Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Monika Redzisz: Od prawie 25 lat Amoena oferuje Polkom po mastektomii protezy piersi i dopasowaną do nich bieliznę. Czy w ciągu tych lat wiele się zmieniło na tym rynku?

Hanna Adamczak: – O, tak! Dokonał się niezwykły skok. Przede wszystkim zmieniły się techniki chirurgiczne. 25 lat temu o operacjach rekonstrukcji prawie nikt jeszcze nie słyszał. Kobiety były operowane bardziej radykalnie – pierś była usuwana w całości. Dziś, jeśli tylko jest taka możliwość, operuje się oszczędnie, zostawiając jak największą jej część. Szacujemy, że to około 70% wszystkich operacji. Więc i nasz produkt musiał się zmienić – oprócz pełnej protezy, Amoena oferuje także protezy częściowe.

Czuły dotyk

Co to znaczy "amoena"?

– To po łacinie "wdzięk, powab". Naszą firmę założył w latach 70. Cornelius Rechenberg, młody Niemiec z Bawarii, student chemii. W ramach praktyk studenckich trafił do firmy, która produkowała protezy piersi. Temat był mu bliski, bo jego matka była po operacji piersi. Nie było wtedy jeszcze protez silikonowych; protezy produkowano z zupełnie innego materiału i daleko im było do doskonałości. Cornelius zaczął eksperymenty z różnymi materiałami, między innymi z silikonem. Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Silikon można bardzo ładnie modelować, uzyskiwać różną twardość, wagę i barwę. Cornelius założył z bratem firmę, którą nazwali Amoena. Podjęli się w ten sposób pewnego zobowiązania – że świat kobiet po mastektomii będzie zmieniał się na lepsze. Udało im się! Protezy stały się znacznie bardziej komfortowe.

A wraz z protezami pojawiła się potrzeba specjalnej, dopasowanej do nich bielizny.

Pamiętam, że kiedy przed 25 laty moja mama przeszła operację – nie miała zbyt dużego wyboru. Dziś nawet zwykłe marki oferują bieliznę dla kobiet po mastektomii.

– To prawda, pierwsze modele nie były najpiękniejsze i nie było ich zbyt wiele. Ale dzisiaj mamy bieliznę cudną, kolorową, koronkową, do wyboru, do koloru. Co sezon wychodzi nowa kolekcja. Biustonosze wyglądają tak, że nikt się nie zorientuje, że pod spodem kryje się jakiś sekret. Ale trzeba pamiętać, że to nie są zwykłe staniki. To sprzęt rehabilitacyjny, który jest konieczny, żeby proteza piersi spełniała swoją funkcję; muszą być odpowiednio uszyte i indywidualnie dobrane. My wkraczamy już w szpitalu – na pierwsze tygodnie po operacji mamy specjalną bieliznę kompresyjną, która przyśpiesza gojenie rany, zapobiega powstawaniu obrzęków, zmniejsza ból, a w przypadku zabiegu rekonstrukcji ładnie modeluje, nadaje odpowiedni kształt piersi.

Mastektomia dotyka bardzo intymnej, wrażliwej sfery, związanej z poczuciem kobiecości, której piersi są  dla wielu z nas symbolem. Ich utrata bywa tragedią, z którą trudno się pogodzić i która dewastuje życie intymne. Jak można pomóc takim kobietom? Co zrobić, żeby znów poczuły się atrakcyjne i seksowne?

– Dawniej dużo mówiło się o kompleksie "half woman" – poczuciu, że po mastektomii i odjęciu piersi już tylko w połowie, tylko częściowo jest się kobietą. Ale muszę powiedzieć, że to się bardzo zmienia. Dużo dobrego robią ruchy Amazonek, kampanie społeczne, wystawy fotograficzne, które prezentują piękne portrety kobiet po mastektomii, a także – piękna bielizna. W tej sferze dokonuje się olbrzymia przemiana. Rak piersi przestał być tematem tabu i powodem do wstydu.

Kiedy zaczynałam pracę, panowało przekonanie, że jak kobieta jest po mastektomii, to najlepiej niech idzie na rentę i nie wychodzi z domu, a na pewno niech o swojej chorobie nie mówi, bo to nie wypada. Teraz wszystko wypada! Teraz mamy klientki, które wpadają do sklepu i mówią: "Potrzebuję nowej seksownej bielizny, bo zaraz mam randkę! Pomóżcie!" Kiedyś wiele osób pukało się w czoło, kiedy wspominałam, że mamy w ofercie kostiumy kąpielowe dla Amazonek; dzisiaj sprzedajemy coraz więcej kostiumów dwuczęściowych.

Kobiety są coraz odważniejsze i coraz mniej się wstydzą.

Tak zachowują się te najsilniejsze, te najbardziej przebojowe...

– Oczywiście, różnie bywa. W końcu wielu z nich wali się świat. To kiedy i jak szybko go odbudują zależy od wielu czynników: stopnia zaawansowania choroby, konstrukcji psychicznej, tego, czy mają wsparcie w rodzinie, czy potrafią być dla siebie dobre. Niektóre się załamują, wpadają w depresję, a dla innych choroba staje się bodźcem do przemiany, do tego, żeby zacząć żyć bardziej po swojemu. Niektóre związki się cementują, inne się rozpadają; powstają też nowe. Wiele się wtedy dzieje. Poznałam w tej pracy tyle cudownych kobiet: matek, które pokonały chorobę nowotworową w ciąży, kobietę, która po operacji przeszła kilkaset kilometrów szlakiem św. Jakuba w Hiszpanii i inną, która zdobyła Kilimandżaro. Dzielnych kobiet nie brakuje.

Powiedziała Pani "potrafią być dla siebie dobre". Co to znaczy?

– Wciąż wiele kobiet ma w sobie taki głos, który mówi im: "Nic dla mnie, wszystko dla rodziny". Na szczęście to też się zmienia. Coraz więcej pań zaczyna stawiać siebie na pierwszym miejscu. Zaczynają myśleć: "Pokonałam raka! Ten przepiękny biustonosz po prostu mi się należy!"

Hanna Adamczak będzie jedną z naszych rozmówczyń podczas spotkania pod hasłem „Czuły dotyk", którego głównym przesłaniem jest propagowanie profilaktyki nowotworu piersi. Na spotkanie zapraszamy 18 września w godzinach 12-16 do Forum Gliwice, ul. Lipowa 1. Udział w spotkaniu jest bezpłatny, a jego szczegóły znajdziecie TU.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.