"Slow sex. Uwolnij miłość" [fragmenty książki]

Redakcja
Dwie kobiety, certyfikowany coach zajmujący się seksualnością i relacjami intymnymi, Marta Niedźwiecka oraz dziennikarka, Hanna Rydlewska rozmawiają o seksie. Rozmawiają ze smakiem, z troską o detale, z uważnością na aspekt cielesny, ale też duchowy miłości. Jako pierwsze publikujemy obszerne fragmenty książki
rys. Urszula Pągowska rys. Urszula Pągowska

Okładka

Pierwsza w Polsce książka poświęcona tematowi slow sex. Chwilami pikantna, chwilami zabawna. Może nadać życiu nowy kierunek. Autorki zwracają uwagę na dobroczynną moc dotyku i pozwalają zrozumieć skąd tak częsty u mężczyzn głód seksu. Podsuwają pomysły na erotyczne ćwiczenia i inspirują jak porzucić rutynę w sypialni. Zachęcają do poszukiwania satysfakcjonującego, intensywnego, radosnego sexu.

Fragmenty wybrały redaktorki WysokieObcasy.pl

Książka jest dostępna w Publio.pl. Sprawdź >>

1
rys. Urszula Pągowska rys. Urszula Pągowska

Slow sex, podobnie jak slow food, zrodził się z niezgody na bylejakość

Fragment wybrała Anna Dobrydnio

Hanna Rydlewska: Żyjemy w czasach, w których liczy się prędkość. Im szybciej, tym lepiej. Również w seksie. Ale szybko wcale nie musi oznaczać dobrze?

Marta Niedźwiecka: Nie musi. Dlatego powinniśmy zwolnić. I nauczyć się od nowa, jak świadomie uprawiać seks i jak się nim naprawdę cieszyć. Zresztą nie chodzi tylko o seks.

A o co?

O wszystko. Jeżeli nie zwolnimy z seksem i w seksie, to pogubimy się zupełnie. Seksualność jest najbardziej delikatną sferą naszej psychiki. Odciska się na niej każda rzecz, jaką robimy - również nasze przepracowanie, choroby, nawet klimat, w którym przyszło nam żyć. A my? Nawet z grypą w jesienny dzień chcemy tryskać witalnością i radością życia, jak w maju. Mamy być szczęśliwi i spełnieni - tu, teraz, natychmiast. Więc zakochujemy się, rozchodzimy, romansujemy. A mimo to spełnienia jakoś nie widać. Gromadzimy za to coraz więcej niezaspokojonych potrzeb. W takiej sytuacji ludzie uprawiają seks coraz szybciej i coraz bardziej automatycznie, bo w ich życiu odgrywa on rolę wentyla bezpieczeństwa. Pozwala ulżyć znękanej psychice i na chwilę zająć się czymś przyjemnym.

Co w tym złego?

Wpadanie w niewiele znaczące romanse czy przygody na jedną noc nic nie daje. Te nasze eskapady są bardzo często realizowane bez kompasu, bez wiedzy o tym, co dla nas dobre, zasilające. Nawet bez znajomości podstawowych faktów - jak działa anatomia, fizjologia, nie mówiąc już o emocjach. Po prostu idziemy na żywioł, wierząc, że każdy umie "to" robić. Na poziomie instynktu prokreacji, to jest nawet prawda. Ludzie wiedzą, jak się rozmnażać. Ale nie wiedzą, jak seks przenieść tam, gdzie jest on czymś więcej niż tylko popędem. A bez tej wiedzy łatwo jest się zapędzić w mroczne, nawet niebezpieczne rejony. Tam, gdzie rodzą się kompulsja lub uzależnienia.

Straszysz?

Trochę. Ale najważniejsze jest to, że ten pospieszny, kompulsywny seks, którego znakiem stał się dzisiaj Tinder, ma nas tylko chronić przed trudnymi emocjami. Bo choć pozornie możemy dziś wszystko, spontanicznego seksu nie zakazuje nam żadne tabu, mocniej niż kiedykolwiek tęsknimy za bliskością i autentycznymi seksualnymi spotkaniami. Chociaż, jak tak pomyślę - pewnie kilka wieków temu ludzie pragnęli tego tak samo mocno. Jednak to my mamy wyjątkowy przywilej, że możemy o tym otwarcie rozmawiać i zrobić coś, żeby żyć szczęśliwie.

Twoim zdaniem pomoże nam Slow Sex?

