Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

#18LatWysokichObcasów

Wkrótce "Wysokie Obcasy" będą obchodzić 18. urodziny. Chcemy tę okazję świętować z dziewczynami, które mają tyle lat co my, i sprawdzić, czy patrzymy na świat tak samo. Dlatego dziś oddajemy głos 18-latkom.

Zapytałyśmy je, co sądzą o reformie edukacji:

Matylda: "Reforma edukacji to kolejny nieudany pomysł wdrażany według ściśle określonej koncepcji władz. Po raz enty w historii Polski pojawią się ośmioletnia podstawówka i czteroletnie liceum, wbrew sprzeciwowi większości rodziców i dzieci. Mimo że reforma osobiście mnie nie dotknie, to nie jest mi obojętna, bo moje rodzeństwo już będzie musiało podporządkować się nowym wytycznym. Co więcej, rocznik 2005 w przeciągu zaledwie kilku lat przejdzie dwie nieudane reformy edukacji – jedna dotyczy ukończenia szkoły podstawowej rok wcześniej, druga likwidacji gimnazjum. Nie rozumiem, w jakim celu, średnio co dwadzieścia lat, zmieniania się system. Powstaje w ten sposób niekończąca się pętla reform, niezadowolenia i nadziei na lepsze jutro. Lepiej byłoby rzetelnie przemyśleć, jak można ulepszyć to, co już jest. Dzisiejszy system jest dobry dla uczniów, dlatego że decyzję o wybraniu profilu klasy podejmują rok później. Dzięki temu jest to wybór przemyślany i polscy gimnazjaliści wypadają intelektualnie całkiem wysoko w sondażach. Dla mnie nie do pomyślenia jest to, że czternastolatkowie mają uczęszczać do tej samej placówki co siedmiolatkowie, gdyż reprezentują zupełnie inny poziom rozwojowy. Uważam, że to program powinien się zmienić, ponieważ jest kompletnie niedostosowany do potrzeb obecnego rynku pracy.

Przede wszystkim, jest przeładowany wiedzą, która nie przekłada się na konkretne umiejętności. Stosunkowo blado wypadamy w pracy w grupie, w planowaniu, w gospodarowaniu czasem oraz rozwiązywaniu problemów i proponowaniu alternatywnych rozwiązań

Na tym polu brakuje nam elastyczności, a dałoby się temu deficytowi zaradzić kilkoma mądrymi reformami. Wymaga to jednak dialogu z nauczycielami i rodzicami, a na to obecnie nie ma co liczyć".

Martyna: "Mam siostrę w pierwszej klasie gimnazjum i jestem pewna, że cała ta chaotyczna zmiana odbije się na niej i jej rówieśnikach. Czasami reformy są potrzebne, ale nie jestem pewna, czy akurat w tej sytuacji. Owszem, gimnazjum miało dużo minusów, ale nie uważam, żeby wprowadzenie ośmioletniej podstawówki było w stanie coś w tych kwestiach zmienić. Myślę, że jedynym skutkiem reformy będzie strata pracy wielu nauczycieli, bałagan w podstawie programowej, wielkie koszty i mętlik w głowie uczniów i ich rodziców".

Wiktoria: "Zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem wracanie do czegoś, od czego się już kiedyś odeszło. Ta zmiana po coś została przecież wprowadzona. Poza tym takie gwałtowne działanie, które będzie mieć wpływ na ogromną część naszego społeczeństwa, nie powinno być przeprowadzane w tak szybkim tempie tylko po to, by udowodnić, że coś się robi. Obecnie rząd nie patrzy na to, ilu nauczycieli zostanie bez pracy, jaka będzie jakość kształcenia oraz co z przyszłością dzieci, które zostały postawione w takiej, a nie innej sytuacji".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.