Najpierw ja mówię Karolinie Konopce o Wielkopolsce, że tam goście mogą dostać ciasto przed obiadem, bo wtedy jedna kaczka wystarczy na dziesięć osób, a gdyby nie wypełnili się ciastem, to trzeba piec dwie kaczki. Na co artystka stwierdza, że u niej na Śląsku jest lepiej. Obfitość i przed, i po. Ciasto na początek, potem zupa, drugie danie, po nich zimna płyta, czyli i wyroby wędliniarskie, i tymbaliki, i śledzie, i najlepiej trzy mięsa. Gdy płyta się przerzedza, wtedy znów ciasto z początku i kawa. I trzeba powiedzieć: „Basia, ale dziś to przesadziłaś, tak się wykosztowałaś, tyle tego jedzenia, no nie da się zjeść, wszystkiego za dużo…". Basia musi powiedzieć: „Nie, nie za dużo. Ja właściwie nic nie ugotowałam. Jedzcie, jedzcie, na zdrowie". A bratu ma dołożyć kotleta ze słowami: „Masz tu jeszcze jeden kotlecik! Ty nie patrz na żonę, tylko jedz!". I wszyscy oczywiście wszystko jedzą. Bez tej obfitości Śląska nie ma.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.