Jestem o tym przekonana.

Jednak czy to nie jest popadanie ze skrajności w skrajność? Miotanie się pomiędzy kompulsywnym, mechanicznym seksem a wizją wielogodzinnego miłosnego aktu? Piękne, tylko czy realne?

Dlaczego nierealne? I dlaczego sądzisz, że to miotanie się? Chodzi raczej o spokojną zmianę. O to, jak dokonując korekt w naszym stosunku do czasu i własnego ciała, nie tylko poprawić jakość naszego seksu, naszych relacji, ale też nasze życie. Nasza seksualność ma zupełnie niesamowitą właściwość: nawet niewielka zmiana na lepsze poprawia nam całe życie emocjonalne. Wie o tym każdy, kto wyszedł z łóżka po cudownym seksie, czując się naprawdę spełnionym i nasyconym.

Ale dlaczego ten lepszy seks ma być slow?

Slow sex, podobnie jak slow food, zrodził się z niezgody na bylejakość. Chodzi o to, żebyśmy zmienili nasze przekonania i naszą postawę. Żebyśmy wydajność, pośpiech i powierzchowne sensacje zamienili na jakość i przyjemność. To oczywiście oznacza również zmiany w sposobie, w jaki będziemy uprawiać seks. Nie to, żeby od razu kochać się trzy godziny. Jeżeli ktoś z czasem do tego dojdzie, to znakomicie. Przecież wszyscy chcemy się kochać długo i mocno. Slow sex oferuje zestaw metod, które pozwalają uprawiać seks przez trzy godziny, ale również trzydzieści fascynujących minut. Bo najważniejsze, żeby nasz seks był jakościowy, uważny i świadomy.

Co to znaczy jakościowy seks?

Mogłabym mówić po prostu o dobrym seksie. Tylko co to znaczy w seksie "dobrze". Często? Dużo? A może właśnie rzadko, ale za to zgodnie ze szczególnymi oczekiwaniami, jakie ktoś ma wobec seksu? Powiedzieć, że chcę mieć "dobry seks", to nic nie powiedzieć. Dlatego wolę mówić o jakości seksu. Bo gdy mówimy o jakościach, otwieramy szersze pole znaczeń, takie w którym każdy znajdzie te właściwe dla siebie. Możemy na przykład szukać w seksie namiętności, ale to nie jest uniwersalne. Dla jednych bliskość będzie tym, o co warto się starać. Inni będą szukali bezpieczeństwa. Do seksu wnosimy przeróżne potrzeby i warto je sobie zdefiniować, wtedy pojęcie "dobry seks" nabiera sensu. A skoro mówimy o jakości, to przyda się jeszcze jedno wyjaśnienie. Pojęcie "slow" jest przeciwieństwem "fast". Ale wcale nie w znaczeniu szybko-wolno, tylko uważnie-nieuważnie. Najważniejszy przekaz ruchu Slow brzmi: robiąc różne rzeczy szybko, jesteśmy powierzchowni. Szybko jedząc, podróżując, uprawiając seks pomijamy to, co najważniejsze. Wpadamy w rutynę i działamy na autopilocie. A rutyna jest mordercą przyjemności.

2
rys. Urszula Pągowska rys. Urszula Pągowska

Nasze wyobrażenia na temat erotyki są ściśle związane z jedzeniem

Fragment wybrała Marta Wroniszewska

Hanna Rydlewska: Jedzenie i seks, jak wiadomo, mają sporo wspólnego.

Marta Niedźwiecka: Jedzeniem możemy się uwodzić, służy nam jako metafora seksualności, bo jest jak seks - zmysłowe, odżywiające. Seks i jedzenie mogą się nawzajem zasilać. Nie bez przyczyny jedną z metod urozmaicenia życia seksualnego jest wzajemne karmienie się przez kochanków. To bardzo sensualne i pobudzające jednocześnie, no i buduje atmosferę bliskości. Jedzenie i seks wychodzą naprzeciw naszym najgłębszym potrzebom biologicznym i psychicznym, nie chodzi przecież tylko o odżywienie się i rozmnożenie, ale o czucie przyjemności z obydwu.

