Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

15 października odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie projektu „Stop pedofilii”, który zakłada zmianę przepisu art. 200b Kodeksu karnego, który ma być poszerzony o trzy paragrafy. Jeden z nich brzmi tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi lub działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”.

Interpretacja pojęć „propaguje” i „pochwala” pozostaje dowolna. Kwestią podstawową staje się kto i jak. Daje duże pole do popisu.

Na temat edukacji seksualnej i jej domniemanego wpływu na „rozwiązłość” polskiego społeczeństwa użyję pewnej analogii - to zupełnie tak, jakby powiedzieć, że wiedza o odżywianiu prowadzi do otyłości olbrzymiej albo nauka relaksu do zastygnięcia w gnuśności. Zakłada bezmyślność i bezwolność osoby edukowanej (w języku psychologicznym można to potraktować jako projekcję albo myślenie życzeniowe). To zaprzeczenie pojęcia EDUKACJA. Zanurzam się na chwilę w oparach absurdu i podejmuję decyzję: Nie. Dziękuję, ja nie biorę.

Edukuję seksualnie od 30 lat i jestem w tym uczciwa

Jest 16 października 2019 r., stoję w tłumie demonstrantów (średnia wieku na oko niska, najwięcej jest młodzieży) przed budynkiem Sejmu z czarną parasolką w ręce, z nabitą na nią czerwoną kartką dla polskich parlamentarzystów.

Kilka godzin temu skończyłam zajęcia ze studentami, na których uczyliśmy się szanować granice intymności tej cielesnej i psychicznej wpisanej w zakres szacunku do drugiego człowieka.

Jestem świeżo po spotkaniach z klientami w Centrum Terapii Lew-Starowicz, w którym pracuję (dziś była kobieta próbująca się uwolnić z przemocowego związku małżeńskiego i nastolatka z intymnymi problemami). Jestem po dniu, jak wiele innych w moim życiu. Od 30 lat jestem edukatorką seksualną. Staram się nie ściemniać, tylko edukować, być uczciwa w tym, co robię, i zachowywać trzeźwość umysłu.

Przyglądam się uważnie poczynaniom posłów, ale uczę się od profesorek/profesorów i doświadczonych terapeutek/terapeutów. Tylko od nich. I działam. Edukuję seksualnie na wielu polach: pracy warsztatowej z grupami od młodzieży po seniorów, pracy indywidualnej z klientami, popularyzacji wiedzy w postaci książek i artykułów, publikacji naukowych dotyczących mniejszości. Każdy dzień przynosi nowe sprawy, nowych ludzi z ich uczuciami, dylematami, pytaniami. I nic tego nie zmieni. Takie są fakty.

Seksualność nie ma wyznania ani nie jest polityczna

A jednak dzień 16 października 2019 r., tu, w tym miejscu, coś wyróżnia. Czuję, jak ktoś próbuje mi zamknąć usta, zakwestionować całe doświadczenie i wiedzę, sprowadzić wszystko, co robię, do zjawisk, którym czynnie przeciwdziałam. Tak: stop pedofilii. Stop przemocy seksualnej, nierówności płciowej, dyskryminacji, przedmiotowemu traktowaniu innych ludzi, ograniczaniu prawa do wiedzy i wolności. Stop.

Nikt z decydentów nie pyta, nie chce rozumieć albo udaje, że nie chce, czemu służy edukacja seksualna.

Słucham wystąpień posłanek Bożeny Przyłuskiej i Joanny Scheuring-Wielgus, Marty Lempart, Anii Rubik i koleżanki po fachu Antoniny Lewandowskiej z Pontonu. Wyjaśniają po raz tysięczny, mocno i jasno, czym jest edukacja seksualna, po co i dla kogo. Odnoszę wrażenie, że przez 30 lat ten zlepek dwóch rozmiękczanych przez polityków pojęć stał się w języku polskim murem oddzielającym nas od realnego życia. Ale życie toczy się dalej… Tak jak ludzie rodzą się i umierają, tak mają swoją seksualność. Seksualność nie jest ani prawa, ani lewa, nie ma wyznania ani nie jest polityczna, nawet jeśli ktoś by chciał. Nie podlega prohibicji. To się nie uda.

Za to z edukacją można zrobić wiele. Można nią manipulować, można ją psuć, niszczyć, ograniczać, prymitywizować. Toczy się gra o edukację - seksualną i każdą inną - o nasze prawo do wiedzy, wolności, decyzyjności. Myślę o wszystkich edukatorkach i edukatorach, o tym, jak im teraz trudno. Ile odporności potrzebują, żeby nie pozwolić zainfekować się tą wrogością, brakiem zrozumienia, kwestionowaniem ich wiedzy, kompetencji i uważności na potrzeby uczniów. Podziwiam ich i bardzo im sprzyjam.

Dorośli w Polsce nie potrafią rozmawiać o seksie

Jest już wieczór. Czytam, że panamski dziennikarz pyta papieża o edukację seksualną. Papież Franciszek jest "za", mówi, że ludzie potrzebują obiektywnej edukacji seksualnej, takiej, która nie zawiera „kolonizacji ideologicznej”. Zaprzyjaźniona nauczycielka matematyki, katoliczka, pisze na Facebooku, że nikt nie rozważa, czy matematyki należy uczyć wyłącznie w domach, odwołuje się do edukacji seksualnej jako dziedziny nauki, wzywa do opamiętania.

Koleżanki, doświadczone edukatorki seksualne, żartują o grze w scrabble w jednej celi, inne, te, które uczyłam na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego Uniwersytetu Warszawskiego, piszą wiadomości prywatne, w których dzielą się swoją troską o uczniów i osłupieniem pomieszanym z lękiem. Jakiś rodzic dziękuję za „Zwykłą książkę, skąd się biorą dzieci” dla maluchów. A w tle… w Polsce szaleje kiła, kobiety nie akceptują swojego ciała, wstydzą się chodzić do ginekologów, jeżdżą do klinik aborcyjnych w Czechach i Niemczech, przemoc seksualna jest traktowana jak norma, gwałty lekceważone, pedofile bezkarni, młodzież uczy się seksu z pornografii, nie umie określać własnych granic i ich stawiać.

Dorośli nie potrafią rozmawiać o swoich seksualnych potrzebach.

To są prawa człowieka

Wkładam czarną parasolkę do samochodu. Zostanie tam na stałe. 16 października zapamiętam jako dzień zamknięcia pewnego etapu. Dosięganie absurdu sprawia, że kontaktuję z częścią siebie, która dotyka bezpośrednio mojego ludzkiego prawa do wolności.  Nie, dziękuję, ja nie biorę. I tego się będę trzymać.

Przy okazji przypominam Art. 4 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, który zapewnia polskiej młodzieży dostęp do wiedzy o ich seksualności. Deklaracja praw seksualnych Światowej Organizacji Zdrowia również zawiera prawo do informacji i edukacji seksualnej jako oczywistych praw każdego człowieka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.