Wspomnienia dziewczyny, która uciekła z poligamicznej sekty [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

adape
Rebecca Musser wychowała się w poligamicznej sekcie Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Była jednym z 24 dzieci swojego ojca i 19. żoną swojego męża. Jak udało jej się uciec i odnaleźć w świeckiej rzeczywistości?
Materiały promocyjne Materiały promocyjne

Życie po życiu

Lata dzieciństwa upłynęły Rebecce Musser w strachu. Mieszkała w suterenie, podczas gdy piętro wyżej zamieszkiwała druga, "prawdziwa" rodzina jej ojca. Przez cały czas musiała ukrywać przed osobami postronnymi fakt, że żyje w rodzinie poligamicznej. Ubrana zawsze w najskromniejsze stroje, uczęszczała do Alta Academy, szkoły gromadzącej dzieci należące do Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, nad którą pieczę sprawował Warren Jeffs.

Jako nastoletnia dziewczynka została wydana za mąż za mężczyznę uznawanego przez wspólnotę za Proroka, stając się jego 19. małżonką. Mężczyzną tym był Rulon Jeffs, 85-letni ojciec Warrena Jeffsa. Niedługo potem na oczach młodziutkiej Rebekki, Rulon Jeffs poślubił kolejne 48 kobiet. Po śmierci męża, gdy Warren próbował zmusić ją do ponownego zamążpójścia, Rebecca zdecydowała się na ryzykowną ucieczkę ze wspólnoty i podjęła próbę założenia rodziny i rozpoczęcia nowego życia z dala od zakusów sekty.

W 2007 roku, nie mogąc znieść świadomości, że w łonie wspólnoty nadal dochodzi do nadużyć, a nieletnie dziewczęta tak jak dawniej zmuszane są do małżeństwa, Rebecca, zaniepokojona losem swych sióstr, postanowiła zeznawać w sądzie przeciwko Warrenowi Jeffsowi, który w międzyczasie wyrósł na nowego, samozwańczego Proroka. Rok później, gdy teksańska policja stanowa przystępowała do sforsowania twierdzy Kościoła, ośrodka zwanego Tęsknota za Syjonem, władze zwróciły się do Rebekki z prośbą o radę, w jaki sposób nie dopuścić do rozlewu krwi. Jej późniejsze zeznania ujawniły mrożące krew w żyłach sekrety, jakie kryła w sobie świątynia wzniesiona na terenie ośrodka, które przywódców sekty posłały na wiele lat za kratki, a Warrenowi Jeffsowi zapewniły wyrok dożywotniego więzienia.

W książce Rebecca Musser po raz pierwszy dzieli się ze światem całą historią. Opowiada o przestępstwach popełnianych w imię Boga, o nadużyciach władzy, własnej niezłomności oraz harcie ducha osób z jej najbliższego otoczenia. "Świadek w czerwieni" to zarówno wspomnienia, poruszające temat ucieczki przed fanatyzmem, jak i utrzymany w żywym tempie dramat sądowy.

Przeczytaj fragmenty książki...


Autorki:

Rebecca Musser - wygłasza wykłady na temat ucisku, jakiemu poddawane są współcześnie kobiety; jest założycielką organizacji Claim Red. Mieszka z rodziną w stanie Idaho.

M. Bridget Cook - pisarka, mówczyni i aktywistka działająca na rzecz przestrzegania praw człowieka; współautorka m.in. bestsellerowej książki pt. Shattered Silence. Wraz z rodziną mieszka w stanie Utah.

1
materiały prasowe materiały prasowe

Prędzej czy później spotka nas krzywda ze strony niewiernych

To był wyjątkowo ciepły wczesnowiosenny dzień. (...) Zbliżała się chwila, gdy zamiast tylko tęsknie spoglądać na trawę i puszczające pąki krokusy, będzie nam wolno wyjść dalej niż do ogrodu na tyłach domu. Kiedy niecierpliwie czekałam, aż cała siódemka mojego mojego rodzeństwa przygotuje się do wyjścia, rozglądałam się po ciemnej suterenie, którą nazywaliśmy domem.