Jak zastanowisz się nad naszymi wyobrażenia na temat erotyki, to ona jest ściśle związana z jedzeniem. Weźmy chociażby "Dziewięć i pół tygodnia", gdzie jedzenie, karmienie się, jest elementem seksualnej obsesji. Kiedy chcemy przedstawić części ludzkiego ciała, a nie możemy lub nie chcemy być dosłowni, używamy owoców lub warzyw. Jeśli chcemy komuś powiedzieć, że bardzo go pragniemy, mówimy często, "że chcemy go zjeść".

A w "Kompleksie Portnoya" Philipa Rotha Aleksander masturbuje się za pomocą wołowego steku.

Zaś bohaterka "Wilgotnych miejsc" Charlotte Roche używa do tego całego warzywniaka - od marchewki do pora.

Trzymajmy się jedzenia w seksie, bo można je wykorzystać na wiele różnych sposobów. Idąc na romantyczną kolację, korzystamy z niego jako wstępu do seksu. Tak budujemy atmosferę emocjonalną i zmysłową. Możemy użyć jedzenia jako seksu albo do oswojenia różnych technik seksualnych. Zjadamy, zlizujemy pokarmy z ciała, na przykład syrop z penisa, aby osłodzić fellatio. Karmienie się nawzajem tworzy bliskość i także jest niezwykle zmysłowe. Możemy w końcu użyć jedzenia do seksu w sposób jak najbardziej dosłowny - chociażby podłużnych owoców i warzyw, aczkolwiek repertuar nie musi się tu kończyć...

Rozumiem, że można warzywem, ale podaj mi proszę bardziej konwencjonalny sposób pieszczenia waginy, żeby była szczęśliwa.

Przede wszystkim czule. Ale podam ci zabawną technikę, która nazywa się alfabetem. Polega na rysowaniu językiem kształtów literek na łechtaczce. Nie dość, że kochankowie mogą sobie nadawać krótkie wiadomości, to dochodzi do miłosnego rozpoznania.

A kobieta może kreślić językiem literki na penisie?

Może wymawiać charakterystyczne polskie zdania. "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie". Konia z rzędem tej, która dojdzie do trzciny. Chodzi o doskonalenie techniki, w której ruchy mięśni twarzy i gardła oraz dźwięki są używane do urozmaicenia stymulacji. Przytoczone metody są fajne również dlatego, że wprowadzają do sypialni element luzu, bardzo tam potrzebny.

Partnerzy odkrywają też, co najbardziej działa... Bo w seksie francuskim o sukcesie decyduje uważne śledzenie reakcji partnera. To wyjątkowa forma pieszczot, która może łączyć delikatność i otwartość ze zdecydowaniem i namiętnością.

Pieścić waginę należy pamiętając o godzinie trzynastej. Znaczna grupa kobiet cechuje się największą wrażliwością właśnie w tej strefie. Trzeba sobie wyobrazić żeńskie genitalia jako zegar, którego godzinę dwunastą wyznacza łechtaczka. Na trzynastej jest najfajniej, przynajmniej w wielu przypadkach.

Oby tylko nie przesadzić z tym zdecydowaniem. Wielu mężczyzn szarżuje językiem i ich pieszczoty zamiast podniecać - bolą.

Wokół seksu francuskiego narosło mnóstwo przesądów, które skutkują słabą techniką i jeszcze gorszymi wyobrażeniami. Dla niektórych "oral" to metoda na upokorzenie kobiety. Stąd wulgarne określenia "robić laskę" albo "ciągnąć druta". One ilustrują, kto tu rządzi i kto do czego służy. Jeżeli damy się opętać tego typu wyobrażeniom, to każda forma seksu się dla nas zdegeneruje. Nie zostanie nam nic, prócz prokreacji i celibatu.

3
rys. Urszula Pągowska rys. Urszula Pągowska

Dobrego dotyku brakuje nam bardziej niż seksu

Fragment wybrała Zuzanna Ziomecka

Marta Niedźwiecka: Pomyśl: uważne patrzenie na zachodzące słońce - takie, w czasie którego dajesz się pochłonąć widokowi - sprawia, że czujesz łączność ze światem i doświadczasz pełnego kontaktu z samym sobą. Między innymi dlatego oglądany na żywo zachód słońca nas porusza, a ten na zdjęciu zwykle wygląda kiczowato. W pierwszym przypadku jesteśmy uczestnikami zachodu słońca, w drugim - jego obserwatorami. Jako obserwatorzy dużo mniej się podniecamy, a bardziej jesteśmy skłonni dostrzegać artystyczne braki tego wydarzenia. Zachwyt, wzruszenie, pełne przejęcie tym, co nas spotyka, to jedne z najbardziej odżywiających stanów, w jakie możemy wejść. Z nich wyrasta kreatywność, sztuka, miłość. Uważność jest niezbędna, bez niej coś, co nazywamy jakością przeżywania, w ogóle się nie pojawi. Kiedy napotykamy na zjawisko, które z jakiegoś powodu wytrąca nas z codziennego postrzegania, ze zwykłych reakcji, wprawia w szczególny rodzaj wzruszenia, ekscytacji, ciekawości czy zachwytu, tylko dzięki uważności możemy skupić świadomość, czyli przeżyć to konkretne wydarzenie na głębszym poziomie. W przypadku sztuki może to być poziom estetycznego zachwytu i dostrzegania głębokich znaczeń dzieła. Kiedy mamy do czynienia z jedzeniem, może to być zmysłowe zaangażowanie, przekraczające nasze codzienne nawyki w zakresie odżywiania. W seksie może to być emocjonalne i erotyczne zaangażowanie, zachwyt.

Hanna Rydlewska: Podstawą uważności jest dotyk.

To prawda, on jest odpowiednikiem oddechu, który pomaga nam budzić świadomość. Zrób prosty test i pogłaszcz się bardzo powoli po ręku. Możesz przymknąć oczy. Od razu wszystko cichnie, a ty osadzasz się w swoim ciele. Uważność pojawia się niemal od razu. Dotyk to niedoceniany zmysł. Nieczęsto zwracamy uwagę na to, co nam przekazuje - przecież zwykle nie dotykamy nawet tego, co jemy. A przecież dzięki palcom poznajemy faktury, temperaturę, a w konsekwencji również emocje, które w nas budzą dotykane rzeczy. Warto to zmienić, bo świadomie odbierany dotyk - gdy twoje ręce stykają się z jajkiem obieranym ze skorupki, skórką owocu czy zimną i gładką kierownicą samochodu - może zwiększyć naszą codzienną porcję przyjemności. W seksie też często korzystamy z dotyku bezmyślnie. Ot, żeby kogoś gdzieś pomacać, ewentualnie doprowadzić do orgazmu. Ale możliwości dotyku są dużo większe. Może wzmagać namiętność, rozbudzać, może rozluźniać. Działa zarówno na osobę dotykaną, jak i dotykającą. Na przykład, gdy zmienimy tempo - jeżeli dotykamy kogoś bardzo powoli, natychmiast wzrasta nasza uważność. Dlatego gdy czujesz, że twoje myśli odlatują, spowolnij dotykanie, a od razu wylądujesz i wrócisz do tego, co się z tobą aktualnie dzieje. Niesamowicie proste i niesamowicie skuteczne.

(...)

Wiele kobiet skarży się na to, że każdy dotyk, nawet głaskanie, kończy się seksem. Czują się do tego seksu przymuszane.

To skomplikowana sytuacja. Ma swoją historię, bo szczególny deficyt, jeśli chodzi o dotyk, mają mężczyźni. Przecież oni zwykle są wychowywani w, jak by to ująć, dotykowej izolacji. Z roku na rok są coraz rzadziej przytulani przez dorosłych. Jako nastolatkowie właściwie w ogóle. Ich fizyczny kontakt z drugą osobą ogranicza się do walki i seksu. Nic więc dziwnego, że potrafią mieć na punkcie tego seksu niezłą obsesję.

Kobiety mają mniejszy deficyt?

Dotykają swoich dzieci, dotykają innych dorosłych. Jeżeli więc w związku pojawiają trudności wokół seksu, mężczyzna pozostaje "na głodzie". Nie tylko seksualnym, ale również dotykowym. Każdy kontakt fizyczny z partnerką będzie detonował w nim potężny ładunek niezaspokojonych potrzeb. Tak duży, że trudno będzie mu poradzić sobie z jego kontrolowaniem. Temu wszystkiemu towarzyszy jeszcze napięcie emocjonalne. W tej sytuacji mężczyźnie na pewno zabraknie uważności, jego dotykanie będzie pośpieszne, dyktowane chęcią natychmiastowego zaspokojenia. W kobiecie zaś wzrośnie frustracja, będzie jeszcze wyraźniej czuła, że jej ciało jest traktowane przedmiotowo.

Czy uważasz, że w życiu codziennym, aż tak brakuje nam dotyku?

Dobrego dotyku brakuje nam bardziej niż seksu. Ten drugi jest w zasadzie na wyciągnięcie ręki, o tym pierwszym czasem nie ma co marzyć. Kojący, emocjonalny dotyk jest naszą najbardziej pierwotną potrzebą, ważniejszą nawet od jedzenia. Ludzie umierają bez dotyku. Dosłownie - to nie jest metafora. Pozbawione dotyku dzieci w domach dziecka, noworodki w inkubatorach słabiej rosną i chorują. Są liczne badania pokazujące, jaką porcję dotyku dziennie musimy przyjąć, żeby pozostać zdrowymi na duchu i na ciele. Minimum plasuje się w okolicy dwudziestu "głasków". Dotykanie nie dość, że wprowadza nas w dobrostan, to jeszcze łagodzi obyczaje.

(...)

Nasze deficyty dotykowe są często starsze od nas, dziedziczymy je po rodzicach, a ci po dziadkach. One tworzą klimat emocjonalny, w którym wzrastamy. Jeżeli od dzieciństwa mamy deficyt dotyku, to może się okazać, że jedną z naszych głównych motywacji w seksie będzie potrzeba fizycznej bliskości. Ta potrzeba jest jak najbardziej właściwa, ale jeżeli pozostaje w harmonii z innymi potrzebami. Gorzej, jeśli determinuje nasze działania. Wtedy zrobimy wszystko, żeby ktoś nas przytulił.

4
123rf.com 123rf.com

Uważności to spokój i zrozumienie wobec własnych emocji

Fragment wybrała Magdalena Karst-Adamczyk

Marta Niedźwiecka: Związki popadają w rutynę, ponieważ pozwalamy sobie zgubić zdolność patrzenia na siebie z uwagą. Uważność wnosi gigantyczną zmianę do życia seksualnego, ale także zmienia generalnie nasz styl życia. Nie chodzi o to, żeby wciąż koncentrować się jak chirurg w czasie operacji dna oka. Chodzi o utrzymanie świadomego trwania w stanie spokojnej czujności. W takim, w którym możemy zwracać uwagę na wiele aspektów rzeczywistości wokół i wewnątrz nas, a jednocześnie pozostajemy w równowadze.

Hanna Rydlewska: Zauważamy i zapamiętujemy zapachy, smaki, detale?

Tak. Kiedy jestem w uważności, to mam w sobie spokój i zrozumienie wobec własnych emocji. Z tego powodu nie zdenerwuję się błahostką, nie będę przeżywać nieustannej gonitwy myśli. Będę za to reagować adekwatnie na to, co mnie spotyka. Jeśli to będzie stres albo coś bardzo nieprzyjemnego, to będę sobie radziła z taką sytuacją dużo sprawniej i szybciej. Dzięki temu mój umysł i ciało nie będą zajęte przetwarzaniem bezużytecznych informacji czy bezproduktywnym złoszczeniem się. Uzyskam więcej przestrzeni na odbieranie zmysłowych informacji, które płyną do mnie z zewnątrz. I delektowanie się nimi.

Ważna jakość w slow sex to, obok uważności, obecność. Czyli?

Każda z nas, gdy tu siedzimy i rozmawiamy, jest skoncentrowana zarówno na tym, co chce powiedzieć, jak i na drugiej osobie. Gdybyś poczuła się dotknięta czymś, co powiedziałam, to ja bym to zauważyła po sygnałach z twojego ciała. Moja obecność - wyczulenie i otwarcie na ciebie - ma teraz wysoki poziom. Jest tym "czymś", jak atmosfera, co przez chwilę istnieje wokół nas, ale łatwo się ulatnia. Jest też jakością, za którą najbardziej tęsknią kobiety i mężczyźni, którzy przeżywają kryzysy w związkach. Mówią wtedy, że druga osoba jest obok, ale jakby jej nie było, jakby pozostawała gdzieś daleko. Przywracanie obecności to także przywracanie zdolności do zainteresowania się czymś oprócz nas, naszych osobistych problemów. Otwarcie na ludzi wokół nas, którzy mogą chcieć nam coś przekazać. Obecność to także jakość, za którą płacimy, gdy idziemy do terapeuty lub coacha, który przez określony czas, będzie w całości poświęcony słuchaniu nas i wspieraniu w rozwiązywaniu naszych problemów.

Stany, o których mówisz, są nieco utopijne. Można dążyć do takiego momentu wyostrzenia zmysłów, ale oddać się w pełni jednej czynności, to ogromna trudność.

Utopie opisują stany idealne, żebyśmy wiedzieli, dokąd dążyć. Oczywiście, że żyjąc w rozproszeniu, czujemy uważność i obecność jako trudne, bo są to dla nas nowe stany. Doświadczamy tego incydentalnie i najczęściej przypadkiem, więc pamiętamy te momenty jako szczególnie barwne. Ta chwila, kiedy biegnąc, zapomniało się o świecie dookoła. Albo ta, kiedy rozbawieni balujemy całą noc, tańcząc z przyjaciółmi. Dlatego wszyscy tak cenią stan zakochania i jest on punktem odniesienia dla naszych marzeń. Wszędzie wokół ludzie chcą być "na nowo zakochani". Właśnie dlatego, że zakochanie ?robi? za nas uważność, obecność. W zwykłym życiu dajemy się ciągle rozpraszać.

Ale ludzie wciąż łączą różne czynności - jesteśmy robotami wielofunkcyjnymi.

Łączą i niewiele z tego wynika. Chociaż świat trenuje nas do robienia wiele i jednocześnie, to premie za to są iluzoryczne. Robienie pięciu rzeczy naraz nie powoduje, że robimy je skutecznie i szybciej. To, co dostajemy, to deficyt autentycznego kontaktu. Sami się na to skarżymy i ludzie wokół nas mają o to pretensje. Na wielozadaniowości tracą nasze relacje osobiste i życie intymne. Zwycięzcami są listy zadań i kalendarz Google. Uważność wydaje nam się najtrudniejszą na świecie sprawą, tylko dlatego, że się od niej odzwyczailiśmy. Jako dzieci mieliśmy uważność stuprocentową. Dłubiąc patykiem w piachu, ze stopami zanurzonymi w lodowatym Bałtyku byliśmy absolutnie oddani tej czynności, a próba oderwania nas od niej kończyła się aferą. Nie musieliśmy czytać poradników, żeby trwać uważnie w zabawie, bo mamy tę zdolność od urodzenia. Rzecz w tym, aby zauważyć, że jakość, satysfakcja, mięsistość doznań pojawia się wraz z naszym zaangażowaniem i oddaniem się czemuś. Realizowanie wielu zadań naraz owocuje powierzchownością, która zabiera nam odczucie intensywności naszego życia, właśnie dlatego, że nie mamy szansy "wkręcić się" w nic porządnie.

5
mat. pras. mat. pras.

Marta Niedźwiecka, Hanna Rydlewska

Marta Niedźwiecka - certyfikowany sex coach pracujący z seksualnością i relacjami intymnymi. O swojej pracy mówi: "Ludzie przychodzą do mnie przekonani, że więcej ich dzieli niż łączy, a okazuje się, że tak naprawdę są jak marchewka z groszkiem. Mają tylko problem z nazywaniem, rozumieniem i komunikowaniem swoich potrzeb i trosk. A nawet z odwiecznym problemem - on szczytuje szybciej, niż ona - da się coś zrobić, jeżeli dwoje ludzi tego chce. A warto chcieć, bo nie ma udanego związku bez udanego seksu".

Hanna Rydlewska - szefowa weekendowego wydania Gazety.pl i prowadząca audycję "HaniBal" w Chilli Zet. Była wicenaczelną "Przekroju" oraz naTemat.pl, wcześniej przez kilka lat kierowała lifestyle'owym magazynem "Exklusiv". Swoje teksty publikowała m.in w: "ELLE" i "Machinie". Razem z Marcinem Różycem prowadziła wielokrotnie warsztaty Fashion Writing w ramach Art & Fashion Festival w Poznaniu, czego efektem był m.in. magazyn "AFF". W środowisku dziennikarskim uznawana za specjalistkę od wywiadów.

Książka w sprzedaży od 26 stycznia na KulturalnySklep.pl

6
Więcej na ten temat: sex, slow sex, uwolnij miłość
Komentarze
"Przecież wszyscy chcemy się kochać długo i mocno." Proszę pisać o sobie... Ja wybieram celibat.
już oceniałe(a)ś
1
0
widzialem ciekawy sextelefon.twojweekend.com
już oceniałe(a)ś
0
1
a ja se znowu na seks telefon zadzwonie oczywiście boginiesexu.pl czyli mój ukochany
już oceniałe(a)ś
0
1
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy