człowieka. Sterylizacja była we Francji do 2016 roku, w Szwecji do 2013, w Niemczech do 2011. W Czechach i na Słowacji obowiązuje cały czas. W Polsce, paradoksalnie, pomógł silny związek państwa z Kościołem, który wpłynął na prawo antysterylizacyjne.

A co wtedy, gdy osoba transpłciowa ma dzieci?

Od grudnia 2013 roku i wyroku Sądu Najwyższego, trzeba pozwać małoletnie dzieci. A to dlatego, że przed tranzycją, jeśli dana osoba jest w związku małżeńskim, musi nastąpić rozwód. Nawet jeśli współmałżonkowie chcą ze sobą być i się kochają. Wynika to z przepisu, który nie zezwala w Polsce na małżeństwa jednopłciowe. Niektórzy z powodu dzieci lub małżeństwa opóźniają tranzycję lub rezygnują z niej. Kilka lat temu Ania, transkobieta, która nie zmieniła swoich dokumentów, wzięła w Polsce ślub z Gretą, swoją partnerką. Podniosły się głosy krytyki również ze strony społeczności LGB, które przypominało oburzenie Tomasza Terlikowskiego. Mówiono, że to farsa, że Ania oszukuje, bo tak naprawdę nie jest wcale kobietą. Nie miała znaczenia jej tożsamość, słowa, deklaracja. Dla ludzi – wydawałoby się tolerancyjnych – kluczowy był papierek z urzędu. Trasfobię dzielą ze sobą cisheteroseksualiści i cishomoseksualiści.

Do tego dochodzi transmizoginia. Czy faktycznie społeczeństwo mniej przychylnie patrzy na transkobiety? Stereotypowo, gdy tranzycji dokonuje transmężczyzna, mamy do czynienia z kimś, kto aspiruje do lepszego, bo męskiego świata.

Transkobiety notorycznie wyrzucane są z kobiecej przestrzeni, muszą tłumaczyć swoją obecność nie tylko w damskiej toalecie, ale również na kobiecej manifestacji. Jest przecież radykalny odłam feminizmu określający transkobiety męskimi szpiegami w kobiecej przestrzeni. W naszym społeczeństwie kobiety muszą spełnić więcej wymogów, by były uznane za kobiece, godne uwagi, a czasami istnienia. Transmężczyźnie łatwiej zrobić passing, wystarczy trzymać się męskiego kodu. Męskość jest tak samo normatywna jak białość. Transkobiety są również dużo bardziej narażone na przemoc.

Czym jest passing?

Można to przetłumaczyć jako uchodzenie, zniknięcie, ukrycie się za strojem, choć nie oddaje to sedna. Gdy masz passing, to znaczy, że ludzie uznają twoją płeć w zgodzie z twoją tożsamością. Nie mieć passingu to znaczy być postrzeganym jako kobieta, gdy jest się mężczyzną, i odwrotnie – innymi słowy, nie mieć aprobaty społecznej.

Jakich pytań nie należy zadawać osobom transpłciowym?

Jak miałeś wcześniej na imię? Mam prawo mówić o sobie to, co chcę, nie muszę podawać swojego imienia i nazwiska sprzed tranzycji. Nie tylko dlatego, że to często bolesna historia, ale po prostu nie jest częścią mojej podmiotowości. Niestety, wiele mediów, pisząc o osobach transpłciowych, popełnia ten błąd. Podłożem tej ciekawości zazwyczaj jest zyskanie przewagi, przysłowiowego haka, by odebrać komuś tożsamość. Gdy wypłynęły dane Anny Grodzkiej sprzed tranzycji, wiele osób wykorzystywało to w swoich atakach, mówiło, że już teraz wiedzą, kim tak naprawdę ona jest. Nie należy również pytać o historię medyczną, czyli potocznie o to, co masz w majtkach. Zapytano mnie kiedyś o to, jakie przeszedłem operacje. Odpowiedziałem, że wycięto mi woreczek żółciowy. Przecież nie pytamy nowo poznanej osoby o to, kiedy leżała w szpitalu i z jakiego powodu. Nie należy też pytać: Z kim sypiasz? To prywatna sprawa.

Są również komplementy, które mogą obrażać, np. wyglądasz jak prawdziwy mężczyzna.

Nie wyglądasz na geja – wypowiedziane do geja – ta sama kategoria. Te komplementy podszyte są dobrymi intencjami, ale stoi za nimi przekonanie, że bycie gejem czy osobą trans nie jest wartościowe, kompletne.

Podglądasz świat z punktu widzenia kobiety i mężczyzny, czym różnią się te spojrzenia?

Zdecydowanie więcej osób słucha mnie jako mężczyzny. Gdy zabierałem głos i byłem postrzegany jako kobieta, częściej patrzono na mnie i słuchano z pobłażaniem. Mając naście lat, bałem się chodzić ulicami, pamiętam strach, moje ciało dobrze pamięta ten strach, że grożą mi nie tylko uwagi, zaczepne seksistowskie słowa, ale też gwałt. Gdy idę ulicami widziany jako mężczyzna, tego strachu nie ma. Ta różnica, gdy jej doświadczyć, jest powalająca, nieprawdopodobna. Jakiś czas temu wracałem wieczorem do domu. Przede mną szła kobieta, gdy usłyszała moje kroki, przyspieszała. Zatrzymałem się, bo dotarło do mnie, że sama moja obecność, rozumiana jako obecność mężczyzny, obudziła w niej strach. Ale przecież taka jest realność kobiet nagabywanych w środkach transportu, miejscach publicznych, często również własnym domu.

Jesteś osoba niebinarną, masz okres i zarost, czy twoja tranzycja się skończyła? Można powiedzieć, że była pełna, kompletna?

Nie ma czegoś takiego jak pełna tranzycja. Bo co to znaczy? Jak ktoś nie zrobi sobie genitaliów, to nie jest pełny? Zrobiłem ze swoim ciałem to, co chciałem, i jestem w tym miejscu, w którym chcę być. Pełny, czyli taki, jak osoby cispłciowe? Jeśli ktoś tego chce, to wszystko w porządku. Nie można tranzycji zatrzymać w pewnym momencie, nie ma również określonego miejsca, do którego należy ze swoim ciałem dojść. Każdy ma prawo zdefiniować tranzycję zgodnie ze sobą. Pełnia, czy raczej poczucie bycia kompletnym, jest moim zdaniem definiowane indywidualnie, przez to jak czuję się z samym sobą.

Wiktor Dynarski – była osoba prezesująca fundacji na rzecz osób transpłciowych Trans-Fuzja, zaangażowana w prawa osób trans od 2008 roku. Doktorant w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2010-14 członek Komitetu Sterującego oraz współprzewodniczący Transgender Europe - europejskiej sieci organizacji transpłciowych. Mieszka w Nowym Jorku.

*Cispłciowość – termin odnoszący się do osób, których tożsamość płciowa jest zgodna z przypisaną płcią metrykalną.

Transpłciowość – termin odnoszący się do osób, których tożsamość płciowa jest odmienna od przypisanej płci metrykalnej.

Więcej o cisnormie znajdziesz TUTAJ

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.