W numerze z 9. czerwca

red.
Wysokie Obcasy w kioskach już w sobotę. Zobacz,  co w nich przeczytasz:

Siły szukaj w sobie

Kiedy słucham takich historii, jak ta o Wiktorii Gabyszewej (w tym numerze), reporterce z Jakucka, która staje w obronie słabszych, walczy z systemem, a której los w zamian za to nie oszczędza, to za każdym razem zachodzę w głowę: jak one to robią? Idą, dostają od życia po głowie, padają, wstają i idą dalej. Niezłomne. Często im nawet nikt ręki nie poda, więc skąd ta siła?

Kiedyś wierzyłam, że niezłomność dziedziczy się w genach ? po walecznych matkach, odważnych babciach. Dzisiaj zaczynam myśleć o tym inaczej. Myślę, że każdy ją w sobie ma, niektórym tylko trzeba pomóc ją odnaleźć. Ktoś tak chciał, że jesteśmy zaprogramowani na życie i na szczęście. Wbrew temu wszystkiemu, co nam się po drodze przydarza.

1

''Wiktoriańskie historie'' Wiktorii Gabyszewy

Przewaliło się po mnie życie ciężkimi buciorami. Zahartowało, że zatrzymać mnie teraz nie sposób. Gotowa jestem nawet na kryminał

Są kobiety stworzone do miłości i społeczno-polityczne. - Ja należę do tych drugich - dodaje Wika po chwili. - Afanasij nie jest twoim pierwszym mężem - wtrącam byle co, żeby zejść z tych jej społeczno-politycznych spraw.

- Nie pierwszym i nawet nie drugim! - wybucha niespodziewanie, gwałtownie i, jak to mawiają w Rosji, nieadekwatnie. - Nie czepiaj się! Dobra?!

- To ilu?

- Czterech miałam. Każdy innej narodowości. Ruski, Buriat, Tatar i Jakut. I z każdym jedno dziecko! Plus jedno adoptowane. Ale z tobą nie chcę wdawać się w te szczegóły. Od wypruwania z ludzi flaków to ja jestem. Wot i co!

Wiktoria Gabyszewa to bardzo znana dziennikarka interwencyjna i reporterka wydawanej w Jakucku gazety ''Wasze Prawa''. Ma 46 lat i jest postacią legendarną. Kilkanaście lat w gazecie ''Echo Stolicy'' prowadziła stałą rubrykę ''Wiktoriańskie historie''. To bardzo zaangażowane emocjonalnie literackie reportaże, w których autorka opisywała zwykłe ludzkie losy. Była komentatorem sądowym, kimś w rodzaju bezpłatnego radcy prawnego i gazetowego Robin Hooda, który bierze w obronę słabych, bezbronnych, pokrzywdzonych.

Wika bardzo źle znosi towarzystwo tajniaków, którzy za nią łażą. Stąd ten jej wybuch. Teraz szpicle siedzą dwa stoliki w bok od nas. Kobieta i mężczyzna. Też zamówili kawę, ciastka, niby rozmawiają, śmieją się, ale któreś z nich cały czas na nas patrzy. Dziennikarka co chwila mi ich pokazuje, komentuje każdy ich ruch, spojrzenie, kilka razy wstaje od stolika, podchodzi do nich, prosi o ogień.

Jest się czego bać. W Rosji od 1993 roku, odkąd Fundacja Wolnego Słowa prowadzi tę statystykę, zginęło ponad 330 dziennikarzy. Każdego roku bandyci dokonują kilkudziesięciu napadów na ludzi mediów: postrzelenia, pobicia, wybuchy bomb, włamania, aresztowania, odbieranie materiałów. Bardzo często agresorami są przedstawiciele władzy, milicjanci, a Wiktoria zadarła z najpotężniejszym człowiekiem w kraju, wielkim tajonem, jak tu mawiają, bo z samym Jakowem Grigoriewiczem Stachowem, ministrem spraw wewnętrznych, a to nie jest jakiś jakucki kacyk, prowincjonalny urzędnik, ale człowiek przysłany z Kremla, żelazna pięść Putina.

