Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"W demokracji odmowa pracy to jedna z najmocniejszych form nacisku politycznego" - czytamy dziś na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" . Redakcja w wydanym oświadczeniu daje jasny sygnał swoim pracowniczkom: 3 października nie musicie przychodzić do pracy. To, że liberalna gazeta przyłącza się do strajku, którego stawką jest wolność kobiet, ich prawo do decydowania o sobie, nikogo nie dziwi, ale budujące jest to, że liczba pracodawców, którzy nie tylko popierają strajk, ale wręcz ośmielają swoje pracownice, by wzięły w nim udział, jeśli tylko tego chcą, rośnie z godziny na godzinę.

CZYTAJ TAKŻE: "Wysokie Obcasy" popierają Ogólnopolski Strajk KObiet

Krzysztof Matyjaszczyk, prezydent Częstochowy, na swoim profilu na Facebooku udostępnił treść pisma, które wczoraj przesłał wszystkim podlegającym mu pracownikom. Pismo najpierw napisał, a potem wysłał, ponieważ wierzy, że "każdy ma prawo wypowiedzieć się w sprawach dla niego istotnych, w wybrany przez siebie sposób". Swoje słowa skierował zarówno do pracowniczek, jak i pracowników Urzędu Miasta Częstochowy. Pierwsze zapewnia o swoim zrozumieniu, poparciu i szacunku dla ich decyzji, prosząc jednocześnie: "powiadomcie nas do piątku - za pośrednictwem bezpośrednich przełożonych - o swojej absencji (np. urlop wypoczynkowy, urlop na żądanie). Dzięki tej informacji w poniedziałek będziemy mogli lepiej zorganizować pracę Urzędu Miasta, tak aby nasi mieszkańcy mogli bez problemu załatwić wszystkie swoje sprawy". Pracowników prosi natomiast Matyjaszczyk "o wsparcie i zrozumienie dla tych Pań, które zdecydują się wziąć udział w poniedziałkowym Ogólnopolskim Strajku Kobiet i nie pojawią się w pracy". Takiego gospodarza, który troszczy się zarówno o interesy mieszkańców, jak i pracowników, życzymy wszystkim.

Do brania wolnego i udziału w proteście zachęca także prezydent Słupska Robert Biedroń. Ale Biedroń zawsze stał po stronie kobiet i wolności, więc takie stanowisko tego polityka było do przewidzenia.

Pozytywnie o planowanym strajku wypowiadają się także mniejsi i więksi pracodawcy, właściciele firm. Wśród nich jest Marta Podoska, przedstawicielka firmy sprzątającej. Nietrudno zgadnąć - firma zatrudnia głównie kobiety. "Zawieszamy firmę na kołku na jeden dzień. Nasze gosposie wiedzą, że mogą nie przyjść tego dnia. Zachęcamy je do strajku. Wiadomości już wysłane. Same też będziemy strajkować, udostępniać i informować na naszym Facebooku". Takie i inne deklaracje składane przez pracodawców pojawiają się na stronie wydarzenia "Ogólnopolski Strajk Kobiet" na FB.

Jeden z członków grupy zarzucił, że firmom składającym podobne oświadczenia może w większym stopniu przyświecać cel reklamowy niż rzeczywiste zaangażowanie w sprawy kobiet, na to jednak organizatorki strajku znalazły szybką ripostę: "Jeśli taka forma reklamy pozwoli większej ilości kobiet wyjść na ulicę - wchodzimy w to!". W istocie: gdyby podobne deklaracje złożyli przedstawicie wielkich firm, zatrudniających tysiące ludzi, to byłoby coś. Przymknijmy oko na aspekt marketingowy i PR-owy takich deklaracji. Jak słusznie zauważył nasz czytelnik w przesłanym wczoraj liście - prawdziwymi bohaterkami okażą się kasjerki z Biedronek, które tego dnia nie pójdą do pracy, bo one zaryzykują tym, że nie będą miały do czego wracać. Odliczamy dni do strajku i czekamy na kolejne oświadczenia pracodawców. Pusta kasa w Biedronce i innych marketach pewnie zostałaby bardziej dostrzeżona przez społeczeństwo niż puste krzesło redaktorki, a nawet pusta kolumna w gazecie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.