Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Dlaczego ludzie piszą mi w komentarzach na Fejsie, żebym wyłączyła emocje? – zapytała pewnego dnia moja redakcyjna koleżanka. – Może uważają, że one utrudniają racjonalną dyskusję? – zasugerowałam. – Ale ja nie chcę się pozbywać emocji. Przeżywam je i chcę o nich pisać! – odpowiedziała.

Trafiła w sedno. Dyskusje w internecie mają coraz mniej wspólnego z przedstawianiem argumentów. Teraz  to wymiana emocji, opowiadanie o nich na wszelkie sposoby – słowami, obrazami, muzyką, cytowaniem postów innych, wrzucaniem linków z tekstami, które akurat korespondują z moim stanem ducha. Nikt nie próbuje wyłączyć emocji i żądanie tego nie ma sensu, przynajmniej w mediach społecznościowych.

Jednak nie tylko tam. Żyjemy w epoce emocji. Czy nam się to podoba, czy nie, rozum, jego zdobycze, racjonalne myślenie, dążenie do prawdy pojmowanej jako wartość absolutna - to wszystko odeszło do lamusa. Przynajmniej na jakiś czas.

Nie wierzymy lekarzom (szczepionki szkodzą, antybiotyki powodują uodparnianie na coraz bardziej złośliwe szczepy), naukowcom (afera z eksperymentem Zimbardo czy podważone wyniki badań komórek macierzystych), dotychczasowym autorytetom i ludziom związanym z kulturą i sztuką (tu każdy może sobie wstawić nazwisko, z którym wiąże się skandal). Uzasadnienia czysto racjonalne wydają się nam podejrzane. Za to bez wahania podążymy za tym, który zagwarantuje nam odpowiednie emocje.

Ale nie jestem z tych, którzy będą nad tym faktem załamywać ręce. To, że nadszedł czas emocji, ma swoje dobre strony. Na przykład taką, że wreszcie przyznajemy emocjom należne im znaczenie w naszym życiu. Od czasów starożytnej Grecji uznawano je za zależne od wydzielin ciała, zwanych humorami. To nadmierne wydzielanie humorów, czyli  flegmy, żółci, krwi i czarnej żółci, miało wpłynąć na to, czy jesteśmy flegmatykami, cholerykami (od „chole” – "żółć" po grecku) czy sangwinikami albo melancholikami.  Humory, jak wszystko, co ciekłe i cielesne, zostały związane na wieki ze sferą kobiecą. A co za tym idzie, z tym, co nieracjonalne, ciemne, trudne do okiełznania i spychane jak najniżej, do naszego duchowego podziemia.

W czasach romantyzmu próbowano emocjom przywrócić znaczenie. Potem psychoanaliza doceniła, jak są dla nas ważne i jak szkodzi ich wypieranie. Od tej pory w zasadzie przez cały XX wiek trwała walka rozumu z emocjami. Aż emocje wygrały. Przynajmniej  na razie.

Co teraz z tym zrobić? Docenić. Nauczyć się z nimi obchodzić, rozumieć je, wykorzystywać, opowiadać o nich,  czerpać z nich korzyści. Już dziś coraz większą popularność zdobywa nurt zarządzania, w którym liderzy opowiadają o swoich emocjach bez obawy i wstydu, w sposób konstruktywny.  

Mądre wychowanie to nauczenie dziecka rozpoznawania własnych emocji, mówienie o nich i uczenie radzenia sobie z nimi.

Podobnie jest z dorosłymi. Wiele naszych kłopotów wynika z błędnego rozpoznania własnych i cudzych emocji i z nieumiejętności rozmawiania o tym.

Nie wyłączajmy więc emocji – nauczymy się je rozpoznawać i gadajmy o nich. Myślmy nie o tym, co widzimy, tylko o uczuciach, które się pod tym kryją. To wiele ułatwia.

I pomaga cieszyć się życiem. A w krótszej perspektywie – pozwala nawet ucieszyć się ze świątecznych obchodów i wizyt.

I tego właśnie nam wszystkim życzę!

W święta dajmy sobie czas na dobrą lekturę. Przedstawiamy Wam najlepsze, najważniejsze, najbardziej poruszające teksty, jakie w mijającym roku publikowaliśmy w „Wysokich Obcasach".

Dołącz do grona prenumeratorów i ciesz się dobrą lekturą.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.