2

Doceń to, co masz

Radość? Radość będę czuł wtedy, gdy zarobię kupę kasy i kupię sobie ferrari. Z prof. dr hab. Ewą Trzebińską rozmawia Grzegorz Sroczyński

Po co ludzie chodzą na terapię?

''Bo życie jakieś nie takie'' - to słyszę często. Jak pytam dalej, to się okazuje, że kłopot sprawiają im emocje. A właściwie ich nadmiar. ''Jestem nadwrażliwy, to mi przeszkadza i komplikuje życie''. Wielu uważa, że gdyby części emocji mogli się pozbyć, to wszystko byłoby prostsze.

Złych emocji?

Niektórzy chcą się pozbyć i pozytywnych, i negatywnych. Z jednymi i z drugimi są kłopoty. Najlepiej coś łyknąć i nic nie czuć. Radość ? owszem, czasem się pojawia, ale właściwie nie wiadomo po co. Poza tym niech pan nie używa określenia ??złe emocje??. Nie ma takich, wszystkie są potrzebne. Tyle że w stosownych proporcjach. Robiono sporo badań na temat tzw. bilansu afektywnego.

Co to jest bilans afektywny?

Chodzi o proporcje odczuwanych przez nas emocji pozytywnych i negatywnych. Najlepiej, jeśli ten bilans wynosi trzy do jednego, czyli trzy razy więcej emocji pozytywnych niż negatywnych.

Himalaje.

To trudne. Większość ludzi ma gorszy wynik. Ale można nad tym popracować. Jak się zastanowić, to w ciągu dnia spotyka nas więcej rzeczy przyjemnych niż przykrych. Tylko że tego nie widzimy, bo mózg koncentruje się na zagrożeniach.

3

Dokąd lecieć, za ile i dlaczego tak tanio. Radzi podróżniczka Marzena Filipczak

Kilka razy zdarzyło mi się wylecieć i wrócić tego samego dnia. Kiedyś skończyła mi się mięta, więc poleciałam po nią na dwa dni do Maroka. Z Marzeną Filipczak, bohaterką Typu Tygodnia, rozmawia Zuzanna Kisielewska

Kiedy ostatnio kupiłaś bilet na samolot?

Parę dni temu.

Dokąd?

Do Londynu za 19 zł. Tuż przedtem do Salonik ? razem 190 zł za cztery loty. Ale późno się zdecydowałam i chciałam koniecznie lecieć przez Bergamo.

Chcesz powiedzieć, że to drogo?

Nie oszczędzam na wszystkim. Kiedy jadę do Marrakeszu, lubię przenocować w fajnym miejscu. W Norwegii, po której podróżuję stopem i z namiotem, nie odmawiam sobie przyjemności przejechania się słynną kolejką Flam. Po prostu wiem, że dziś do Londynu można polecieć dużo taniej.

19 czy 190 zł to i tak niedużo w porównaniu z ceną pierwszego kupionego przez ciebie taniego biletu.

To był bilet do Edynburga za 600 zł! (śmiech) Był rok 2004, z koleżanką wymyśliłyśmy sobie, że gdzieś polecimy. Po Edynburgu przyszła kolej na inne miasta ? Bolonię, Florencję, Rzym. Latałyśmy na weekendy, miałyśmy zasadę, że nie płacimy więcej niż 200 zł w obie strony. Dostałam fioła na punkcie jarmarków bożonarodzeniowych. W jednym roku pojechałam na trzy ? do Wiednia, Sztokholmu i Dublina.

A teraz jak często latasz?

Kiedy próbowałam policzyć, ile razy w zeszłym roku leciałam samolotem, to przy 60. przestałam. W tym roku weekend majowy spędziłam w Macedonii, jadąc do niej z Salonik ? to te bilety za 190 zł. Wczoraj, siedząc do 3 rano, upolowałam bilet na pociąg z Oslo do Bodo na kole podbiegunowym osiem razy tańszy niż w zwykłej taryfie. Stamtąd promem popłynę na Lofoty. Powrotnego jeszcze nie mam, bo wrzucają je do systemu z trzymiesięcznym wyprzedzeniem ? będę więc polować nocą za kilkanaście dni.

4

Kobieca liga piłkarska w Polsce

Czemu faceci nie mają problemu z pisaniem o boksie kobiet albo podnoszeniu ciężarów? A o piłce nożnej nic! Czy to ostatni bastion szowinizmu męskiego? - trener Jaszczak podnosi głos. Opowiada, jak reprezentacje męska i kobieca grały z Izraelem. Najpierw kobiety wygrały 13:0. A potem grali mężczyźni, była transmisja telewizyjna. Drużyna przegrała 0:1, a komentator nawet nie wspomniał o wcześniejszym meczu kobiet. - Co oni mają przeciw kobietom?

Żartuję, że trener mówi jak feministka, a Jaszczak na to: - Jestem feministą! Całe życie walczę o prawa dla kobiet. Czy kobieta nie ma prawa grać w piłkę nożną? Ja traktuję to jako punkt honoru, żeby dziewczynce, która się zgłasza do drużyny, znaleźć odpowiednią wiekowo grupę, z którą będzie mogła trenować.

Trener opowiada, jak pięć lat temu kilka lokalnych klubów chłopięcych napisało protest do PZPN, że nie będą grać z Medykiem Konin. W rozgrywkach 13-letnich chłopców brały udział 15-letnie dziewczynki - ale ''poza konkursem?'', ich wyniki nie liczyły się w tabeli, chodziło o mocne sparingi. - Póki przegrywały, była po meczu herbatka i wszystko dobrze. Ale jak zaczęły wygrywać, to męski szowinizm doprowadził do takiego protestu. Dlaczego? Bo faceci muszą wygrywać!

Patrycja Balcerzak, 18 lat, defensywna pomocniczka, 4 mecze, 0 bramek. Jak tylko strzeli bramkę w reprezentacji, to zarzuci koszulkę na głowę i przeleci z radości przez pół boiska. Bardzo się jej podoba, kiedy mężczyźni tak robią, odsłaniając swoją muskulaturę, i sama tak reaguje w meczach ligowych.

5

Kto się śmieje z premier Julii Gillard?

Nie mogę uwierzyć, że to robimy. Co powiedzieliby ludzie? - zwraca się słodko australijska premier Julia Gillard do swojego partnera Tima. Chichocząc, zawinięci tylko w australijską flagę, tarzają się nadzy po podłodze. Wygląda na to, że właśnie skończyli uprawiać radosny seks w jej gabinecie. Nagle ktoś puka.

- Wszystko OK? Słyszałem jakieś hałasy? dobiega głos zza drzwi.

- Tak, wszystko w porządku. Jestem w trakcie odprawy? odchrząkuje pani premier.

Tak przebiega najbardziej znana scena z serialu komediowego ''W domu z Julią'' nakręconego dla australijskiej telewizji publicznej ABC. Serial, którego premiera odbyła się we wrześniu 2011 roku, ściągając przed telewizory rekordowy milion Australijczyków, opowiada o prywatnym życiu premier Julii Gillard (w tej roli łudząco do niej podobna australijska aktorka Amanda Bishop) i jej życiowego partnera Tima.

Zrealizowana za publiczne pieniądze produkcja bez ogródek nabijająca się z urzędującej premier byłaby nie do pomyślenia gdzie indziej. W Australii stała się wprawdzie sensacją sezonu, ale nie wywróciła do góry nogami życia politycznego.

6
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy