Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dlaczego zdecydowałaś się zostać ambasadorką zajęć Love Yourself?

Kinga Zawodnik: To jest inicjatywa bardzo bliska mojemu sercu, bo chodzi w niej o to, by motywować kobiety niezależnie od tego, jak wyglądają, jaką mają pozycję społeczną – czy siebie kochają, czy nie. Zawsze mówię o sobie, że jestem dumną ambasadorką Love Yourself.

Co Cię skłoniło do tego, by walczyć o samoakceptację kobiet?

Bo to pierwszy raz, kiedy mamy coś takiego w Polsce na szeroką skalę. Zajęcia Love Yourself są skierowane do osób z nadwagą i otyłością. To nas wyróżnia. Tu spotyka się grupa dziewczyn, które mają te same problemy, ten sam cel – które chcą zyskać pewność siebie i zadbać o swoje zdrowie. Piękne jest to, że te osoby na zajęciach w wielu miastach się ze sobą zakumplowały, poczuły, że nie są same i mogą wspólnie walczyć o samoakceptację. Mam kontakt z dziewczynami z całej Polski… to, co się tam dzieje, to jest miód na moje serce.

Uczucie dumy nie zawsze przychodzi z łatwością… Myślisz, że kobiety w Polsce mają problem z samoakceptacją?

Tak. Ale moim zdaniem ponad 90% tej niepewności i braku akceptacji jest jednak w społeczeństwie i w naszych bliskich. W ogromnej większości to historie typu: „mąż mnie nie akceptuje", „chłopak mi dokucza", „koleżanki w pracy się śmieją, że mam tu i tam za dużo".

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Zdaje się, że dla wielu kobiet to smutna rzeczywistość.

Wiem, jak to było ze mną, gdy nie byłam rozpoznawalna. Czułam, że społeczeństwo mnie odrzucało ze względu na mój wygląd, już w dzieciństwie dawano mi do zrozumienia, że nie jestem akceptowana – robili to rówieśnicy, niektórzy rodzice dzieci w szkole. Z kompleksami nikt się nie rodzi. A w dorosłości musimy same z nimi walczyć i szukać wsparcia.

Czy grupa, która składa się z osób z nadwagą, daje takie wsparcie? Jak trenuje się na zajęciach, gdy wszystkie uczestniczki to osoby plus size?

Jest zdecydowanie łatwiej. Czujesz, że jesteś wśród swoich. Jeżeli idziesz na typowe zajęcia fitness i masz przed sobą 15 dziewczyn, które mają do czynienia z siłownią, to stajesz z boku i myślisz: „to nie dla mnie, co ja tu robię?". A gdy spotykamy się w swoim gronie i trenujemy w swoim tempie, wiemy, że nikt z nas nie będzie się śmiał i nikt nas nie będzie oceniał... Wtedy naprawdę jest łatwiej.

Co powiedziałabyś samej sobie sprzed lat, by namówić siebie do pójścia na takie zajęcia?

Powiedziałabym: „nie bój się". Nie bój się, idź przed siebie.

Czy dla osób plus size pójście na siłownię zawsze wiąże się z marzeniem o schudnięciu?

Absolutnie nie. Zgubione kilogramy to jedno, ale to nie zawsze jest główna motywacja. Na przykład dla osób z insulinoopornością to bardzo trudne, by zgubić wagę i taki stan utrzymać. Ja po kilku miesiącach treningów mam znacznie lepszą kondycję. Chodzę po górach, jestem aktywna, daję sobie radę ze wszystkim, co kiedyś sprawiało mi fizycznie problem. Waga wagą, ale treningi dają nam większą sprawność, pewność siebie, możliwość przebywania w grupie, zawierania nowych znajomości, lepsze wyniki badań. Jest bardzo dużo plusów, trzeba pójść, zobaczyć, przekonać się.

Jak wyglądał Twój pierwszy raz na siłowni?

To było z osiem lat temu, w jakimś innym klubie. Miałam duże obawy, nie czułam się pewnie. Przyznam, że czułam się jak przestraszona i zagubiona kruszynka. Doskonale rozumiem osoby większych rozmiarów, które boją się pójść na siłownię, bo sama to przeżyłam. I dlatego tak cieszę się, że są takie kluby jak CityFit, bo tutaj każdy może poczuć się swobodnie, niezależnie od wyglądu czy wieku.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

I widzisz na zajęciach tę różnorodność?

Jak najbardziej. Przychodzą osoby w różnym wieku, z różnymi historiami. Ostatnio spotkałam kobietę świeżo po operacji, która chciała się sprawdzić i zobaczyć, jak to wygląda. Nie zrobiła całego treningu, bo zdrowie jeszcze jej nie pozwala, ale dla takich osób też jest alternatywa na tych zajęciach. Nie ma takich sytuacji, że ktoś się przestraszy, obrazi i wyjdzie, trzaskając drzwiami – każdy chce wytrwać do końca. Satysfakcja na koniec jest wspaniała. Dziewczyny są z siebie dumne i to widać!

A jak wyglądają takie zajęcia?

Po pierwsze – są do przeżycia! Nawet osoba, która nigdy wcześniej nie ćwiczyła, będzie mogła wykonać ćwiczenia. Nie powiem, że odbywa się to bez wysiłku, bo będąc w ruchu, zawsze się troszkę męczymy. Na początku delikatnie się rozgrzewamy, później mamy główny trening z tymi właściwymi ćwiczeniami, a na koniec rozciąganie, czyli sama przyjemność. Mamy oczywiście przerwy – na łyk wody, na odetchnięcie, na chwilę dla siebie.

A atmosfera?

Na początku widać delikatną niepewność, ale ona szybko znika. Dziewczyny świetnie się bawią, z minuty na minutę widać, jak opuszcza je strach. Dla wielu osób sukcesem jest po prostu samo przyjście i każda z nas na zajęciach to rozumie. Świadomość, że robimy to dla siebie, a nie dla męża albo koleżanek, jest bardzo motywująca. Nie sposób się nie uśmiechać.

Ostatnie pytanie. Dokończ zdanie: Kocham siebie za…

...wszystko! Za to, jaka jestem, za wszystkie moje mankamenty, niedoskonałości i za to wszystko dobre, co dla siebie robię. Za całokształt.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.