Podłoga z drewna tekowego i dobrana do niej kolorystycznie boazeria sprawiały, że wnętrze wydawało się jeszcze mniejsze. Moja matka miała do dyspozycji własny pokój, ale reszta domowników była upchnięta jak sardynki na piętrowych łóżkach porozstawianych we wszystkich kątach, a kiedy przybywało kolejne dziecko, musieliśmy gnieździć się po kilka osób w jednym legowisku. Zaokrąglony brzuch matki wskazywał, że czeka nas to właśnie za kilka miesięcy. W piętrowych łóżkach zainstalowano po bokach szuflady i każdy miał swoją, do której mógł chować bieliznę, skarpetki i brudne ubrania.

Ktoś przechodzący obok naszego jednopiętrowego domu z czerwonej cegły zapewne nigdy by nie zgadł, ile dzieci gnieździ się w samej suterenie, i na pewno doznałby szoku, gdyby dowiedział się, że nad nami żyje jeszcze jedna duża rodzina. Jedynym łącznikiem między tymi rodzinami był mężczyzna, który niektóre noce spędzał na piętrze ze swoją pierwszą żoną i dziećmi, a inne na dole z naszą matką "żoną numer dwa" i jej dziećmi. Mężczyzna ten był moim ojcem. (...)

Dzisiaj mama obiecała, że wszyscy będziemy się wygrzewać na słońcu. Zapowiedziała, że czeka nas "przygoda", choć nie zdradziła, dokąd pojedziemy. Ukradkiem przeszliśmy do wysłużonego rodzinnego kombi. Poruszając się w tak licznej grupie, musieliśmy unikać zwracania na siebie zbytniej uwagi. Nie chodziło tylko o klaksony, wymowne spojrzenia czy dobiegające z okien obraźliwe okrzyki. Do tego już przywykliśmy. Niebezpieczeństwo czyhało ze strony władz, które za sprawą takich przechadzek mogły dowiedzieć się o naszym istnieniu. To dlatego w szkole posługiwałam się nazwiskiem "Wilson", a nie "Wall", i z tego samego powodu rzadko pozwalano mi się pobawić z miłą dziewczynką z naprzeciwka. Gdyby poznała mój sekret - dowiedziała się o moich braciach, siostrach i całej rodzinie potajemnie zamieszkującej w suterenie - moglibyśmy zostać zdemaskowani.

Dziewczynkę zżerała jednak ciekawość. Jak zresztą wszystkich. W tych okolicach widywało się oczywiście duże rodziny - w Salt Lake City żyło wielu płodnych mormonów oraz niewielka liczba wielodzietnych rodzin katolickich, lecz tylko kilka tysięcy osób w naszym mieście ubierało się w sposób choćby zbliżony do naszego. Członkowie naszej rodziny nosili koszule z długimi rękawami, dziewczęta ubierały się w długie proste suknie i spódnice, a włosy zaplatały w niezwykle długie warkocze. Mama mawiała, że jesteśmy wyjątkowi, ale dopiero w przedszkolu zrozumiałam, że stanowimy jedynie maleńki odsetek okolicznej ludności. Główny nurt mormonizmu odszedł od poligamii pod koniec lat dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku, dzięki czemu Utah stało się pełnoprawnym stanem USA. Byliśmy odmieńcami, którzy nie postępowali tak samo jak reszta.

Nie znosiłam tego, że inne dzieciaki gapią się na nas, obgadują nas szeptem i wytykają palcami, zupełnie jakbyśmy byli jakąś atrakcją turystyczną. Czasami ich komentarze były niewinne albo wyrażały po prostu zaciekawienie. Znacznie częściej jednak kryła się za nimi chęć znieważenia nas.  Przerażeniem napawała mnie myśl, że mogłyby komuś o nas opowiedzieć i ten ktoś mógłby  wsadzić ojca do więzienia, a tym samym rozdzielić naszą rodzinę. Dlatego stroniliśmy od wścibskich oczu świata. (...)

Tata często mawiał: "Chodzi nie o to czy, tylko kiedy spotka nas krzywda ze strony niewiernych. Musisz o tym zawsze pamiętać".

Czytaj dalej...

2
materiały prasowe materiały prasowe

Dlaczego mama chce zamieszkać w wieczności nie tylko z tatą, ale też ciocią Irene?

Mój ojciec, Donald Wall nie wychował się w naszej wierze. Był dumny, że wstąpił do Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, co było o tyle nietypowe, że nasi wierni nie próbowali nikogo nawracać. Większość przyszła na świat w pobożnych rodzinach, w których rodzice praktykowali wielożeństwo. Rodzice mojego ojca byli inni. Pochodził z rozbitej rodziny, a jego matka była w stosunku do niego oziębła uczuciowo i unikała z nim kontaktu.

Jego pierwszą żoną była Irene, która również nie należała do naszego Kościoła. Oboje wychowali się w tradycyjnej niefundamentalistycznej wierze mormońskiej głównego nurtu. Wkrótce po ich ślubie do wielożeństwa przekonali się też rodzice Irene. Byli początkowo przerażeni, ale mój ojciec postanowił dowieść im, że się mylą. Po dokładnych studiach ich serca otworzyły się na prawdę i zrozumieli, że to reszta mormonow porzuciła prawdziwą drogę. W ten sposób mój tata i Irene nawrócili się na "prawdziwą ewangelię", nad czym czuwał nasz prorok, wujek Roy.

Już po przyjęciu nowej wiary mój ojciec zauważył piękną i utalentowaną młodą kobietę, udzielającą się w kościelnym chórze. Był przekonany, że są sobie pisani. Po powrocie do domu opowiedział o niej Irene, a ta odparła, że przyśniła jej się moja mama, i dała ojcu swe błogosławieństwo, pozwalając tym samym, by wziął sobie drugą żonę. Tata odbył rozmowę z wujkiem Royem i po pewnym czasie młoda kobieta została mu "dana". Wkrótce po sprowadzeniu do domu młodej i pięknej nowej żony okazało się jednak, że pierwsza małżonka nie jest w stanie żyć zgodnie z Regułą, nie odczuwając straszliwego bólu. Zazdrość kazała Irene zadawać nam wszystkim cierpienie, szczególnie kiedy taty nie było w domu.

Kiedy w 1976 roku przyszłam na świat, miałam już trzy starsze siostrzyczki i przyrodniego brata, urodzonego niespełna dziewięć miesięcy przede mną. Moja matka urodziła ojcu w sumie czternaścioro dzieci. Oprócz nich w domu żyło wiele przyrodniego rodzeństwa. Konkretnie dziewięcioro. Tata w swoim życiu spłodził w sumie dwadzieścioro czworo dzieci z trzema żonami. Trojkę uważano za szczęśliwą liczbę, gdyż tyle żon wziął sobie Abraham. Wierzono, że trzy żony pozwolą mężczyźnie i jego rodzinie dostąpić królestwa celestialnego, będącego poziomem najwyższej niebiańskiej chwały.

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego mama miałaby chcieć zamieszkać w wieczności nie tylko z tatą, ale też z ciocią Irene. A co jeśli wieczność stanowiła odbicie życia doczesnego? Irene miała telewizor i zajmowała najwygodniejszą sypialnię w całym domu, miała do dyspozycji lepszy samochód, kontrolowała rodzinne wydatki, a w kościele mogła siadać u boku ojca. Moja matka natomiast musiała zadowolić się resztkami.

Czytaj dalej...

3
materiały prasowe materiały prasowe

W szkole uczyłam się innej historii niż dzieciaki w świeckich szkołach

Na przyswajaną przez nas wiedzę składały się czytania z Biblii, Księgi Mormona oraz nauczania naszych współczesnych proroków. Najpierw poznawaliśmy dzieje Adama i Ewy, potem Aarona i Melchizedeka, jako że obaj odgrywali istotną rolę w naszym Kościele. Potem przeskakiwaliśmy do Rzymian, Żydów i czasów, w których żył Chrystus. Do działalności Jezusa, ukrzyżowania i zmartwychwstania nawiązywano przy okazji przedstawiania zasady wielożeństwa. Nawet Jezus Chrystus wyznawał wielożeństwo, a przynajmniej tak wynikało z nauk głoszonych przez [naszego nauczyciela - przyp. red.] pana Jeffsa. Jego zdaniem Biblia jasno pokazuje, że Jezus nie tylko był żonaty, ale też po wstaniu z martwych najpierw ukazał się swym żonom, nim ujrzeli go ukochani uczniowie.

Po zmartwychwstaniu Chrystusa świat pogrążyło w niewiedzy i ciemności Wielkie Odstępstwo, po czym nastały "mroki średniowiecza". Z lekcji pana Jeffsa dowiadywaliśmy się mrożących krew w żyłach historii o hiszpańskiej inkwizycji, obmyślanych wówczas metodach tortur oraz wielkim zepsuciu panującym wśród przywódców ówczesnego Kościoła i rządów. Następnie pomijaliśmy kilka stuleci, które uznawano za nieistotne, i uczyliśmy się o Kolumbie przybywającym do Ameryki. Miała ona stać się Nowym Światem, w którym ostatecznie wypełni się Ewangelia Jezusa Chrystusa.

Nauczano nas, że Stany Zjednoczone są Ziemią Obiecaną, przepowiedzianą w Księdze Mormona, i że w 1820 roku Bóg wraz z Chrystusem nawiedzili czternastoletniego Josepha Smitha w świętym gaju i przekazali mu posłanie głoszące, iż Ewangelia jest jedyną prawdą. To spotkanie miało być narodzinami ery ponownego panowania Ewangelii na Ziemi.

Josepha odwiedził też Jan Chrzciciel, który udzielił mu prawa chrztu, po nim wizytę złożyli mu też apostołowie Piotr, Jakub i Jan. Z ich upoważnienia w 1830 roku Joseph powołał do istnienia Kościół. Na początku lat trzydziestych XIX wieku ustanowił zasadę poligamii, którą trzymano w sekrecie do 1852 roku. (...)

Przy okazji omawiania nowożytnej historii Ameryki pan Jeffs skupiał się przede wszystkim na zepsuciu rządu amerykańskiego. Na przykład w kontekście wojny secesyjnej dyrektor podkreślał, że walka Lincolna o prawa niewolników była nie tylko błędem, ale też czynem niemoralnym. Pan Jeffs nie cierpiał czarnoskórych i uważał ich za rasę podrzędną w stosunku do białych obywateli. Jego zdaniem wynik wojny secesyjnej oznaczał wielką przegraną całej ludzkości.(...)

Gdy przeszliśmy do drugiej wojny światowej, pan Jeffs ze szczególną uwagą zajął się Hitlerem i Holokaustem. Z wielkim przejęciem szczegółowo opowiadał o tamtych wydarzeniach i zmuszał nas do oglądania filmów przedstawiających tysiące ofiar głodu i wycieńczenia. Miało to służyć nam za ostrzeżenie, że władza kłamie, terroryzuje i morduje ludzi takich jak my.

Czytaj dalej...

4
materiały prasowe materiały prasowe

18-letnia żona 85-letniego proroka

U schyłku lata nie miałam wyboru - musiałam wrócić do Salt Lake City i pogodzić się z przeznaczeniem. Siedemnastego września 1995 roku, wystrojona w suknię uszytą wspólnie z ciotkami i siostrami, zostałam dziewiętnastą małżonką Rulona Timpsona Jeffsa.

Samą uroczystość pamiętam jak przez mgłę. W pamięci utkwiła mi tylko garstka osób z tłumu krewnych, przyjaciół i innych członków Kościoła FLDS, którzy przybyli, by uczcić nasze święto. Zapamiętałam niewiele twarzy. Przede wszystkim oblicze proroka, gdy przygięty sędziwym wiekiem stoi naprzeciw mnie i ściska moje dłonie.

Słowa, słyszane przeze mnie wcześniej wiele razy przy okazji podobnych uroczystości, wypowiedział mój tata, który niekiedy zastępował proroka w roli udzielającego ślubu.

- Czy ty, bracie Rulonie Timpsonie Jeffsie, bierzesz sobie za żonę tę oto Rebeccę Wall, ślubujesz być dla niej mężem teraz i na wieki wieków oraz zobowiązujesz się i przyrzekasz, że będziesz przestrzegał wszelkich zasad i zwyczajów dotyczących świętych więzów małżeńskich w tym nowym i wiecznym przymierzu, jakie z nią zawierasz przed obliczem Boga, aniołów i tych świadków, oraz że czynisz to z własnej woli i powodowany własnym wyborem?

- Tak - odparł wuj Rulon, a jego oczy błysnęły, gdy spoglądał na mnie zza szkieł okularów.

- A czy ty, siostro Rebecco Wall, oddajesz się bratu Rulonowi Timpsonowi Jeffsowi jako żona teraz i na wieki wieków? - Dalszy ciąg przysięgi, która stanowiła powtórzenie tej złożonej przez Rulona, docierał do mnie jak przez gęstą mgłę.(...)

- T...tak - odrzekłam w końcu słabym głosem. Mój ojciec pobłogosławił nasze małżeństwo w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Gdy Rulon pocałował mnie w usta, po czym triumfalnie się uśmiechnął, zamarłam, a ku uciesze gości moje oczy rozwarły się szeroko z przerażenia. Starałam się uśmiechać, ale moje spojrzenie wyrażało więcej niż uśmiech.

W tłumie był ktoś, kto znał prawdę. Mój brat Cole zdążył w czerwcu ukończyć z wyróżnieniem ITT Technical Institute i zdobyć dyplom inżyniera projektanta. Jako wybitny student zwykł zadawać wiele dociekliwych pytań, niezbędnych do pełnego zrozumienia materiału. I to właśnie on wcześnie opuścił przyjęcie z poczuciem, że jego siostry są wystawiane na aukcji i pod dyktando naszego proroka oddawane temu, kto da więcej. Miałam wrażenie, że był jedynym człowiekiem, któremu naprawdę zależało na moim szczęściu.

Czytaj dalej...

5
materiały prasowe materiały prasowe

A w noc poślubną...

Tamtej nocy, gdy ślubna zabawa dobiegła już końca, a goście się rozeszli, małżonki Rulona nadal tryskały energią. Moją posępną minę wzięły za przejaw tremy. Powoli poszliśmy wszyscy korytarzem w stronę gabinetu proroka. Niektóre z moich nowych sióstr-współmałżonek próbowały mnie rozbawić, chichocząc, a inne pomogły dotrzeć tam mojemu wiekowemu mężowi. Gdy dotarliśmy do gabinetu, posadziły nas na kanapie przeznaczonej dla gości. Byłam im wdzięczna, że wciąż się wokół nas krzątają i nie zostawiają nas samych. (...)

Wtedy odezwała się jedna z sióstr - współmałżonek.

- Przecież ona mogłaby spędzić z tobą tę noc - zaproponowała, chichocząc, Ora.

- Doskonały pomysł - przyznał Rulon, a ja poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła, a dobre samopoczucie i ciepło ulatniają się w jednej chwili. Starałam się zachować spokój, gdy wszystkie siostry-współmałżonki po kolei żegnały się z nami i opuszczały pokój. (...)

Zgodnie z surowym zarządzeniem wuja Warrena w naszej społeczności nieustannie przypominano dziewczętom o tym, że mężczyzna to wąż, i zakazywano przebywania z nim sam na sam. Gdy teraz znalazłam się sama w jednym pomieszczeniu z wujem Rulonem, nie miałam pojęcia, co powiedzieć.

Ale jakie to ma znaczenie? Przecież on umie czytać mi w myślach. Zna moje serce. Nie jest po prostu jakimś mężczyzną - jest prorokiem.

Rulon gestem poprosił, bym pomogła mu wstać. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że podczas nocy poślubnej będę musiała odbyć intensywny kurs opieki geriatrycznej, jednak mój świeżo poślubiony mąż był starszy od mego dziadka Walla. Rulon był wysokim mężczyzną i musiałam użyć całej siły, by go podnieść z sofy. Wsparł się na mym ramieniu i szurając nogami, ruszyliśmy krok za krokiem do łazienki. Nie domyślałam się wcześniej, z jak wielką trudnością przychodziło mu trzymanie się prosto na nogach. W niewielkiej łazience Rulon chwycił się poręczy.

- A teraz przebierz się w koszulę nocną - rozkazał.

Mechanicznie narzuciłam na siebie koszulę nocną. (...)

Ostrożnie, powłócząc nogami, Rulon dotarł do łózka, po czym odwrócił się do mnie i zawisając całym ciężarem ciała na mych ramionach, powoli opadł na materac. Używając całej siły, pomogłam mu usiąść wygodnie. Wtem mój mąż uderzył palcem w górny guzik swojej białej koszuli od garnituru. Poderwałam się, żeby jak najszybciej ją rozpiąć, zawstydzona, że musiał mi w ten sposób o tym przypominać, i niemal zapominając, że właśnie rozbieram dorosłego mężczyznę. Wiele razy pomagałam się przebrać do snu młodszemu rodzeństwu, ale nigdy przez myśl mi nie przeszło, że będę musiała pomagać rozebrać się prorokowi. Uklękłam u jego stop i w milczeniu rozpięłam pozostałe guziki.

Trzęsły mi się palce, ale wciąż nie chciałam spojrzeć mu w twarz. Nie był w stanie sam rozpiąć mankietów, więc pomogłam mu również w tym, przy okazji ze zdziwieniem odkrywając, jak gładka i cienka jest jego skora.

Wskazał na rower, gdzie miałam powiesić jego koszulę, po czym zaczął znowu uderzać w guziki, tym razem jednak od spodni. Przez moją głowę przebiegały setki myśli. Kiedy rozpinałam rozporek, dźwięk zamka wprawił mnie w przerażenie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że ostatni raz słyszałam to, gdy jako dziecko byłam zamknięta w pokoju przyrodniego brata, na chwilę przed ucieczką.

Starałam się przemoc strach, ale Rulon nie zauważył nawet, że jestem bliska płaczu. Położył się na plecach.

- Teraz ciągnij - rozkazał, a ja ściągnęłam mu spodnie do wysokości ud, a potem zdjęłam je całkiem.

Leżał i przez długą chwilę wpatrywał się we mnie, ubrany tylko w kalesony i podkoszulkę. Oglądanie go w takim stanie zakrawało na świętokradztwo. Zanim znowu usiadł na łóżku, przez cały czas nie podnosiłam głowy. Uniosłam jego nogi, tak jak polecił, i pomogłam mu się wygodniej ułożyć, a pod kolana wepchnęłam poduszkę. (...)

Nagle klepnął miejsce na materacu obok siebie. Przez chwilę mu się przypatrywałam, potem ostrożnie zdjęłam szlafrok i powiesiłam na rowerze obok jego koszuli i spodni. Miałam już się położyć, gdy przypomniał sobie o tlenie. Pomogłam mu umieścić przewody w nozdrzach i umocować maseczkę za uszami, i wkrótce w pokoju rozległ się pomruk maszyny. W końcu Rulon klepnął znowu miejsce na materacu, wskazując, że powinnam się położyć. Ostrożnie podeszłam do łózka z drugiej strony i położyłam się od niego najdalej, jak tylko mogłam. Rulon ponownie uderzył dłonią w materac tuż przy sobie. Tym razem jego gest wyrażał już zniecierpliwienie. Niechętnie przysunęłam się bliżej, jednak nie na tyle, aby dotknąć jego ciała. Nie mogłam oddychać. Wsparł się na łokciu, a wysiłek, jaki w to włożył, sprawił, że całe łózko zaczęło się trząść.

Po chwili drugą ręką przyciągnął mnie jednak do siebie z siłą, która mnie zaskoczyła, i uchyliwszy maseczki, pocałował, zanim w ogóle uświadomiłam sobie, co się dzieje. Potem pocałował mnie jeszcze raz, a całe moje ciało zadrżało z obrzydzenia. Na ustach wciąż miałam ślinę z jego ust i choć wzdrygałam się, nie miałam śmiałości jej zetrzeć. Przez długą chwilę trzymał mnie blisko siebie, aż wreszcie opadł z powrotem na łózko.

- Dobranoc, kochanie - powiedział. - Na dzisiaj wystarczy pocałunek.

Czytaj dalej...

6
materiały prasowe materiały prasowe

Jedna młódka to za mało

Atmosfera w czasie posiłku była surowa i panowało milczenie, ale gdy posililiśmy się wykwintnym jedzeniem, znowu zapanował radosny gwar. Nadal nie wiedziałam, co mówić, więc milczałam.

Wtem Rulon uderzył w stół, aby skupić na sobie uwagę biesiadników.

- A zatem moje panie - powiedział powoli, poklepując się po brzuchu. - Czy jesteście gotowe na dwie następne?

Marjorie i Christine, a także inne kobiety wymieniły pełne zakłopotania spojrzenia.

- Ojcze - odezwała się któraś z nich. - Co znaczy dwie następne?

- Dwie kolejne żony - odparł chełpliwie, po czym posłał nam promienny uśmiech.

Zdumiona spoglądałam na zszokowane twarze kobiet siedzących przy stole.

- Tak, w najbliższą sobotę - ciągnął prorok - przybędą dwie następne: Helen i Rebecca Steed, córki Lawrence'a Steeda. - W tym momencie zwrócił się do mnie: - Trzy młódki. Czyż to nie wspaniałe? Powiedziałem im już, że na pokładzie jesteś też ty i że muszą poczekać.

Siedziałam, nie umiejąc wykrztusić ani słowa.(...) Marjorie zerknęła na nas nerwowo.

- To... cudownie, Ojcze! Chodziłam do szkoły razem z Helen - powiedziała z udawanym entuzjazmem.

Pozostałe żony zaczęły gratulować Rulonowi, jednak nie przestały zerkać w moją stronę. (...) Czułam, że jeszcze chwila i eksploduje mi głowa. Byłam wściekła na siebie. Kretynko! Cholerna idiotko! Naprawdę myślałaś, że jesteś taka ważna? (...)

Gdy spoglądałam na swój kubek, poczułam nieznany mi wcześniej rodzaj bólu, jednak nie mogłam go okazać. Wiedziałam, czego się ode mnie oczekuje. Zgodnie z naukami proroka, w wiecznym niebiańskim małżeństwie nie może być miejsca na zazdrość. Postępowanie w sposób właściwy oznacza więcej łask w nadchodzącym nowym życiu. Mój mąż miał nie tylko brać sobie nowe żony w życiu doczesnym - w życiu pośmiertnym oczekiwało na niego całe mnóstwo kolejnych małżonek, jak zresztą na każdego mężczyznę wiernego Dziełu. Będąc prorokiem, w Królestwie Celestialnym Boga mój mąż miał poślubić tysiące, a może nawet miliony kobiet. (...)

Smutek, w jaki wpędziły mnie słowa męża, był dla mnie samej ogromnym zaskoczeniem. Nie ulegało wątpliwości, że nie kochałam Rulona Jeffsa inaczej niż jako swego proroka i nigdy nie pragnęłam stać się jego żoną. Jednak tamtego dnia jakaś część mnie ostatecznie umarła. Musiałam stłumić w sobie prawdziwe uczucia, udawać sympatyczną młodą kobietę i robić to, czego ode mnie oczekiwano.

Czytaj więcej...

7
materiały prasowe materiały prasowe

Kres nieśmiertelnego

Rulon Timpson Jeffs zmarł 8 września 2002 roku. Przepowiadał, że nigdy to nie nastąpi, a my mu wierzyłyśmy. Wszystkie uzależniałyśmy od niego nasze zbawienie, a Rulon obiecał, że spłynie na niego łaska ponownej młodości. Kiedy krzątałyśmy się przy przygotowaniach do nabożeństwa żałobnego i na przybycie pogrążonych w żałobie ludzi, przez cały czas miałyśmy nadzieję, że z trumny rozlegnie się dudnienie i głos proroka domagającego się, by go wypuścić.

Panowała jednak cisza. (...)

Wieczorem, podczas nauk rodzinnych, Warren przez wiele godzin nauczał, że powinnyśmy żyć tak, jakby jego Ojciec nadal był obok nas, i że tego właśnie życzyłby sobie Rulon. W pewnym momencie stwierdził nawet, że jeśli nasza wiara będzie dostatecznie silna, ujrzymy, jak przechadza się pośród nas. Wtedy po raz drugi poczułam wielką ulgę. Niczym zakonnica poślubiona Chrystusowi mogłam pozostać żoną Rulona przez resztę swojego życia. Wprawdzie była to osobliwa myśl dla dwudziestosześcioletniej kobiety, jednak przerażała mnie świadomość, że miałabym w przyszłości iść do łóżka z innym mężczyzną.

Oświadczenie Warrena ukoiło moje nerwy.

I właśnie dlatego byłam kompletnie nieprzygotowana na to, co miało wkrótce nastąpić.

Tydzień po śmierci Rulona zadzwoniła do mnie z Bountiful moja siostra Brittany. Zatroskanym głosem powiedziała, że Winston oświadczył, iż po śmierci proroka Warren będzie miał wolną rękę, jeśli chodzi o przyszłość żon swojego ojca. Jej słowa zmroziły mi krew w żyłach.(...)

- Becky, mój mąż ma tyle żon, że nie chce mu się nawet spędzać całej nocy z którąś z nas. - Jej głos zaczął się łamać - Przechodzi po prostu z jednego łóżka do drugiego, traktuje nas jak dziwki, nie ma nawet na tyle godności, żeby przespać jedną noc z tą samą kobietą w ramionach.

Nagle zrozumiałam, co przez te wszystkie lata musiała znosić Brittany. Jasona Blackmore'a powinno się wyciągnąć przed dom i obić ostrą szczotką do włosów! Przypomniałam sobie, jak u zarania ich małżeństwa zmusił Brittany do seksu, zanim była na to gotowa, a teraz oczekiwał, że będzie miła i wdzięczna za każdy ochłap uczuć, kiedy on nocami skacze z jednego łóżka do drugiego.

Odłożyłam słuchawkę i poczułam, jak przepełnia mnie niepokój.

Czytaj dalej...

8
materiały prasowe materiały prasowe

Narodziny apostatki

Zbudziłam się przed świtem, gdy w mojej głowie rozgorzała bitwa głosów.

Pierwszy głos (optymistyczny): Możesz wyjść za mąż. Możesz to zrobić!

Drugi głos (pesymistyczny): Nigdy więcej nie powinnaś wiązać się z mężczyzną. Brzydzisz się mężczyznami, a ich cielesne potrzeby budzą w tobie odrazę.

Pierwszy głos: Oczywiście, że możesz to zrobić! Spójrz tylko na Emmę. Odkąd wyszła za LeRoya, jest w siódmym niebie. Oboje wyglądają, jakby zażywali wielkiej szczęśliwości, dokładnie tak, jak wyobrażałaś sobie ludzi zakochanych: Ktoś trzyma cię za rękę, przytula cię po to tylko, żeby być bliżej ciebie, kocha cię za to, kim jesteś.

Trzeci głos (szczery): Jak mogłabyś zrobić innym żonom to, czego sama doświadczyłaś? W twoim wieku nigdy już nie będziesz pierwszą żoną, a to oznacza, że musiałabyś walczyć o uczucia oraz uwagę męża i ograbiać z nich inne żony. Znasz przecież samotność i cierpienie wyzierające z ich oczu. Pragnienie bycia kochaną. Pomyśl o Emmie. Czy naprawdę chcesz jej to zrobić? Albo innym kobietom ze wspólnoty, które darzysz miłością? Nigdy już nie będziesz naiwną, szczęśliwą panną młodą. DOBRZE O TYM WIESZ!

W następnych dniach czułam się jak żywy trup. Wszystkie drogi zdawały się prowadzić ku beznadziejnej przyszłości. Którejś nocy, na cztery dni przed planowanym ślubem, poszłam do łazienki, żeby umyć się przed snem i spojrzałam w lustro. Moje oczy zapadły się głęboko i wydawały się bezbarwne, a skora wokół nich przybrała ziemistą, trupią barwę. (...)

Jeśli zamierzałam się uwolnić, musiałam zdać się na łaskę obcych ludzi i zaufać zewnętrznemu światu. (...) Przed świtem w niedzielę zostawiłam na łóżku liścik zaadresowany do Christine, mamy i moich rodzonych sióstr. Chcąc uniknąć kamer i patroli ochroniarzy, wymknęłam się bocznym wyjściem i usłyszałam, jak zatrzaskują się za mną ciężkie dębowe drzwi. Czułam, jak wali mi serce. Idąc, starałam się zachowywać zupełnie zwyczajnie, tak jakbym wybierała się na przechadzkę. Poszłam wzdłuż murów ogromnej willi Jeffsow, po czym gwałtownie skręciłam i ruszyłam w stronę płotu. Tak jak sądziłam, brama była zamknięta. Spojrzałam na budynek - w większości okien nadal było ciemno. Wydawało mi się, że nikt mnie nie widzi, a nawet jeśliby ktoś mnie dostrzegł, chciałam postawić wszystko na jedną kartę.

Nie bacząc na długą sukienkę, wdrapałam się na wysoki płot, który miał chronić posiadłość Jeffsow przed "obcymi i nikczemnymi apostatami".

Uciekając, stawałam się jednym z nich.

 

"Świadek w Czerwieni" Rebekki Musser i M. Bridget Cook w księgarniach od 22 kwietnia

9
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy